Ona po prostu manipuluje moim mężem żaliła się Kinga.
Kinga wpatrywała się w telefon, czując, jak znajome, mdlące rozdrażnienie rozlewa się po jej wnętrzu niczym mgła na polach pod Krakowem o świcie.
Tomasz dzwonił trzeci raz tego wieczoru.
Kinia, no przepraszam cię, kochanie… głos zmęczony, pełen winy, szeleścił w słuchawce, jak stare liście pod butami. Wiem, mieliśmy być w teatrze, no ale… No wiesz, Ewelinka mówi, iż Maćkowi znowu gorączka sięga czterdziestu. Sama nie daje rady. No powinnaś mnie zrozumieć?
Kinga rozumiała.
Za dobrze rozumiała.
Tomek, mamy już bilety kupione starała się mówić spokojnie, choć w środku wszystko krzyczało obcym głosem Czekaliśmy na ten spektakl półtora miesiąca.
Wiem, złotko. Odkupię ci to, przysięgam. Ale to przecież Mały nie mogę go tak zostawić.
Gdy odłożyła telefon, natychmiast zadzwoniła do przyjaciółki.
Magda! Wyobrażasz sobie? Trzeci raz w tym miesiącu! Raz chory jej syn, raz jej auto nawaliło, teraz znowu coś!
Kinga, może faktycznie mały chory? próbowała łagodzić Magda.
Wiem! Dzieci zawsze chorują. Ale dziwne, iż była żona zawsze dzwoni akurat do mojego Tomka! Nie ma rodziny, sąsiadki? Ani żadnej przyjaciółki?
Ech
Żadne ech! Kinga zerwała się z kanapy. Ona nim kręci, a on ślepy. Jest taki dobry, wszystko rzuci i poleci. I ona to wykorzystuje!
Magda westchnęła gdzieś w słuchawce.
A jesteś pewna, iż problem leży w niej? rzuciła potem.
A w kim niby? zadumała się Kinga, na chwilę zamarła.
No nie wiem. Pomyśl. jeżeli kobieta non stop dzwoni do byłego i on zawsze zostawia wszystko dla niej Kto tu kogo używa?
Kinga przez chwilę nie umiała nic odpowiedzieć. Coś skrzypnęło w niej nieprzyjemnie i węszyło między myślami jak jesienna wichura.
Magda, nie gadaj bzdur syknęła nagle. Tomek to po prostu odpowiedzialny ojciec. Nie zostawiłby syna!
Jasne, jasne Magda gwałtownie zrezygnowała z dalszej rozmowy. Tak tylko rzuciłam.
Ale ta rzutka została w Kindze jak ość w gardle.
Tomasz wrócił późno. Zmęczony, zmięty, z oczyma przepraszającymi jak pies wyrzucony przez okno.
Wybacz mi, głupi jestem objął ją od tyłu, tulił nos w jej szyję. Kupię nam nowe bilety, najlepsze miejsca. Obiecuję.
Kinga milczała, patrząc przez okno na nocne oświetlone wieże Mariackiego, myślała: ile razy już to mówił? Pięć? Dziesięć? Sto?
Zawsze to samo: Rozumiesz przecież.
Rozumiem myślała Kinga. Tylko nie wiem, co adekwatnie rozumiem.
Potem drobnostki zaczęły rosnąć.
Najpierw niezauważalnie jak kurz na półce: z pozoru czysto, a dotkniesz plama zostaje.
Zauważyła, iż Tomasz zaczął chować telefon. Kiedyś zostawiał go wszędzie na stole, kanapie, choćby w łazience. Teraz nosił zawsze przy sobie, choćby kiedy szedł nalewać sobie wodę w kuchni.
Tomku, czemu wszędzie nosisz ten telefon? spytała kiedyś na luzie.
Ee…? podskoczył jak szara mysz. Z przyzwyczajenia. W robocie ciągle dzwonią.
No dobrze.
Raz przypadkiem zobaczyła jego kalendarz. Chciała wpisać datę ich teatru, tego który przepadł. I znalazła: Odebrać Maćka z przedszkola 16:00, Zawieźć Ewelinie dokumenty od auta, Zadzwonić do E. o szczepieniu.
E. to Ewelina.
Tomku szepnęła przy kolacji, mieszając herbatę do rozpuszczenia trzeciej łyżeczki cukru a ty pamiętasz kiedy mam obronę magisterki?
Podniósł głowę znad talerza.
Magisterki? No, w maju, nie?
W marcu. Za dwa tygodnie.
A, racja. Mam dziurawą głowę.
Dziurawa głowa. Ale kalendarz Eweliny znał na pamięć.
Były jeszcze pieniądze.
Przez przypadek zerknęła na wyciąg z banku leżał na stole. Trzy przelewy po dwa tysiące złotych. Odbiorca: E. Zawadzka.
Tomku zawołała, pokazując kartkę. Co to?
Nie speszył się. Westchnął.
Pomagam Ewelinie. Jej mama zachorowała, leki drogie. Potem na zajęcia dla Maćka. Wiesz przecież, iż sama wychowuje dziecko.
Sześć tysięcy w trzy miesiące?
No i co? To mój syn! Mam patrzeć, jak im brakuje?!
Kinga odłożyła wyciąg.
Nie musisz. Dziwne tylko, iż zapomniałeś o tym powiedzieć.
Nie zapomniałem! Wiedziałem, iż będzie wywód!
To wywód zabrzmiało, jakby była wariatką. Czepialską, kłótliwą, głupią zazdrośnicą.
I jeszcze ten rysunek.
Kinga usiadła w samochodzie na miejscu pasażera, spojrzała na tylne siedzenie a tam dziecięcy rysunek w kratkę. Domek, kwiaty, słońce. Trzy postacie. Tata. Mama. Maciek.
Bez niej.
Wzięła kartkę do ręki, ścisnęła ją z trudem. Na odwrocie dziecięce, nierówne litery: Dla Taty od Maćka. Nasza rodzina.
Tomku… skąd to?
Spojrzał.
Od Maćka, no fajny co? Utalentowany chłopak nam rośnie.
Kinga patrzyła to na rysunek, to na Tomka, potem znowu na domek na papierze.
Tomku, tu napisane nasza rodzina.
No jasne. On taki mały, dla niego rodzina to ja, Ewelina i on. Taki dziecięcy świat.
Odłożyła rysunek, usiadła prosto, zapięła pas. Całą drogę milczała.
Potem Ewelina pojawiła się osobiście.
Raz po rzeczy Maćka, drugi raz porozmawiać o wakacjach, potem tak po prostu byłam w okolicy, to wpadłam.
Ewelina była spokojna. Uprzejma. Zawsze z uśmiechem.
Cześć, Kinga! rzucała, jakby się przyjaźniły. Nie przeszkadzam? Tomek w domu?
Zawsze po jej wyjściu Tomasz jakby odpływał. Zamyślony, obcy. Odpowiadał półsłówkami.
Co ci jest? pytała Kinga.
Aa, zmęczony po prostu.
Kinga zaczęła czuć się jak piąte koło u wozu. Jak cień między oknami kamienicy, którego nikt nie dostrzega.
I pewnego dnia usłyszała rozmowę telefoniczną.
Tomasz był w łazience. Myślał, iż drzwi zamknięte. Ale się uchyliły. Kinga usłyszała:
Ewelinko, nie płacz… Przecież mówiłem, iż pomogę. Naprawdę ci pomogę. Zawsze możesz na mnie liczyć.
Głos czuły. Cichy, intymny.
Kinga cofnęła się od drzwi. Usiadła na kanapie w ciemnym pokoju pełnym ślimaczych cieni i nagle zobaczyła wszystko jakby z boku, z lotu ptaka.
To nie nią ktoś manipuluje.
On sam pozwala się prowadzić.
Bo tak mu wygodniej.
Kinga trzy dni tłumiła w sobie ten senny chaotyczny smutek.
Nie robiła scen. Po prostu patrzyła, jak przez mikroskop: chłodna obserwatorka niezwyczajnych żuków.
I co zobaczyła?
Tomasz znał rozkład Eweliny lepiej niż jej Kingi. Wiedział dokładnie, kiedy Maciek ma przedszkole, kiedy zajęcia, kiedy szczepienie. W kalendarzu miał to wszystko. O dacie jej obrony zapomniał.
Ciągle coś pisał. Telefon drżał co chwilę. Odpowiadał szybko, potem oczy mu miękły, jakby się rozgrzeszał z małego grzechu.
Pewnego wieczoru telefon zadzwonił, gdy Tomasz brał prysznic. Kinga zerknęła na wyświetlacz.
Ewelina.
Ręka sama sięgnęła po aparat. Odebrała.
Tomek? głos Eweliny cichy, zbolały. Tomku, możesz przyjechać? Jest mi tak źle… Nikogo nie mam, poza tobą.
Kinga milczała.
Tomek? Słyszysz mnie? Nie daję rady sama… Proszę. Ty zawsze byłeś obok.
Kinga rozłączyła się. Odłożyła telefon. Usiadła i nagle zaczęła się śmiać cicho. Jakby śniła coś obcego, ulotnego.
Boże, jaka ona naiwna. Jaka ślepa.
Tomasz wyszedł z łazienki ociekał jeszcze wodą, owinięty w ręcznik, oczy zaskoczone i smutne.
Dzwoniła Ewelina rzuciła spokojnie Kinga.
Zamarł.
Odebrałaś…?
Odebrałam. Kinga powstała. Spojrzała na niego. Płakała. Mówiła, iż jej źle. Że tylko ty zawsze jesteś.
Milczał. Widać było, jak szuka słów, wybiera w głowie role do odegrania.
Rozumiesz… Ewelina przechodzi trudny czas. Nikogo bliskiego nie ma. Zostałem tylko ja. Nie mogę tak po prostu jej zostawić!
Zostawić? Kinga się uśmiechnęła. Rozwiedliście się cztery lata temu. Już ją zostawiłeś.
Ale mamy wspólne dziecko!
Czyli? Kinga podeszła bliżej. Masz być zawsze na zawołanie, gdy powie Maciek? Wysyłać jej pieniądze ukradkiem? Znać jej plan dnia dokładniej niż mój?
Przesadzasz!
Przesadzam?
Kinga poczuła, jak coś w niej pęka cicho. Zaczęła zbierać rzeczy do torebki.
Wiesz, długo myślałam, iż to jej wina. Że ona tobą manipuluje. Że wykorzystuje dziecko do kontroli. Że jest zła i nie może odpuścić.
Odwróciła się na chwilę.
Ale tak naprawdę problem jest w tobie. Ty jej pozwalasz. Mało tego podoba ci się to. Możesz żyć na dwa domy. Była żona, co zawsze potrzebuje, i nowa która znosi. I nie musisz wybierać. Tak ci najwygodniej.
Kinga, nie zostawiaj mnie!
Nie zostawiam szepnęła cicho. Wychodzę. Z tego waszego kręgu, w którym zawsze jestem obca. Nie zamierzam walczyć z twoją byłą żoną. Po prostu przestaję grać w waszą grę.
Tomasz stał pośrodku pokoju mokry, zagubiony, malutki.
Kinia, proszę! Porozmawiajmy!
Nie ma o czym. Wciągnęła kurtkę. Ty swój wybór zrobiłeś dawno. Ja widzę to dopiero teraz, ale już jasno.
Otworzyła drzwi.
Żegnaj, Tomku. Przekaż Ewelinie, iż teraz już może dzwonić do ciebie, kiedy tylko chce.
Drzwi zamknęły się powoli, cicho, zostawiając go w ciepłej zupie światła.
Miesiąc później Kinga siedziała w kawiarni z Magdą.
I jak ci? spytała ostrożnie przyjaciółka.
Dobrze odpowiedziała Kinga z uśmiechem. Naprawdę dobrze.
I to wreszcie była prawda. Przez tydzień było ciężko ciągnęło, bolało, chciało się zadzwonić. Ale wytrzymała. Wynajęła malutką kawalerkę, znalazła dodatkową pracę, obroniła się z dyplomem.
Tomasz dzwonił. Wysyłał długie, pokręcone, przepraszające smsy, tłumaczył, prosił:
Kinga, przepraszam. Wszystko zrozumiałem. Daj nam jeszcze szansę.
Kinga nie odpowiadała. Bo wiedziała to nic nie da. Problem nie tkwił w Ewelinie. Problem był w nim. Dopóki on sam niczego nie zrozumie nie zmieni się nic.
A on? spytała Magda.
Kto?
Tomek, kto inny.
Aha wzruszyła ramionami Kinga. Nie wiem. Nie mamy kontaktu.
Chwila ciszy.
Nie żałujesz?
Czy żałowała? Nie. To dziwne, ale nie. Zamiast żalu czuła ulgę. Jakby z ramion zdjęła ciężki plecak, z którym błądziła przez miesiące po obcych miastach.
Dokonałam wyboru. Dopiła kawę. Za siebie. I za niego.
Magda się uśmiechnęła.
Jesteś odważna.
E tam machnęła ręką Kinga. Po prostu chyba dorosłam.
Tomasz został sam.
Ewelina, dziwnym trafem, gwałtownie przestała dzwonić. Bez Kingi w tle cała ich gra straciła sens. A gdy próbował odzyskać dawną bliskość spotkał się z oziębłym dystansem.
To był twój wybór, Tomek rzuciła Ewelina spokojnie. Ja swoje życie ułożyłam, pomocy nie potrzebuję.
Tomasz usiłował jeszcze odzyskać Kingę. Czekał pod jej blokiem, pisał długie wiadomości, dzwonił. Ale ona była nieugięta.
Tomku, daj mi spokój odezwała się po raz ostatni. I sobie też daj. Ja chcę jednej prawdziwej rzeczywistości. Ty zawsze chciałeś dwóch naraz.
Kinga szła wieczorną ulicą Krakowa, patrzyła na światła i czuła się lekka, wolna.
Tak długo bała się zostać sama. Tak bardzo bała się straty Tomka. Gdy w końcu straciła odkryła, iż nie zabrakło jej niczego.
Bo ten, kto nie potrafi wybierać, nie potrafi dać niczego prawdziwego.
A ona zasługuje na prawdę.
Myślicie, powinien sięgnąć znów po pierwszą żonę? Skoro z Kingą mu się nie udało…














