Ona spędzała wakacje z ich córką w mieście. On pojechał ze swoim synem nad morze. "Czy takie bycie razem ma sens?"

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Nie ja przyczyniłam się do rozwodu partnera, kiedy go poznałam już nie mieszkał ze swoją eks. Przeniósł się do rodziców, zostawił jej mieszkanie, spłaca choćby część kredytu, bo ma je dostać w spadku jego syn. Nigdy nie widziałam w tym niczego złego. Uważałam, iż to w porządku, iż chce zabezpieczyć dziecko. Z synem ma dobry kontakt, spotyka się z nim, ma też ustalone ze swoją byłą, iż funduje mu dwa tygodnie wakacji. I póki żyliśmy w luźnym związku, nie było żadnego problemu. Ja mieszkałam u siebie, on u rodziców, tam zabierał syna. Nigdy mi go nie przedstawił, bo jego eks kategorycznie tego zabroniła. Powiedziała mu, iż jeżeli mnie z nim pozna, będzie mu ograniczać kontakty z dzieckiem. On syna bardzo kocha i nie wyobraża sobie tego.

Jeszcze dwa lata temu mój partner pracował zdalnie, był na swoim i nie było problemu z jego czasem wolnym. Zabierał syna na urlop, potem jechaliśmy gdzieś jeszcze razem. Firma mu świetnie prosperowała, nie zarabiał kokosów, ale wystarczało na dobre życie. No i wtedy jeszcze ja pracowałam. Potem postanowiliśmy zamieszkać razem, moja wynajmowana kawalerka była zdecydowanie za ciasna. Wynajęliśmy małe trzy pokoje z kuchnią, płacimy spore pieniądze. A potem okazało się, iż firma partnera podupadła, a ja zaszłam w ciążę.

Chciałam tego dziecka, on nie protestował, choć czasami dawał mi do zrozumienia, iż ma syna i on będzie dla niego zawsze najważniejszy. Nie było to dla mnie miłe, ale zagryzałam zęby. Wiedziałam przecież, w co wchodzę, jaki jest układ. Kiedy urodziła się nasza córeczka był zadowolony, ale to nie było takie pierwszorazowe szczęście. Pomyślałam sobie wtedy, iż chyba popełniłam błąd, iż coś mnie ominęło, wspólnie przeżywana, wyczekiwana ciąża i wspólny poród. Bo on nie chciał być wtedy ze mną, twierdził, iż już to przeżywał i to nie jest dla niego. Ale potem starał się, choćby się angażował w opiekę nad małą. Tyle, iż nie miał już tyle czasu. Musiał znaleźć sobie pracę na etat. Zaczął zarabiać znacznie mniej, a ja zostałam z dzieckiem w domu. Nasze dochody znacznie zmalały. Żyję z ołówkiem w reku, żeby wystarczało na zapłacenie za mieszkanie, żeby było na najważniejsze wydatki. A on dalej spłaca kredyt do spółki ze swoją eks.

Kiedy nadszedł czas wakacji, mój partner oznajmił mi, iż ja muszę zostać z córką w domu, on zabiera syna nad morze. Zapowiedział, iż wspólnych wakacji nie będzie, bo po pierwsze nie ma tyle urlopu, ani nas na taki wydatek nie stać. A z synem jedzie sam, bo jego eks nigdy się nie zgodzi, żebyśmy pojechali razem. Próbowałam mu tłumaczyć, iż ona nie może stawiać takich warunków, iż jego syn powinien poznać swoją przyrodnią siostrę, ale partner był nieugięty. Oznajmił mi, iż też ma potrzebę by pobyć sam ze swoim synem.

Jestem w stanie to zrozumieć i może zaakceptowałabym choćby ten fakt, gdyby nie to, iż te wspólne wakacje odbyły się kosztem moim i naszej córeczki. Oni bawili się nad morzem, my zlepione potem spędzałyśmy czas w nagrzanym mieście. Były takie upały, iż choćby nie bardzo chciało się wyjść na spacer z dzieckiem. Te dwa tygodnie były dla mnie straszne. On wrócił opalony, wypoczęty, zadowolony z życia. Ja byłam zmęczona, upokorzona, czułam się, jak ktoś gorszej kategorii. Nie tak wyobrażałam sobie wspólne życie, myślałam, iż będziemy razem z naszym dzieckiem spędzać wakacje.

Pomiędzy nami wyrósł mur. On nie rozumie o co mam pretensje, skoro wiedziałam jaki jest układ. Ja mam żal, iż nie zadbał o to, żebym trochę wypoczęła, iż nie spędził czasu ze mną i naszym dzieckiem.

Czasami myślę, iż może to on ma rację? Ale mimo to, nie potrafię się przemóc, nie umiem przejść nad tą sytuacją do porządku dziennego. Jest we mnie zadra, która cały czas daje o sobie znać. Czy takie życie we dwoje ma w ogóle sens?

Beata

Jesteście w podobnych związkach? Czekamy na wasze listy [email protected]

Idź do oryginalnego materiału