Opolski Salon Satyry „OSSa 2026”: Gdzie ołówek staje się żądłem, a śmiechem leczą traumę

opowiecie.info 8 godzin temu

No i proszę – marzenia się spełniają. Ryszard Druch, 74-letni student pierwszego roku, artysta, emigrant, który w 1991 roku zamienił Opole na Trenton w USA, by myć okna, kłaść dachy i piec pizzę, a potem stworzyć tam potężne studio będące ambasadą polskiej kultury, wrócił nad Odrę i postanowił obudzić miasto z lutowego letargu. Jak? Przez dwa „S” – jak sam mówi: „Skoro «OSSa», to będziemy żądlić”.

I żądlić będą, oj będą. 23 lutego w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu ruszył Opolski Salon Satyry „OSSa 2026” – wydarzenie, które ma szansę stać się początkiem czegoś wielkiego. Bo Druch, którego znajomi podejrzewają o artystyczne ADHD, nie potrafi stać w miejscu: „Jako emeryt muszę stwierdzić, iż posiadam na tyle energii, iż zawsze muszę coś tworzyć. Nie ma opcji, żeby stać w miejscu”.

Dwóch panów z żądłami

Na warsztat poszły dwie zupełnie różne osobowości, dwa style, dwa spojrzenia na polską rzeczywistość.

Czesław Przęzak z Wrocławia, w branży od 1975 roku, publikujący w legendarnych pismach jak „Karuzela” czy niemiecki „Eulenspiegel”, to mistrz koloru i pointy. Jak sam mówi o swoich pracach: „Kolor zmienia sposób patrzenia. Moglibyśmy porównywać nasze rysunki, gdyby były czarno-białe – byłoby łatwiej”. Przęzak nie przykładał do wyboru prac jakiejś szczególnej wagi, ale – jak przyznaje z charakterystycznym dla artystów dystansem – „starałem się wybrać takie, żeby i mnie satysfakcjonowały. Chodzi mi o to, iż niektóre może Państwa rozśmieszą, a niektóre – śmiech przez łzy. Ja do swoich powiedziałbym: śmiech przez refleksję”.

I tu robi się ciekawie, bo Jerzy Fedro z Gubina, którego Druch poznał przez internet podczas aukcji WOŚP w USA, idzie na całość. Fedro po raz pierwszy publicznie pokazuje cykl „Kronika Pogardy” (2013–2026) – swoją osobistą, bolesną i bezkompromisową refleksję nad dekadą rządów Prawa i Sprawiedliwości. Inspirując się m.in. słynnymi wpisami Romana Giertycha, Fedro rozlicza arogancję, obłudę i pychę. Na jego warsztat trafiły tematy, które Polaków boją i elektryzują: przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, afera respiratorowa, Pegasus, tragedia Igora Stachowiaka.

I tu Fedro mówi coś, co powinno paść mottem całej imprezy: „Mam nadzieję, iż nie zostanę zlinczowany, ale mam to gdzieś. Ten smród się jeszcze ciągnie, a ja rysuję ku przestrodze następnych pokoleń”. Ale zaraz potem, z typową dla siebie swadą, dodaje: „Zbieżność podobieństwa twarzy jest przypadkowa, także proszę, żeby nie było”. No jak tu nie kochać takich artystów?

Swoją drogą Fedro ma świetne podejście do własnej twórczości: „Moje wernisaże mi się podobają, bo ja sam frekwencję naganiam. choćby jakby ludzi nie było, tyle tych twarzy jest, iż spoko dają radę”. I to jest właśnie ten poziom autoironii, którego nam wszystkim potrzeba.

Marcin Duda, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu, przyznaje, iż pomysł Drucha trafił na podatny grunt. I choć na pytanie o koszty odpowiada wymijająco – „prawdę powiedziawszy, nie” – to zaraz precyzuje: „Jeżeli chodzi o czas przygotowania, godziny poświęcone pracowników na to, żeby uatrakcyjnić wystawę – tak, koszt jest duży. o ile mówimy czysto o bilonach – nie, on nie jest duży. Ale nasze zaangażowanie jest”.

Duda ma też refleksję, która w kontekście miejsca, jakim jest biblioteka, nabiera głębszego sensu: „Satyra jest obecna w bibliotece i była obecna w wielu bibliotekach na świecie. To wspaniałe, iż możemy dotykać tekstu, również tego satyrycznego, w miejscu, które jest świątynią słowa”.

Profesor Kazimierz Ożóg, historyk sztuki i wykładowca na Wydziale Sztuki UO, gdzie Druch jest studentem pierwszego roku, ma o swoim podopiecznym zdanie, które mogłoby posłużyć za gotowy materiał na laudację: „To jest wspaniały dowcip, który nam się zdarzył na Wydziale Sztuki. Pan Druch jest fenomenalny. Wnosi ogromnie dużo swoją obecnością, dowcipem, ale też kulturą naprawdę bardzo wysoką, fajną”.

I dalej: „Jest na każdych zajęciach, notuje, jest przygotowany. Zawsze ma coś interesującego do powiedzenia, a jednocześnie nie epatuje swoją dojrzałością. Prymus, ale w takim dobrym znaczeniu. Próbują się z niego naśmiewać, ale on się umie sam z siebie naśmiewać, więc nikomu nie wychodzi”.

Ożóg, który na wernisażu dostał od Drucha głos, by powiedzieć „kilka słów, o których jeszcze nie wiemy”, puścił się w nieco szerszą refleksję: „Zagląda się do pracowni grafiki, a tam Druch. Wchodzi się do malarstwa, a tam Druch. Podobno niektórzy boją się z łazienki skorzystać. Wspaniała obecność człowieka, który ma do siebie dystans, uczy nas tego dystansu, uczy nas profesorów, jak i swoich kolegów i koleżanki”.

A potem Ożóg zrobił to, co profesorowie historii sztuki robią najlepiej – sięgnął do antyku: „Monty Python nam pokazał obśmianie Cesarstwa Rzymskiego, a przecież oni sami z siebie się śmiali. Mamy te rysuneczki zachowane – czasem w toaletach w Pompejach znajdujemy czyjąś karykaturę albo śmieszne teksty z Wału Hadriana. I są to dowcipy, które do dziś by nas śmieszyły, chociaż często by wzbudziły kontrowersję jakąś wulgarnością”.

I konkluzja, która powinna wisieć nad wejściem do biblioteki: „Ze śmiechem jest tak, iż w zdaniu niektórych odróź]żnia nas od zwierząt, chociaż zwierzęta też dowcipkują. Ale człowiek osiągnął w tym perfekcję i to jest jeden z sensów naszego życia. Uśmiechajmy się do siebie. Dzisiaj szczególnie jest to ważne, żebyśmy obśmiali wszystko i złapali ten stres”.

Jeszcze we wtorek 24 lutego

  • 10:00 – Warsztaty „Karykatura na żywo” z Jerzym Fedrą w sali konferencyjnej MBP. Druch zapowiada: „Mamy grupę studentów z Politechniki Opolskiej, 15 osób, ale o ile ktoś z Państwa chciałby dołączyć, mamy jeszcze kilka wolnych miejsc. Będziemy mogli zobaczyć, jak z żywego modela wykonuje się karykaturę na poczekanie”.

Fedro o swoim podejściu do rysowania ludzi mówi tak: „Staram się w każdym z ludzi znaleźć to, co jest inspirujące, co jest oryginalne. Każdy człowiek jest inny jak drzewa i w każdym jest jakaś historia. Te portrety są trochę charakterystyczne, ale wydaje mi się, iż bardzo indywidualne podejście spowodowało, iż one w jakiś sposób przemawiają. Ja kilka rysunków miałem z reklamacjami”.

No, jedna się trafiła – pani nauczycielka zamówiona przez klasę na zakończenie roku stwierdziła, iż jest niepodobna. „Ale moim zdaniem była” – ucina Fedro.

Na koniec sam pomysłodawca, Ryszard Druch, który w swoim stylu podsumowuje: „Szanowni Państwo, marzenia się spełniają. Opolski Salon Satyry pomyślany jest jako impreza rysunkowo-literacka. Chciałbym, żeby w przyszłości był finałem ogólnopolskiego konkursu – zarówno dla rysowników, jak i ludzi pióra. Myślę też o opcji muzycznej, piosence satyrycznej, ale na razie badam rynek”.

I dodaje coś, co jest chyba najlepszą rekomendacją dla całego przedsięwzięcia: „Karykatura jest bardzo demokratyczną dziedziną sztuki. Praktycznie może ją uprawiać nie tylko samouk, nie tylko absolwent akademicki, ale również osoby spoza tego zawodu. I mamy tego przykłady w Polsce”.

Zamiast zakończenia

Przygotowując ten materiał, długo zastanawialiśmy się, jakie zadać pytania. Ale jak pytać satyryków? Człowiek się naraża od razu. Więc może tak: wywiad bez pytań. Niech mówią sami. Niech żądlą. Niech leczą nas śmiechem z traum, które nosimy w sobie po ostatnich latach. Niech pokazują, iż choćby z najgorszej rzeczywistości można się śmiać – choćby przez łzy, choćby przez zaciśnięte zęby.

Bo jak mówi Fedro: „Musiałem to zrobić, bo bym się udusił”.

Opolski Salon Satyry „OSSa 2026” to nie tylko wystawa. To wentyl bezpieczeństwa. To dowód na to, iż w mieście piosenki jest też miejsce na inteligentny żart. I iż 74-letni student pierwszego roku może nauczyć nas wszystkich czegoś, o czym w pędzie za codziennymi sprawami zapominamy – iż śmiech to nie tylko odskocznia, ale i broń.

I iż warto mieć przy sobie kogoś, kto powie: „Zapraszam do środka. Będziemy żądlić”.


A tak całkiem serio – wstęp wolny. Przyjdźcie, zobaczcie, pośmiejcie się. Albo zapłaczcie. Ale z refleksją.

Fot. melonik

Idź do oryginalnego materiału