Organizują komunię w domu. Teściowa postawiła ultimatum. "To wstyd na całą okolicę"

gazeta.pl 2 godzin temu
Do sezonu komunijnego zostały ponad cztery miesiące, ale w wielu domach przygotowania już trwają. Do redakcji odzywają się czytelniczki, które nie ukrywają frustracji. Znalezienie wolnej sali graniczy z cudem, a ceny przyjęć potrafią przyprawić o zawrót głowy.
Swoimi spostrzeżeniami podzieliła się z nami pani Marta (nazwisko do wiadomości redakcji), mama 9-letniego chłopca. - Poszukiwania sali na przyjęcie komunijne zaczęłam już we wrześniu i w najbliższej okolicy wszystko było zajęte. Nie mogłam w to uwierzyć, myślałam, iż wybór będzie całkiem spory. W końcu znalazłam elegancki hotel, ale cena za talerzyk, która wynosiła 350 zł, zbiła mnie z nóg. Do tego miały być doliczone dodatkowe opłaty za tort i świeże kwiaty na stołach. Takie koszty całkowicie nas przerosły. To są ceny jak za całonocne wesele, a nie kilkugodzinne przyjęcie komunijne - opowiada z poruszeniem.

REKLAMA







Zobacz wideo Dlaczego tylko kobiety pyta się o niską dzietność?



Jak przyznaje pani Marta, nie było się nad czym zastanawiać. - Koniec końców zdecydowaliśmy się na zorganizowanie obiadu w domu. Przeliczyłam wszystko i wyszło, iż 20 osób spokojnie się zmieści - dodaje.
"Usłyszeliśmy, iż to będzie wstyd na całą okolicę"
Przyjęcie komunijne organizowane w domu nie spotkało się jednak z aprobatą wszystkich członków rodziny. - Teściowa zawsze lubi "na bogato", więc nasz pomysł za bardzo nie przypadł jej do gustu. Usłyszeliśmy, iż ludzie nas obgadają i iż to wstyd na całą okolicę - relacjonuje kobieta.


Po czym dodaje: Powiedziała wprost, iż jeżeli przynajmniej nie wynajmiemy cateringu, ścianki do zdjęć i nie zamówimy słodkiego stołu na komunię jej ukochanego, jedynego wnuczka, to ona po prostu nie przyjdzie. Najlepsze jest to, iż sama wcześniej o tym pomyślałam, ale ona choćby nie dała mi dość do głosu, tylko zaczęła rzucać tymi swoimi pomysłami. A ten jej ton rozmowy i pogardliwy wzrok tak mnie zdenerwowały, iż ciśnienie momentalnie mi podskoczyło - przyznaje.
"To sakrament, a nie konkurs na najdroższe dekoracje"
Zupełnie inne podejście do przyjęcia komunijnego ma pani Kasia (imię zmienione na prośbę czytelniczki). - Mam wrażenie, iż ludzie kompletnie oszaleli na punkcie komunii. Przecież to sakrament, a nie impreza ani konkurs na najdroższe dekoracje i zasobność portfela - mówi bez ogródek.



Nasza czytelniczka ze zdumieniem słucha opowieści innych rodziców. - Fotograf, kamerzysta, piętrowe torty, kwiaty zamawiane u florystek. Kiedy słyszę opowieści innych matek, to naprawdę nie mogę w to uwierzyć. My po kościele idziemy z dziadkami i chrzestnymi do pobliskiej restauracji. Połączą nam dwa stoliki, zjemy rosół, schabowego i na deser szarlotkę z lodami. Moim zdaniem to w zupełności wystarczy - podsumowuje.
A jak Ty to postrzegasz? Masz ochotę podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału