Ostatnia Szansa

polregion.pl 1 dzień temu

Katarzyna skuliła się na kanapie, przyciskając dłonie do podbrzusza. Wszystko w niej bolało i przypominało, co ją czeka. Za każdym razem to samo: ostry ból, krwawienie, karetka, szpital i pustka w środku. To był poronienie, nie miała wątpliwości. Trzecie w ciągu dwóch lat, a wcześniej ciąża obumarła, a jeszcze wcześniej aborcja. Ta aborcja, za którą Kasia płaciła do dziś niemożnością zostania matką.

Wyciągnęła rękę po telefon i wybrała numer pogotowia. Po pół godziny ładowano ją do karetki, a ona w międzyczasie dzwoniła do Wojtka, żeby powiedzieć, iż nie będzie na kolację.

Znowu? spytał, ale Kasia choćby nie odpowiedziała. Po policzkach płynęły łzy łzy rozpaczy i rozczarowania sobą. Ile razy można przez to przechodzić? Dlaczego zawsze tak samo? Albo może Kasia znała przyczynę tych powtarzających się wydarzeń? Gdyby wtedy nie położyła się pod nóż wątpliwego lekarza, wszystko byłoby dobrze. Mogliby mieć już pięcioletnie dziecko. Ale dziecka nie było i pewnie nigdy nie będzie.

Jak to boli! wykrztusiła, a lekarz tylko dokręcił kroplówkę i obojętnie na nią spojrzał.

Dwa dni w szpitalu wlokły się w nieskończoność. Potem wypis, Wojtek z bukietem róż jak w scenariuszu.

Jesteś taka blada powiedział, a Kasia tylko słabo się uśmiechnęła. Nie miała powodu do radości. Nie mogła dać mężowi dziecka, to było oczywiste.

W drodze do domu, trzymając w dłoniach bukiet, odwróciła się do Wojtka i rzekła:

Nie chcę już próbować. Nigdy nie urodzę ci dziecka.

Nie mów tak, jeszcze się uda próbował ją pocieszyć, ale Kasia tylko się skrzywiła.

Sam w to wierzysz? Pięć lat na marne. Mam prawie trzydzieści, ty trzydzieści pięć. Dość tej gry w przyszłą mamę. Lekarze mówią, iż nie ma szans, może czas ich posłuchać?

Kasiu, będziemy mieli dzieci sprzeciwił się Wojtek. Pamiętasz, co mówił profesor Nowak? Mówił, iż są szanse, jeżeli będziemy trzymać się jego zaleceń.

A gdzie ten twój profesor? zirytowała się Kasia. Dawno nie żyje, a jego zalecania poszły w niepamięć razem z nim! Koniec, Wojtek. Nie chcę już męczyć ani ciebie, ani siebie.

Co chcesz przez to powiedzieć? zmarszczył brwi, nie odrywając wzroku od drogi.

Kasia wzięła głęboki oddech i odwróciła twarz w stronę okna.

Rozstańmy się. Spotkasz kobietę, która da ci dziecko, będziesz miał wszystko, czego pragniesz. Nie zasługuję na ciebie, na twoją cierpliwość i troskę. Jestem pusta, życie we mnie się nie utrzymuje, jestem do niczego.

Łzy zdradliwie podchodziły do gardła. Wojtek złapał jej dłoń, przycisnął do ust:

Nie pleć głupot. Damy radę. Ludzie żyją bez dzieci, my też możemy. Szczęście nie tkwi w dzieciach.

Ale w ich liczbie odparła przez łzy. Dość, Wojtek. Nie odbierajmy ci szczęścia bycia ojcem.

Nie odbierajmy mi szczęścia bycia z tobą przerwał jej.

W tym był cały on: zakochany w żonie, wybaczający jej humory i gotowy znosić wszystko, byle tylko była przy nim. Długo o nią walczył, odpychał rywali, a gdy Kasia została jego żoną, uznał, iż do szczęścia nic więcej nie potrzebuje. No może tylko malutki dowód ich miłości, ale los uparcie odmawiał im tego daru.

Wojtek znał historię Kasi. Wiedział, iż przed nim była żoną starszego mężczyzny, na którego wydał ją tyrański ojciec. Wiedział o tym, iż po nieudanej aborcji wszystko skończyło się tak, jak teraz. Ale nie dało się tego zmienić. Kasia od lat była z Wojtkiem, z ojcem nie utrzymywała kontaktu, choćby o młodszej siostrze, Zosi, prawie nic nie wiedziała.

Nie zdziwię się, jeżeli ojciec któregoś dnia zmusi ją do małżeństwa z jakimś draniem dla własnej korzyści.

Zosia miała dwadzieścia dwa lata, była piękna i mądra, taka jak starsza siostra, tylko bardziej uległa wobec ojca i jego żądań. Ojciec sam wychowywał córki, byłe żony nie miały wpływu na dzieci, bo tak postanowił. Rządził nimi jak swoim biznesem: pociągał za sznurki, podejmował decyzje i zmuszał do posłuszeństwa.

Kasia uciekła od niego w wieku dwudziestu czterech lat, poznała Wojtka i zerwała z ojcem wszelkie więzi. Od tamtej pory zabraniał jej kontaktów z Zosią, dlatego gdy pewnego dnia Zosia pojawiła się w ich domu, starsza siostra oniemiała.

Co się stało? spytała, nie od razu zauważając wybrzuszenie pod ubraniem siostry.

Uciekłam od taty szlochała Zosia, rzucając się jej w ramiona. Od powrotu ze szpitala minęło ledwie kilka dni, Kasia zaczynała się uspokajać, a tu taka niespodzianka.

Czego chciał? spytała.

Chciał żebym usunęła ciążę.

Boże, ty jesteś w ciąży! Kasia osłupiała, patrząc na siostrę. Z kim?

To nieważne. Kasiu, naprawdę nieważne. To z miłości. On jest żonaty, nie chce dziecka. Tata powiedział, iż albo to zrobię, albo sam mnie zawiezie do lekarza.

Płakały razem. Zosia była taka krucha, bezbronna, taka bliska. Nie widziały się od pięciu lat, a Zosia zmieniła się z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. Tylko iż zależność od ojca wszystko psuła, i Kasia była pewna, iż za kilka dni młodsza siostra zechce wracać. Nie mogła do tego dopuścić.

Wojtek spokojnie przyjął obecność Zosi w ich domu. Nigdy nie sprzeciwiał się decyzjom Kasi. Kochał ją zbyt mocno, by się z nią kłócić, a ona nigdy nie wykorzystywała tego na szkodę ich związku.

Oczywiście, minęło kilka dni, i Zosia oznajmiła, iż nie może dłużej dręczyć ojca swoją nieobecnością.

Nie puszczę cię! krzyczała Kasia, chwytając siostrę za ręce. Chcesz, żeby skrzywdził ciebie i dziecko? Nie myślisz o sobie, pomyśl chociaż o synu.

Już za późno na aborcję, nie zmusi mnie odpowiedziała pewnie Zosia. Żaden lekarz nie podejmie się tego w dwudziestym pierwszym tygodniu.

Ale mogą wywołać poród! zaprotestowała Kasia. choćby się nie zorientujesz. Wsypie ci coś do herbaty, a ty zaczniesz

Idź do oryginalnego materiału