Otarła spocone dłonie, jęcząc z bólu, i ruszyła otworzyć drzwi.

polregion.pl 13 godzin temu

Maria Zawadzka obtarła mokre dłonie, jęknęła z bólu w krzyżu i ruszyła ku drzwiom. Dzwonek rozbrzmiewał cicho, ale uparcie to już trzecie podejście. Była zajęta myciem okna, więc nie od razu zareagowała. Za progiem stała młoda dziewczyna, urocza, ale blada i wyczerpana.

Pani Mario, słyszałam, iż może Pani wynająć pokój?
Ach, ci sąsiedzi! Zawsze kogoś do mnie przysyłają! Nie wynajmuję, nigdy tego nie robiłam.
Mówili, iż ma Pani trzy pokoje.
No i co z tego? Przywykłam żyć sama.
Przepraszam… Powiedziano mi, iż jest Pani osobą wierzącą, więc pomyślałam…

Dziewczyna odwróciła się, łzy cisnąc się do oczu, i wolno zaczęła schodzić. Jej ramiona drżały.

Wracaj tu! Przecież cię nie wyrzucam! Młodzież dziś zaraz płacz. Chodź, pogadamy. Jak ci na imię? Możemy na ty?
Kinga.
Królewska, co? Ojciec pewnie z arystokracji?
Nie mam ojca. Wychowałam się w domu dziecka. Matki też nie znałam. Znaleźli mnie w klatce schodowej i oddali na policję. Miałam wtedy miesiąc.
No to co? Chodź, herbatę zrobimy. Głodna jesteś?
Nie, kupiłam drożdżówkę.
Drożdżówkę! Ech, młodzi teraz fast foody, a za parę lat wrzody. Siadaj, mam jeszcze gorący żurek. I herbatę z sokiem malinowym. Gotuję za dużo od kiedy mąż zmarł pięć lat temu, wciąż robię na dwie osoby. Zjemy, a potem pomożesz mi dokończyć okna.
Pani Mario, może coś innego? Boję się wysokości jestem w ciąży.
O rety! Tylko tego brakowało. Zasady mam twarde. To dziecko… z nieprawego łoża?
Dlaczego od razu nieprawego? Jestem mężatką. Wojtek z domu dziecka. Zabrali go do wojska. Był niedawno na przepustce. A gospodyni, jak się dowiedziała, iż jestem w ciąży, od razu nas wyrzuciła. Tydzień dała na znalezienie czegoś. Mieszkaliśmy niedaleko… ale sami widzicie.
No tak… I co ja z tobą zrobię? Może przeniesiemy łóżko do pokoju po Jacku? Dobra, śpisz w moim. Pieniędzy nie chcę, choćby nie próbuj. Zabieramy twoje rzeczy.
Wszystko mam w jednej torbie pod klatką. Obchodziłam już kilka domów…

I tak zostały we dwie. Kinga kończyła szkołę krawiecką. Maria od lat była na rencie po wypadku w kopalni, więc w domu dziergała serwetki, kołnierzyki i buciki dla niemowląt, sprzedając je na pobliskim bazarku. Jej wyroby były misternie wykonane delikatne jak mgła znad Wisły. Pieniędzy starczało, zwłaszcza iż uprawiały warzywa w ogródku działkowym. W soboty pracowały razem, w niedziele Maria szła do kościoła, a Kinga zostawała, czytając listy od Wojtka. Do kościoła chodziła rzadko, nie przywykła. Skarżyła się na bóle pleców i zawroty głowy.

Pewnej soboty, gdy zbierały ostatnie plony, Kinga gwałtownie się zmęczyła. Maria kazała jej iść do domku i odpocząć przy starych płytach. Sama paliła suche gałęzie, wpatrzona w ogień, gdy nagle usłyszała krzyk: Mamo! Chodź szybko! Zapominając o bolących stawach, pobiegła. Kinga trzymała się za brzuch. Szybo zawieźli ją Syrenką sąsiada do szpitala. Mamusiu, to za wcześnie! Powinnam rodzić dopiero w lutym! Módlcie się za mnie! jęczała Kinga. Maria płakała, szepcząc modlitwy.

Po badaniu zabrano Kingę na salę, a sąsiad odwiózł Marię do domu. Całą noc modliła się do Matki Boskiej Częstochowskiej. Rano zadzwoniła do szpitala.

Wszystko w porządku. Córka wołała was i Wojtka, ale uspokoiła się i zasnęła. Lekarz mówi, iż zagrożenie minęło, ale musi poleżeć. Ma anemię. Pilnujcie, by jadła więcej wątróbki.

Gdy Kinga wróciła, nocą długo rozmawiały. Wciąż mówiła o Wojtku.

Nie jest dzieckiem, jak ja. Też sierota. Zawsze byliśmy razem. Najpierw przyjaźń, potem miłość. Opiekuje się mną. To więcej niż uczucie. Patrzcie, jak często pisze. Chcecie zobaczyć jego zdjęcie? O, tutaj drugi z lewej.

Przystojny… Maria skłamała. Od dawna potrzebowała nowych okularów. Na zdjęciu stało kilku żołnierzy, ale obraz był zamazany.

Kinga, dlaczego w ogrodzie nazwałaś mnie mamą?

Z przyzwyczajenia… W domu dziecka każdy dorosły to mama lub tata. Już się oduczyłam, ale gdy się boję, wraca. Przepraszam.

Rozumiem… westchnęła Maria z rozczarowaniem.

Ciociu Marysiu, opowiedzcie o sobie. Dlaczego nie ma zdjęć męża? Nie mieliście dzieci?

Miałam synka, ale zmarł, zanim skończył rok. Po wypadku nie mogłam mieć więcej. Mąż był dla mnie jak dziecko rozpieszczałam go. Gdy go pochowałam, schowałam zdjęcia. Modlitwa pomaga, ale łzy wracają, gdy patrzę na fotografie. Michałku… Kinga, pokażesz mi zdjęcie Wojtka? Może znajdę ramkę.

W Wigilię ozdabiały dom, rozmawiając o Dzieciątku. Kinga wciąż się wierciła, trąc plecy.

Coś cię gnębi, Kinga. Nie słuchasz mnie.

Ciociu… dzwońcie po pogotowie. Chyba rodzę.

Co? Miałaś dopiero w lutym!

Pomyliłam się. Proszę, już nie wytrzymuję.

W szpitalu, siódmego stycznia, Kinga urodziła dziewczynkę Anię. Maria wysłała telegram do Wojtka.

Styczeń upłynął na radościach i trudach. Dziecko płakało, nie spało, ale Maria czuła się młodsza. Pewnego dnia, gdy wróciła z zakupów, spotkała Kingę z wózkiem.

Jeszcze przejdziemy się, dobrze?
Idźcie z Bogiem, ja zrobię obiad.

W domu Maria zobaczyła na stole zdjęcie w ramce jej mąż, Jacek, uśmiechał się z fotografii. Znalazła je… Ale wybrała takie stare pomyślała.

Gdy Kinga wróciła, Maria zapytała:

Skąd wzięłaś to zdjęcie?

Jakie? Przecież to Wojtka kazałam powiększyć. Ramkę znalazłam w szafie.

Maria drżącymi rękami

Idź do oryginalnego materiału