Otarła wilgotne dłonie, jęcząc z cierpienia, i podążyła, by otworzyć drzwi.

polregion.pl 2 godzin temu

Maria Kowalska otarła mokre dłonie, wzdychając ciężko, i ruszyła otworzyć drzwi. Dzwonili dyskretnie, ale już po raz trzeci. Akurat myła okno w kuchni, więc nie od razu zareagowała. Za drzwiami stała młoda dziewczyna śliczna, ale wyraźnie wykończona i blada jak ściana.

Pani Mario, słyszałam, iż może Pani wynająć pokój?

Ojej, te nasze plotkareczki z bloku! Znów kogoś na mój kark wysyłają. Nie wynajmuję, nigdy nie wynajmowałam.

Mówili mi, iż ma Pani trzy pokoje

No i co z tego? Mam się teraz dzielić? Przywykłam do swojego towarzystwa.

Przepraszam Powiedziano mi, iż jest Pani osobą wierzącą, więc pomyślałam

Dziewczyna odwróciła się szybko, by ukryć łzy, i zaczęła schodzić po schodach. Jej ramiona drżały jak osikowe listki.

Hej, wracaj tu! Przecież cię nie pogoniłam! Oj, ta dzisiejsza młodzież wszystko od razu do serca. Wejdź, porozmawiamy. Jak ci na imię? Możemy na *ty*?

Kasia.

Kasieńka A z domu?

Nie miałam domu. Jestem z Domu Dziecka. Znaleźli mnie w klatce schodowej, jak byłam malutka. Nie znałam ani mamy, ani tata.

Maria pokiwała głową. No to siadaj, herbatę zrobimy. Głodna jesteś?

Nie, kupiłam drożdżówkę.

Drożdżówkę! O rany, te młode zamiast zjeść porządny obiad, żywią się byle czym. A potem w trzydziestce wrzody jak u stolarza. Siadaj, mam jeszcze barszczyk ciepły. I herbatę z maliną. Od śmierci męża gotuję jak dla armii nawyk.

Po obiedzie Maria wskazała na okno. Pomożesz mi domyć?

Kasia spuściła wzrok. Pani Mario, może coś innego? Boję się, iż spadnę Jestem w ciąży.

Maria aż podskoczyła. No proszę! Tylko tego brakowało. To nieślubne?

Ależ skąd! Jestem mężatką. Mój Staś też z Domu Dziecka. Wzięli go do wojska, ale na przepustkę wpadł A gospodyni, jak się dowiedziała, iż spodziewam się dziecka, od razu: *wynocha*.

Maria westchnęła. No dobra Przeniesiesz swoje rzeczy do pokoju po Jacku. A pieniędzy nie chcę, choćby nie próbuj oferować.

Dziękuję Mam tylko jedną torbę. Od tygodnia chodzę po blokach.

I tak zostały we dwie. Kasia kończyła szkołę krawiecką. Maria od lat była na rencie po wypadku w pracy szydełkowała serwetki, buciki dla niemowląt i sprzedawała je na bazarze. Jej wyroby były tak delikatne, iż klientki mówiły: *Jakby aniołki robiły*. W soboty pracowały w ogródku, w niedziele Maria szła na mszę, a Kasia czytała listy od Stasia.

Pewnego dnia, gdy grabiły liście, Kasia nagle krzyknęła: Mamo! Mamusiu, chodź szybko! Maria, zapominając o bolących kolanach, pognała do domu. Kasia trzymała się za brzuch. Sąsiad zawiózł je starym *Maluchom* do szpitala. Mamusiu, boję się! To za wcześnie! jęczała Kasia. Maria modliła się całą drogę.

Po badaniu lekarz uspokoił: Wszystko w porządku. Niech pani córka dużo odpoczywa.

Gdy Kasia wróciła do domu, rozmawiały do nocy. Staś to mój jedyny Znaliśmy się od dziecka. To więcej niż miłość on jest moją rodziną. Pokazała zdjęcie. Widzi Pani? Drugi z prawej.

Maria zmrużyła oczy. Przystojniak. W sumie nie widziała za dobrze zdjęcie było małe, a jej okulary stare.

Kasiu Czemu wtedy nazwałaś mnie *mamą*?

W Domu Dziecka wszyscy dorośli to byli *tata* lub *mama*. Czasem jeszcze mi się wymsknie Przepraszam.

Maria westchnęła. Rozumiem

A Pani? Dlaczego nie ma zdjęć męża? Nie mieliście dzieci?

Maria spuściła wzrok. Był synek Zmarł, nim skończył rok. Po wypadku już nie mogłam Mąż był jak dziecko rozpieszczałam go. Gdy odszedł, schowałam zdjęcia. Łzy nie pomogą, modlitwa tak.

W Wigilię ozdabiały choinkę, gdy Kasia nagle zbladła. Mamo, dzwoń po karetkę!

Co? Miałaś rodzić za tydzień!

Widocznie się pomyliłam

W Boże Narodzenie urodziła się Klaudia. Maria wysłała telegram do Stasia.

Pewnego dnia Maria wróciła z zakupów i zobaczyła na stole zdjęcie męża w ramce. *No proszę, znalazła. Ale wybrała to z młodości*

Gdy Kasia weszła, Maria wskazała na fotografię. Skąd ją wyciągnęłaś?

To? Prosiłam o powiększenie zdjęcia Stasia. Ramkę znalazłam na półce.

Maria drżącymi rękami wzięła zdjęcie. To nie był jej mąż. Uśmiechał się młody żołnierz.

Kasiu Gdzie urodził się Staś?

Nie wiem. Przywieźli go do Domu Dziecka po katastrofie kolejowej.

Maria zakryła usta. Boże Mój Jacek miał znamię nad prawym łokciem kształt gwiazdki. Staś je ma?

Kasia skinęła głową.

To mój syn szepnęła Maria. Twój mąż to moje dziecko.

Obie płakały, nie słysząc, jak mała Klaudia kwili w pokoju.

Idź do oryginalnego materiału