Halina Kowalska siedziała w autobusie i patrzyła przez okno na znajome ulice. Każdego ranka ta sama droga do pracy, te same przystanki, te same twarze współpasażerów. Tylko dziś wszystko było inaczej. Dziś jechała po raz ostatni.
W torebce leżało wypowiedzenie z pracy. Standardowa formułka, nic szczególnego. Ale za tymi słowami kryła się historia, której Halina wciąż nie mogła uwierzyć.
Autobus zatrzymał się przy centrum handlowym, gdzie znajdowało się biuro firmy jej syna. Tego samego biura, w którym pracowała jako księgowa od czterech lat. Tego samego, które Krzysztof założył zaraz po studiach z jej pomocą i wsparciem.
„Mamo, jesteś pewna?” – spytał wczoraj Krzysztof, gdy pokazała mu wypowiedzenie. „Może jednak się jeszcze zastanowisz?”
„Jestem pewna, synku” – odparła wtedy. „Tak będzie lepiej dla wszystkich.”
Ale teraz, gdy wchodziła po schodach do biura, czuła, jak ściska ją w sercu. Cztery lata życia, pracy, dumy z sukcesów syna zostawały za nią.
Wszystko zaczęło się od dnia, gdy Krzysztof przyprowadził do domu Ewę. Piękna dziewczyna, mądra, z dyplomem ekonomii. Halina od razu ją polubiła, cieszyła się, iż syn znalazł godną towarzyszkę życia.
„Mamo, poznaj Ewę” – powiedział wtedy promieniejący Krzysztof. „Moja narzeczona.”
„Bardzo mi miło, Halino” – Ewa podała rękę i uśmiechnęła się. „Krzysztof tak wiele o pani mówił.”
Pobrali się po roku. Wesele było skromne, ale serdeczne. Halina sama przygotowywała jedzenie, dekorowała salę, krzątała się jak mrówka. Chciała, by ten dzień został w pamięci młodych.
Po ślubie Ewa wprowadziła się do nich. Mieszkanie było małe, dwupokojowe, ale miejsca starczało dla wszystkich. Halina zawsze marzyła o dużej rodzinie, o dziecięcym gwarze w domu.
„Mamo, a może Ewa będzie z nami pracować?” – zaproponował kiedyś Krzysztof przy kolacji. „Ma wykształcenie ekonomiczne, mogłaby pomóc w rozwoju firmy.”
„Oczywiście” – zgodziła się Halina. „Im więcej mądrych głów, tym lepiej.”
Ewa zaczęła pracować jako menadżerka ds. sprzedaży. Energiczna, ambitna, gwałtownie się wdrożyła i zaczęła przynosić dobre wyniki. Firma rosła, przybywało klientów, zyski się zwiększały.
„Halina, możemy porozmawiać?” – zwróciła się pewnego dnia Ewa, wchodząc do księgowości.
„Oczywiście, kochanie. Co się stało?”
„Pomyślałam, iż może warto zoptymalizować pracę księgowości? Przejść na nowoczesne programy, zautomatyzować procesy.”
Halina skinęła głową. Sama rozumiała, iż stare metody stają się przestarzałe.
„Masz rację, Ewuniu. Ale w moim wieku trudno opanować nowe programy. Ręce już nie te, pamięć płata figle.”
„To nic strasznego” – uśmiechnęła się Ewa. „Pomogę. Razem się tego nauczymy.”
I rzeczywiście pomagała. Pokazywała, tłumaczyła, cierpliwie powtarzała. Halina starała się ze wszystkich sił, ale komputerowe nowinki sprawiały jej trudność.
Krzysztof też wspierał matkę, chwalił za starania. Firma wciąż się rozwijała. Przybywało pracowników, biuro się rozrosło, dokumentów było coraz więcej.
„Mamo, jak sobie radzisz?” – pytał syn. „Nie za dużo tej pracy?”
„Radzę sobie, synu. Chociaż przyznam, iż coraz trudniej.”
Halina rzeczywiście się męczyła. Wcześniej sama prowadziła dokumentację małej firmy, teraz dokumentów było wielokrotnie więcej. Zostawała po godzinach, zabierała pracę do domu.
„Może zatrudnimy drugą księgową?” – proponował Krzysztof.
„Po co niepotrzebne koszty?” – protestowała Ewa. „Halina jest doświadczona, da radę. Trzeba tylko czasu w adaptację.”
Ewa zaczęła coraz częściej zwracać uwagę na błędy w pracy. Raport nie na czas, pomyłka w obliczeniach, dokumenty niezgodne z nowymi wymogami.
„Halina, musi pani być bardziej uważna” – mówiła. „Od jakości naszej pracy zależy reputacja firmy.”
„Przepraszam, Ewuniu. Będę ostrożniejsza.”
Halina naprawdę się starała. Sprawdzała każdą cyfrę, przesiadywała nad dokumentami do późna. Ale błędy i tak czasem się wkradały. Wiek dawał o sobie znać.
„KrHalina spojrzała przez okno autobusu na wijącą się drogę do wsi, gdzie czekała na nią ciocia Irena, i zrozumiała, iż to nie koniec, ale nowy rozdział życia, w którym wreszcie będzie mogła odnaleźć siebie.