Rodzice Zosi sprawili nam na ślub prezent, którym mało kto mógłby się pochwalić wręczyli nam… mieszkanie! Tak, nie przesłyszeliście się. Był oficjalny moment wręczenia kluczy, urocza przemowa, a my zostaliśmy, przynajmniej w słowach, szczęśliwymi posiadaczami własnego kąta. Sęk w tym, iż to mieszkanie, choć pachnące nowością, było w stanie deweloperskim czyli cztery gołe ściany, echa i szansa na pokazanie kreatywności (i odporności psychicznej).
Teściowa uznała, iż skoro oni dali nam mieszkanie, to moi rodzice powinni się wykazać podobnym rozmachem i dorzucić się do remontu. Rodzice wsparli nas już wcześniej sporą kwotą (złotówek, nie groszaków!), ale dla świętego spokoju zgodzili się jeszcze pomóc przy remoncie.
Zaledwie opadły ślubne konfetti, a my już zaprali się do roboty. Tata, majster złota rączka, ogarnął zakupy wszystkiego od pędzli po kafelki, a ja zostałem przybocznym pomocnikiem. choćby Zosia czasem przebierała się w dres i dołączała do remontowych wojowników. Teść także pokazywał się z wiertarką, jeżeli akurat nie śledził wyników meczu.
Oszczędzając na czynszu, postanowiliśmy nie wynajmować mieszkania w trakcie remontu i pomieszkać chwilowo z rodzicami Zosi. Każdy, kto mieszkał chwilę u teściów, wie, iż taka praktyka ma swój specyficzny… urok.
Pewnego dnia grzebałem w papierach w poszukiwaniu umowy na prąd, aż natrafiłem na dokumenty dotyczące mieszkania. I tu, proszę państwa, robi się ciekawie. Patrzę i oczom nie wierzę właścicielem mieszkania jest teściowa! Wcale nie Zosia, a już na pewno nie my razem.
Zamiast jechać z tatą po nowe płytki do łazienki, przełożyłem wycieczkę na inny dzień potrzebowałem poważnej narady. Wieczorem, gdy wszyscy siedzieli już przy stole, postanowiłem nie owijać w bawełnę:
Mamo Zosiu, przepraszam, iż tak wprost, ale dlaczego to pani jest właścicielką naszego mieszkania, a nie Zosia?
Teściowa spojrzała na mnie z politowaniem, jakbym spytał, czy Majka Jeżowska grała w Metallice:
Synu, dzieciaku ty mój, to na wypadek, żeby później nie było lamentów, jakbyś się z naszą Zosią rozwiódł i chciał połowę mieszkania wyciągnąć!
Przepraszam bardzo, czy ja dobrze słyszałem? To co my z tatą remontujemy, inwestujemy, a pani myśli, iż już rozważam rozwód? Przecież dopiero się pobraliśmy! I połowa kosztów, które tu ładujemy, pewnie zaraz dorówna wartości tej słynnej połowy mieszkania!
Zosia spojrzała na mnie nieśmiało:
Mamo, no mówiłam ci przecież, żebyś przepisała to mieszkanie na mnie…
To ty wiedziałaś o tym wszystkim?! To jakiś spisek czy co?
Ale ja naprawdę chciałam, żeby mama to zrobiła! Przysięgam!
No pięknie, Zosiu, zaczynamy wspólne życie od domowych intryg!
Minęło kilka dni od kiedy z powrotem zamieszkałem u swoich rodziców. Zosia próbuje się ze mną dogadać, ale sam nie wiem już, co myśleć. Takiej kreatywności po polsku się nie spodziewałem choć kto wie, może wszyscy rodzice stosują ten patent na zabezpieczenie przed niepożądanym zięciem…
A wy, co byście zrobili na moim miejscu? Czekać, aż teściowa się rozmyśli? A może od razu pytać o drugi klucz do piwnicy i szykować własny kajecik na inwestycje?













