Moja córka wyszła za mąż za Polaka z Poznania. Mieszkałam z nimi przez dwa lata w ich mieszkaniu na Jeżycach, pomagając w opiece nad wnuczkiem i zajmując się całym domem.
Córka, Alicja, i jej mąż Paweł pracowali razem w jednej z poznańskich firm, do domu wracali zawsze dopiero późnym wieczorem. Myślałam, iż zostanę z nimi na stałe, iż razem będzie nam raźniej, a ja w końcu będę potrzebna, ale niestety myliłam się. Pewnego dnia zięć powiedział mi otwarcie, iż nie widzi już potrzeby, abym z nimi mieszkała i poprosił, żebym się wyprowadziła. Miesiąc później wróciłam do mojego rodzinnego mieszkania na Wildzie. Liczyłam, iż tam będzie łatwiej, ale jak się okazało, nie byłam tam również mile widziana.
Podczas mojej nieobecności mój syn, Wojciech, rozszedł się z pierwszą żoną, a po wyprowadzce z jej mieszkania przeniósł się do mojego. Nie pytał o zgodę po prostu przyprowadził swoją nową żonę, Małgorzatę, która była już wtedy w ciąży. choćby przez chwilę nie przyszło mu do głowy, żeby zapytać czy mi to odpowiada.
I co ja mam teraz zrobić? Wyrzucić syna z jego ciężarną żoną? Przecież to też moje dziecko, nie potrafię! Ale jak mamy mieszkać razem we trójkę, a niedługo w czwórkę, w jednopokojowym mieszkaniu w bloku? O wynajęciu czegoś nie ma mowy ledwie starcza nam na życie, a do tego i ja, i syn ledwo wiążemy koniec z końcem. choćby 1500 zł na wynajem to dla nas kosmos.
Spróbowałam jeszcze raz. Zadzwoniłam do Alicji, wyjaśniłam wszystko, prosiłam choć o rozmowę. Liczyłam, iż zrozumieją mój żal i choć trochę mi pomogą. Cisza. Nie oddzwonili. Strasznie mi przykro, ale nic nie mogę na to poradzić. Oni już żyją w innym świecie, nie mają dla mnie czasu
A zachowanie Wojtka wcale mnie nie dziwi. Pewnie nie spodziewał się, iż wrócę. Teraz śpię na rozkładanej kanapie w kuchni, a w ciągu dnia uciekam z domu, robię zakupy w Biedronce, czasem zajrzę do dawnych koleżanek z pracy, pogadam z sąsiadkami na ławce pod blokiem. Z synem staram się rozmawiać normalnie, nie krzyczę, nie robię awantur. Ale Małgorzata udaje, iż mnie nie widzi, mija mnie, jakbym nie istniała. Widać, iż przeszkadzam jej w jej własnym domu.
Nie myślałam, iż po sześćdziesiątce będę taka niepotrzebna, zepchnięta na margines, a w moim domu będzie rządzić inna kobieta. Mój syn wszystko podporządkował żonie i nienarodzonemu dziecku o naszym wspólnym mieszkaniu choćby nie myśli.
Przeglądam ogłoszenia, szukam pracy na pół etatu. Rodzice Małgorzaty mieszkają na wsi pod Śremem może powinnam powiedzieć jej, żeby się tam przeprowadziła? Tylko czy Wojtek dałby sobie radę na wsi, bez pracy? Nie sądzę. Sama nie potrafię zdecydować, co dalej…








