Pewnego dnia zięć oświadczył, iż moja pomoc nie jest już potrzebna, i poprosił mnie, abym wyprowadziła się z ich mieszkania

polregion.pl 6 godzin temu

Wiesz co, muszę Ci się wygadać, bo czasem mam już wszystkiego dość. Moja córka, Kasia, wyszła za mąż za Niemca, Tomka. Przez dwa lata mieszkałam z nimi w Berlinie, pomagałam im ogarniać mieszkanie, zajmowałam się wnuczkiem, gotowałam, sprzątałam wiadomo, jak to mama.
Oni oboje pracowali w jednej firmie, wracali późnym popołudniem. Miałam nadzieję, iż już tak zostaniemy, iż będę z nimi na stałe, blisko wnuka, iż będziemy rodziną. A tu zonk! Tomkowi coś odwaliło, chyba uznał, iż nie jestem już im potrzebna delikatnie zasugerował, żebym się wyprowadziła. Nie było sensu się kłócić, miesiąc później byłam już z powrotem w Warszawie.
Myślałam, iż choć w domu odpocznę, ale gdzie tam Okazało się, iż mój syn, Michał, w czasie jak mnie nie było, rozszedł się z pierwszą żoną, wyniósł się od niej i sprowadził się z powrotem do mnie ze swoją nową żoną, Martą, która była wtedy już w ciąży! Ani myślał mnie zapytać, czy się zgadzam. Wparowali po prostu jak do siebie.
No i co ja mam teraz zrobić? Wyrzucić syna i ciężarną synową na bruk? Przecież to by serce matki nie wytrzymało Ale jak tu żyć w trzy osoby (a zaraz cztery) w kawalerce na Pradze? Na wynajem mieszkania nas nie stać ani ja, ani Michał nie mamy grosza przy duszy.
Zadzwoniłam do Kasi z nadzieją, iż jakoś mi pomogą, może przygarną na chwile, może skonsultujemy się w rodzinie Wytłumaczyłam jej wszystko, jak jest. Niestety, nie zadzwonili choćby z pytaniem, czy sobie radzę. Szkoda gadać inny świat, inne podejście do życia.
Michała zachowanie niby rozumiem nie spodziewał się, iż wrócę i przeszkadzam mu w nowym życiu. Teraz śpię na rozkładanej kanapie w kuchni, w dzień wychodzę z domu: zakupy, odwiedzam dawne koleżanki, czasem wpadnę do starej pracy porozmawiać. Z Michałem rozmawiam normalnie, bez kłótni, ale Marta traktuje mnie jak powietrze. Widać, iż jej nie pasuję, iż źle się czuje z teściową za ścianą.
Nigdy bym nie pomyślała, iż po sześćdziesiątce staniesz się dla wszystkich zbędna, iż ktoś inny zacznie rządzić w Twoim własnym mieszkaniu. Syn myśli tylko o żonie i dziecku, a gdzie my będziemy mieszkać już się tym nie przejmuje.
Szukam teraz jakiejś dodatkowej pracy na pół etatu, bo inaczej zwariuję. Rodzice Marty mieszkają pod Łodzią, na wsi. Może powinnam zasugerować, żeby się do nich przeprowadzili? Ale przecież Michał nie znajdzie tam pracy, on całe życie w Warszawie Sama już nie wiem, co robić Czasami czuję się taka zagubiona.

Idź do oryginalnego materiału