Moja córka wyszła za mąż za Polaka. Przez dwa lata mieszkałam z nimi w Warszawie, pomagając przy wnuczku i prowadząc dom.
Córka wraz z zięciem pracują razem w jednej z dużych warszawskich firm i wracają do domu późnym wieczorem. Liczyłam na to, iż zostanę u nich na stałe, ale, niestety, moje nadzieje okazały się płonne. Pewnego dnia zięć powiedział wprost, iż nie potrzebują już mojej pomocy i poprosił, żebym się wyprowadziła. Po miesiącu już byłam z powrotem we własnym mieszkaniu w Łodzi. gwałtownie przekonałam się, iż tu również nie jestem mile widziana. Gdy mieszkałam u córki, mój syn rozszedł się z pierwszą żoną, wyniósł się z jej mieszkania i wrócił do mojego.
Przyprowadził swoją drugą żonę, która była już wtedy w ciąży. Ani razu nie spytał mnie o zgodę na taką decyzję.
Co ja mam teraz zrobić? Wyrzucić syna z ciężarną synową? Tego bym nie zrobiła. Ale czy da się wytrzymać w trójkę, a niedługo we czwórkę, w jednopokojowym mieszkaniu? Swoją drogą, ani ja, ani mój syn nie mamy pieniędzy, żeby wynająć coś osobno nie stać nas na czynsz w złotówkach. Zadzwoniłam do córki, opowiedziałam jej o wszystkim, licząc, iż wyciągnie do nas rękę. Niestety, nie oddzwoniła choćby raz. Szkoda Widać inaczej patrzy na świat.
Postawa mojego syna też nie jest dla mnie zaskoczeniem. Pewnie nie spodziewał się, iż wrócę z Warszawy. Teraz śpię na starej kanapie w kuchni. W ciągu dnia wychodzę z domu robię zakupy, odwiedzam dawną pracę, spotykam się z koleżankami. Z synem rozmawiam normalnie, bez kłótni, ale synowa udaje, iż mnie nie widzi. Czuć, iż przeszkadzam jej i iż najchętniej zostałaby tu tylko z mężem.
Nie sądziłam, iż po sześćdziesiątce będę tak niepotrzebna we własnym mieszkaniu, a o wszystkim będzie decydować ktoś obcy. Syn widzi tylko swoją żonę, która lada chwila urodzi, a o naszym ciasnym mieszkaniu i problemach z tym związanych w ogóle nie myśli.
Szukałam pracy na pół etatu, bo muszę dorobić do emerytury. Rodzice synowej mieszkają na wsi, pod Piotrkowem Trybunalskim. Może powinnam zasugerować synowej, żeby na czas ciąży przeprowadziła się do rodziców? Ale czy mój syn znajdzie tam jakąś porządną pracę? Szczerze wątpię. Sama już nie wiem, co dalej robićPewnego wieczoru, kiedy wróciłam do domu po spacerze, zobaczyłam synową siedzącą przy stole. Patrzyła w okno, jej dłonie nerwowo gładziły materiał bluzki. Przez chwilę myślałam, iż znowu przemilczymy swoją obecność, ale niespodziewanie spojrzała na mnie i cicho powiedziała:
Mamo, wiem, iż jest ciężko. Przepraszam, jeżeli się źle czuję w pani obecności, ale boję się. Wszystko mnie teraz przerasta.
Usiadłam obok niej i przez długą chwilę siedziałyśmy w ciszy. Wtedy po raz pierwszy od dawna poczułam, iż nie jestem sama mimo wszystko byliśmy rodziną, choć tak pokiereszowaną przez życie. Pomyślałam, iż nie warto czekać na cud trzeba go sobie stworzyć samemu.
Nazajutrz wzięłam kartkę i długopis. Spisałam ogłoszenie, iż chętnie pomogę starszym osobom w robieniu zakupów i sprzątaniu, choćby za niewielkie pieniądze. Rozwiesiłam je w okolicy. Niespodziewanie, już po kilku dniach ktoś zadzwonił z pytaniem o pomoc. Na kolejny miesiąc byłam zajęta prawie codziennie, a do domu zaczęły spływać drobne, ale jednak własnoręcznie zarobione pieniądze. Wieczorami rozmawiałyśmy z synową o dziecku, jej lękach, czasem choćby śmiałyśmy się wspólnie z synem.
Nie odkupi to lat samotności i niezrozumienia, ale dało mi to coś cenniejszego poczucie, iż jeszcze mogę być potrzebna. Może kilka zrobię dla świata, ale dla kilku osób jestem czymś więcej niż tylko niechcianą teściową. Gdy wreszcie przyszło na świat moje kolejne wnuczę, popłakałyśmy się obie, trzymając je na rękach. Może nasze życie nie jest idealne, ale wiem jedno wśród czterech ścian można znaleźć nową rodzinę, choćby jeżeli wcześniej było się tu tylko gościem.








