Moja córka wyszła za mąż za Piotra z Poznania. Przez dwa lata mieszkałam z nimi, opiekowałam się wnuczkiem Wojtusiem i prowadziłam im dom.
Córka, Aniela, razem z mężem pracowali w jednej poznańskiej firmie i wracali do domu późnym wieczorem. Liczyłam po cichu, iż zostanę z nimi na zawsze, by być blisko wnuka i pomóc, ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Pewnego dnia Piotr, zachowując zimną uprzejmość, powiedział, iż już dłużej nie potrzebują mojej pomocy i poprosił, żebym się wyprowadziła. Miesiąc później wróciłam do swojego jednopokojowego mieszkania w Łodzi. Niestety i tutaj nie byłam mile widziana.
Gdy mieszkałam u Anieli, mój syn Marek rozstał się z pierwszą żoną, zostawił jej mieszkanie i wprowadził się do mnie. Zaraz potem sprowadził swoją drugą żonę Danutę, która była wtedy już w ciąży. O zgodę choćby mnie nie zapytał.
Co powinnam zrobić? Czy wyrzucić syna z ciężarną żoną na bruk? Jak żyć w trójkę, a za chwilę w czwórkę w jednym pokoju? Ani ja, ani Marek nie mamy oszczędności, by wynająć cokolwiek we dwoje, a czynsze w Łodzi są ogromne. Zadzwoniłam do Anieli. Opowiedziałam jej całą sytuację, licząc, iż mi chociaż doradzi albo zaproponuje pomoc. Nie oddzwoniła. Widocznie ma już swoje problemy i nie chce się mieszać w moje sprawy. Szkoda. Widać tak musiało być mają swoje życie, swoje priorytety
Zachowanie Marka rozumiem. Nie przewidział, iż wrócę i musiał organizować się po swojemu. Teraz śpię na rozkładanej kanapie w kuchni. W ciągu dnia uciekam z domu wychodzę na zakupy, odwiedzam dawną bibliotekę, gdzie pracowałam, rozmawiam z dawnymi koleżankami z pracy. Z synem rozmawiam rzeczowo, bez awantur, ale Danuta ledwie mnie zauważa i widać, iż przeszkadza jej moja obecność.
Nigdy nie przypuszczałam, iż w wieku sześćdziesięciu lat będę osobą zbędną w swoim mieszkaniu, iż moje zdanie nie będzie miało żadnego znaczenia, a rządzić będzie zupełnie obca mi kobieta. Marek jest zapatrzony w swoją żonę i nowe dziecko, nie zastanawia się nad tym, iż wszyscy gnieździmy się w jednym pokoju i każdy z nas czuje się obco.
Szukam pracy na pół etatu może gdzieś w sklepie albo w bibliotece mnie przyjmą. Rodzice Danuty mieszkają na wsi pod Łowiczem. Może namówić synową, żeby na czas ciąży i pierwszych miesięcy z dzieckiem pojechała do rodziców na wieś? Ale czy Marek znajdzie tam pracę? Wątpię. Stoję na rozdrożu i nie wiem, jaką decyzję podjąćPewnej soboty, kiedy w kuchni panowała cisza, a światło późnowiosennego popołudnia wpadało przez okno, zebrałam się w sobie. Zaparzyłam herbaty dla wszystkich, odstawiłam kubki na stół i zaprosiłam Marka i Danutę, prosząc uprzejmie, by zechcieli chwilę posłuchać.
Powiedziałam spokojnie, szczerze, bez żalu czy wyrzutów, iż wiem, jak trudno nam żyć razem na tak małej przestrzeni, iż każdemu z nas należy się trochę swobody i ciepła. Przyznałam, iż czuję się tu nieswojo, i domyślam się, iż to samo przeżywa Danuta. Proponowałam, iż skoro i tak spędzam większość dnia poza domem, mogę zostać wolontariuszką w bibliotece i pomagać przy czytelniach dla seniorów nie dla zarobku, ale dla ludzi. Tak znajdę towarzystwo i własną codzienność. Podsunęłam też, iż możliwe, iż powinnam pomyśleć o zamianie mieszkania na mniejsze, skromniejsze, ale tylko moje, by nie być ciężarem i odzyskać siebie.
Rozmawialiśmy długo, w końcu pierwszy raz od miesięcy naprawdę słuchaliśmy się nawzajem. Danuta nieco się ożywiła, Marek uspokoił. Zaproponowali, bym na razie została, aż znajdziemy rozwiązanie, i żebyśmy regularnie siadali razem do rozmów. Moje słowa jakby uwolniły nas wszystkich od wzajemnych pretensji. Poczułam ulgę.
Kilka dni później zadzwoniła do mnie kuzynka z Bełchatowa. Jej przyjaciółka, bibliotekarka, szukała nowej osoby do pracy w niewielkiej filii. Zgodziłam się pojechać na rozmowę. Na miejscu znalazłam nie tylko pracę, ale i dwie miłe kobiety, z którymi przy herbacie można było się szczerze pośmiać. Zaproponowano mi pokój do wynajęcia; przystałam.
Kiedy wprowadzałam się, czułam, iż wraca do mnie moje własne życie. Syn z Danutą i niemowlakiem mogli spokojnie zorganizować się po swojemu, a ja przegarnęłam na nowo wolność, szacunek do siebie i poczucie, iż wciąż jestem komuś potrzebna, nie z obowiązku, ale z wyboru.
Z czasem Aniela odezwała się z pytaniem, czy nie wpadłabym z wizytą do wnuczka. Uśmiechnęłam się do telefonu. Być może nigdy nie będzie jak dawniej. Ale wiem, iż mam jeszcze w sobie siłę, by zacząć od nowa, i swoje miejsce, w którym mogę być po prostu sobą. Tego właśnie na nowo się nauczyłam nawet, gdy drzwi się zamykają, gdzieś czeka nowe okno.








