Pewnego dnia zięć oznajmił, iż moja pomoc nie jest już potrzebna i uprzejmie, ale stanowczo poprosił mnie o wyprowadzkę z ich mieszkania

newsempire24.com 9 godzin temu

Moja córka wyszła za mąż za Polaka z Warszawy. Przez dwa lata mieszkałam razem z nimi w ich mieszkaniu, opiekowałam się wnuczkiem i zajmowałam się domem.
Córka wraz z mężem pracowali w tej samej firmie i wracali późnym popołudniem. Liczyłam na to, iż zostanę z nimi na dłużej, może choćby na stałe, ale życie napisało inny scenariusz. Pewnego dnia zięć powiedział wprost, iż nie potrzebują już mojej pomocy i poprosił, bym się wyprowadziła. Po miesiącu wróciłam więc do swojego mieszkania w Łodzi. Tam jednak też nie czekało na mnie ciepłe powitanie.
W czasie, gdy byłam u córki, mój syn, Maciej, rozstał się z pierwszą żoną. Zostawił jej mieszkanie i przeniósł się do mnie. gwałtownie wprowadził swoją drugą żonę, Justynę, która była już w ciąży. Nikomu choćby nie przyszło do głowy zapytać mnie o zgodę ani o zdanie.
I co miałam zrobić? Wyrzucić z mieszkania syna z ciężarną żoną? Przecież serce by mi na to nie pozwoliło. Ale jak tu egzystować w trójkę, a niedługo w czwórkę, w małym jednopokojowym mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty? Ani Maciej, ani ja nie mamy pieniędzy, żeby wynająć coś nowego ledwo wiążemy koniec z końcem z emerytury i jego skromnej pensji. Zadzwoniłam do córki, Aleksandry, w nadziei, iż zrozumie sytuację i jakoś pomoże. Niestety, nie odezwała się więcej. Szkoda. Każdy ma swoje życie i podejście do świata
Zachowanie syna mogę zrozumieć; nie sądził, iż wrócę do domu. Teraz śpię na rozkładanej kanapie w kuchni. Przez resztę dnia wychodzę z mieszkania, robię zakupy, zaglądam do biblioteki i czasem odwiedzam dawne koleżanki z pracy. Z Maciejem rozmawiam spokojnie, nie robię awantur, ale Justyna traktuje mnie jak powietrze. Widzę, iż jest jej niewygodnie z moją obecnością.
Nigdy bym nie przypuszczała, iż mając sześćdziesiąt lat, poczuję się zbędna choćby we własnym domu, a decydować będzie ktoś inny. Syn martwi się tylko o swoją ciężarną żonę, a temat mieszkania spada na dalszy plan.
Szukam teraz pracy na pół etatu, może jako pomoc kuchenna albo do sprzątania. Rodzice Justyny mieszkają pod Radomiem, na wsi. Czasem myślę, żeby zasugerować, by się tam przeprowadzili, ale co wtedy z Maciejemznajdzie tam pracę? Wątpię. Sama nie wiem, co robić
Patrząc na to wszystko, doszłam do ważnego wniosku: życie nie zawsze toczy się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a relacje rodzinne bywają trudne. Czasem trzeba zaakceptować zmiany i skupić się na własnym szczęściu, znajdując dla siebie miejsce i sensnawet gdy wszystko wydaje się przeciwko nam. Bo każdy z nas zasługuje na szacunek i spokój, niezależnie od wieku czy sytuacji życiowej.

Idź do oryginalnego materiału