Pewnego razu spacerowałam z synem po placu zabaw i podeszła do mnie kobieta, która pracuje razem z moim mężem. Powiedziała mi, iż mój mąż ma inną. Po powrocie do domu postanowiłam milczeć i udawać, iż nic się nie stało. Ale po kilku miesiącach mąż sam mi wszystko wyznał, spakował rzeczy i odszedł

przytulnosc.pl 1 dzień temu

Z Arturem poznałam się przypadkiem, na urodzinach naszej wspólnej koleżanki. Był młodym, obiecującym lekarzem, a przy tym niesamowicie bystrym i dowcipnym człowiekiem. Spotykaliśmy się krótko, praktycznie od pierwszego spotkania wiedziałam, iż się zakochałam. Po pół roku zostałam już oficjalnie żoną Artura.

A po roku urodził się nasz syn i byliśmy bardzo szczęśliwi. Zawsze uważałam, iż jeżeli w związku jest prawdziwa miłość, nie ma się czego obawiać. Ale okazało się, iż żadna rodzina nie jest wolna od zdrady.

Podczas jednego ze spacerów z synem spotkałam znajomą pielęgniarkę ze szpitala. Opowiedziała mi o romansie mojego męża z jedną z pacjentek. Jak powinna zareagować kobieta, która szaleńczo kocha swojego męża? A może to nieprawda? Ale ta historia brzmiała zbyt prawdziwie. Pielęgniarka sama była bardzo przejęta, przekonywała mnie, iż nie kłamie, a zdecydowała się powiedzieć mi o tym, bo sama niedawno przeżyła podobne rozstanie.

Trudno opisać słowami, co czuje kobieta, gdy dowiaduje się o istnieniu innej kobiety w życiu męża. Bolało, ale postanowiłam milczeć. Tak było mi łatwiej – udawać, iż nic się nie stało. Wierzyłam, iż to tylko przelotny romans. Przecież kobiety potrafią być bardzo podstępne. Wydawało mi się, iż Artur nie zostawi rodziny. Zresztą, zachowywał się jak zawsze.

Minęło kilka miesięcy. Bardzo trudno było udawać. choćby nie wiedziałam, czy mąż wciąż spotyka się z tamtą kobietą. Miałam nadzieję, iż to już koniec. W ostatnim czasie często był zamyślony, przygnębiony. Wracał z pracy zmęczony, a ja starałam się go wspierać, być oparciem.

Aż pewnego dnia wszystko się odwróciło. Artur sam przyznał, iż ma inną. Ale to nie było najgorsze – powiedział jeszcze, iż spodziewają się dziecka. I podjęli decyzję, iż zamieszkają razem, zostawiając mi i naszemu synkowi mieszkanie. W momencie, gdy to usłyszałam, ziemia osunęła mi się spod nóg. Nie wiedziałam, co robić, co powiedzieć.

Jeszcze tego samego wieczoru spakował się i odszedł. Na pożegnanie pocałował mnie i syna.

Choć przez ostatnie miesiące żyłam ze świadomością tej sytuacji, decyzja Artura była dla mnie szokiem. Przecież mnie też kochał, może choćby przez cały czas nie jestem mu obojętna? Przecież sam zdobywał moje serce i przysięgał wielką miłość. A teraz zostawił mnie samą z dzieckiem. Przy pożegnaniu rzucił tylko: „Możesz pojechać na jakiś czas do mamy, syna nie zostawię, ale z wami nie zamieszkam”.

Nie zamierzam siedzieć z założonymi rękami. Będę walczyć. Nie chcę oddać męża innej kobiecie, choćby jeżeli spodziewa się dziecka. Przecież my też mamy wspólne dziecko. Co robić? Czy jest w tej sytuacji choć cień szansy, by odzyskać męża? A może lepiej pogodzić się z przeszłością, zastanowić się nad sobą i zacząć nowe życie?

Idź do oryginalnego materiału