Pięć mieszkań w rodzinie, a my wciąż musimy wynajmować – dlaczego nasze rodziny wolą zarabiać na dzieciach zamiast nam pomóc?

newsempire24.com 2 godzin temu

Czasami sam nie wierzę, iż można być w takiej sytuacji, ale u nas w rodzinie naprawdę mamy pięć mieszkań, a mimo to z żoną wciąż musimy wynajmować.

Rodzice mojej żony są właścicielami swojego mieszkania i mają jeszcze dwa dodatkowe lokale w różnych dzielnicach Warszawy, które wynajmują obcym ludziom. Zawsze powtarzają nam z uśmiechem, iż na wszystko zapracowali sami, więc chcą, żebyśmy też sami sobie radzili. Najwyraźniej nie pamiętają czasów, gdy mieszkania przydzielano z zakładu pracy lub można je było otrzymać od państwa. Teraz kupno własnego kąta graniczy z cudem, szczególnie jeżeli wciąż płaci się komuś za wynajem.

Moi rodzice wcale nie myślą inaczej. Po śmierci mojej babci, jej mieszkanie zostało przekazane mi – tyle iż wtedy miałem dziewięć lat, a rodzice stwierdzili, iż do pełnoletności będą je wynajmować. Teraz jestem dorosły, ale im tak się spodobały dodatkowe pieniądze, iż nie zgadzają się, abym tam zamieszkał. Po prostu woleliby dalej mieć wpływy z czynszu.

Od paru lat z żoną wynajmujemy maleńką kawalerkę na Mokotowie, za którą pochłaniamy niemal cały nasz budżet. Były czasu, iż zostawało nam ledwo na podstawowe zakupy spożywcze. w tej chwili żona jest na urlopie macierzyńskim, a jej wypłata nigdy nie była wysoka, ale jeszcze bez dziecka dawaliśmy sobie radę. Pracuję na dwa etaty, żeby jakoś się utrzymać, jednak dziś, żeby dobrze zarabiać, trzeba mieć dyplom, a ja nie miałem okazji go zrobić, bo zaraz po maturze trafiłem do wojska, a później poznałem żonę i już zabrakło czasu w studia.

Najbardziej drażni mnie, iż moja mama niemal co tydzień prosi o wsparcie, czy to przy wyborze nowej sukienki, czy bluzki, a z kolei ja martwię się, czy starczy mi na witaminy lub owoce dla dziecka. Bez ustanku powtarza, iż powinniśmy być samodzielni finansowo. Twierdzi wręcz, iż powinniśmy jeszcze im pomagać, bo marzy się jej zwiedzić kawałek świata.

Postawa rodziców zarówno moich, jak i żony budzi we mnie frustrację. Mają wszystko, czego można by sobie zapragnąć, a mimo to nie chcą wesprzeć własnych dzieci. Jasne, nie oczekuję, by dla nas zrezygnowali z własnej wygody, ale jeżeli mogą pomóc, to dlaczego tego nie robią? Kompletnie nie pojmuję takiego traktowania swojego potomstwa, dlatego wiem, iż ja dla swoich dzieci będę inny dam im wszystko, co tylko będę mógł.

Znajomi próbują nas pocieszać, iż kiedyś wszystko odziedziczymy spadną nam w końcu mieszkania i trochę gotówki ale prawdę mówiąc, jestem już na tyle rozczarowany, iż nie potrzebuję od nich już niczego. Niech lepiej zabiorą te swoje mieszkania na tamten świat, bo po tym wszystkim nie mam już ochoty choćby o tym myśleć.

Idź do oryginalnego materiału