– Po co tu przyjechałaś? – Matka przytrzymywała drzwi, ledwie uchylone. – I jak ja mam teraz ludziom w oczy patrzeć? Nie jesteś już moją córką.
– Ledwo plotki ucichły. Pół roku z ojcem do sklepu wstyd było wejść.
– Po co wróciłaś? No co?
– Kto tam, Halino?
– Twoja najstarsza córka.
– Ola?
Ojciec otworzył drewniane drzwi. Zawiasy zadzwoniły głucho.
Spojrzał na nią od stóp do głów. Ola poczuła się malutka.
– Idź, gdzie chcesz. Nie chcę cię tu widzieć. Jeszcze z brzuchem…
Ola milczała, patrząc spod grzywki. Miała nadzieję, iż rodzice zmiękną.
Nie miała dokąd pójść. Zwolnili ją z pracy, bo była w ciąży.
Pokój u znajomej kosztował, a pieniądze się skończyły. Nikogo nie obchodziło jej położenie.
– Nie wzruszysz mnie – matka odwróciła się.
Ojciec zamknął drzwi.
Ola skuliła się, żeby nie się rozpłakać. Mała w brzuchu poczuła jej nerwy.
Śnieg skrzypiał pod kozakami, jakby współczuł. Ola spojrzała na okno kuchni. Zasłonki były szczelnie zasunięte.
W sklepie było ciepło. Nic się tu nie zmieniło.
– Poproszę chleb – wyciągnęła odliczone złote.
– O, pojawiła się – powiedziała ciocia Zosia.
– Chleb, proszę – powtórzyła Ola, nie podnosząc głowy.
– Proszę bardzo. Chociaż powinnam nie obsługiwać.
Weszła młoda para, a Zosia zajęła się plotką. Ola chciała tylko wyjść.
Chleb był tak świeży, iż pachniał domem i dzieciństwem.
Oparła się o ścianę za sklepem. Odrywała kęsy, łykając ślinę.
– Ola? – usłyszała znajomy głos.
Zamarła. Przed nią stała babcia Jarka.
– Ty tu się chowasz?
– Rodzice mnie wyrzucili. Nie mam gdzie iść.
– A tam, nie przyjęli cię?
– Chodź – babcia więcej nie pytała.
Ola ruszyła za nią, zmęczona bardziej niż kiedykolwiek.
Mały domek na końcu wsi. Pamiętała go dobrze.
Z Jarkiem biegała tu za dzieciaka, na pole obok, do ich sekretnego miejsca.
Dlaczego wtedy, w dziewiątej klasie, Mirek zwrócił na nią uwagę? Nigdy nie wiedziała.
Nosił jej tornister, odprowadzał do domu. Z przyjaźni zrobiło się coś więcej.
Rodzice już planowali wesele, gdy Mirek wróci z wojska.
Z Jarkiem poznała się przypadkiem, przez burzę.
Majowy upał, Ola wracała z miasta, dowiadywała się o studia.
Chmura pędziła nad polem jak ściana. Deszcz dopadł ją w biegu.
Wtedy poczuła czyjąś rękę – zatrzymał się samochód.
– A ja trąbię, trąbię, a ty zero reakcji! – zawołał kierowca. – Syn Kwiatkowskiego. Jarek.
Otulił ją swetrem. Ola się zarumieniła.
Rozmawiali, jakby znali się od zawsze. Przy Mirku nigdy tak nie było.
Wieczorem Ola zebrała się na odwagę:
– Musimy się rozstać.
– Co? – Mirek nie rozumiał. – Chodziłem za tobą od dziewiątej klasy, a ty tak?!
Nazajutrz w ich domu była awantura. Matka Mirka krzyczała na całą wieś.
Ola uciekła do lasu. Tam znalazła Jarka.
– Myślę o tobie cały czas – powiedziała.
– Od pierwszego dnia, jak cię zobaczyłem – odpowiedział i pocałował ją.
Ktoś ich zauważył i doniósł Mirkowi. Doszło do bitki nad rzeką.
Jarek się cofnął i wpadł do wody. Ojciec skoczył za nim.
– Olu, chodź szybko! Jarek wpadł do rzeki! – krzyczała Otylia.
Nim dobiegła, samochód już odjechał do szpitala.
– Zakochała się… jednego nie ma, mojego zamkną! – krzyczała matka Mirka.
Ola wróciła do domu i spakowała się w ciągu godziny.
Autobus do miasta ruszył, a ona choćby się nie obejrzała.
…Do domku babci Jarka doszła o zmierzchu, gdy spadł pierwszy śnieg.
– Termin masz na kiedy? – zapytała babcia.
– W lutym.
– Jarka? – spytała prosto w oczy.
– Tak. Nie mam wątpliwości.
– To dobrze. Pościelę ci.
Domek pachniał drożdżowym ciastem, jak dawniej.
Rano obudził ją zapach drożdżówki.
– Będziesz z dżemem czy z kapustą?
– Z dżemem.
– Jarek nigdy nie mówił, jak masz na imię. Tylko „babcia, babcia”.
– Maria jestem. Babcia Marysia.
– Zaraz rodzić będziesz, tydzień góra.
– Skąd pani wie, iż to dziewczynka?
– Serce mi mówi.
Tydzień później, zgodnie z przepowiednią, urodziła się dziewczynka.
– Dziękuję, Olciu – babcia przytuliła noworodka.
– Za co?
– Za prawdę. To córka Jarka. Ten sam paluszek na nóżce.
– Ale… Jarek żyje?!
Ola zamarła z wrażenia.
Prawda czekała tam, gdzie nikt się jej nie spodziewał.







