Już podczas ciąży zdałam sobie sprawę, iż będę wychowywać dziecko sama. Kiedy ojciec mojego dziecka dowiedział się o tym, błagał mnie ze łzami w oczach, abym przerwała ciążę. Uparcie trwałam przy swojej decyzji. Na szczęście moi rodzice wspierali mnie szczerze, zachęcając do narodzin dziecka i zapewniając, iż zajmą się wszystkim. Tak też zrobili. Moje przyjaciel po prostu zniknął, ale mama i tata byli przeszczęśliwi, iż mają wnuczkę. Tata dobrze zarabia i pokrywa wszystkie nasze wydatki rodzinne. Mama jest bardzo pracowita dba o czystość w domu i gotuje dla wszystkich. Za każdym razem, gdy próbowałam dołożyć się pieniędzmi do rodzinnego budżetu, tata natychmiast je mi oddawał, mówiąc:
„Po co wkładasz pieniądze dziecka tutaj? Lepiej wydaj je na swoją córkę”. Gdy próbowałam pomóc mamie w kuchni, stanowczo odmawiała: „Nie męcz się. Siedź z córką, a ja zajmę się gotowaniem”. Z czasem, kiedy wróciłam do pracy, zaczęłam kupować potrzebne rzeczy do domu, ale te wydatki były czysto symboliczne. Mama sumiennie przejęła odpowiedzialność za wszystkie obowiązki domowe i opiekę nad moją córką. Wszystko układało się dobrze, ale kiedy w rodzinie pojawił się jakikolwiek mężczyzna, moi rodzice od razu się niepokoili. „Nic się nie nauczyłaś? Wszyscy są tacy sami. Odejście cię i znów będziesz sama z dzieckiem!”. Im starsza była moja córka, tym bardziej rodzice ją kontrolowali.
Traktowali mnie jak uczennicę. Mama dzwoniła do mnie bez przerwy, pytając gdzie jestem, kiedy wracam, czyje głosy słyszy w tle, z kim rozmawiałam, co jadłam. Po pracy tata zawsze nalegał, żeby odprowadzać mnie do domu. W końcu pojawił się w moim życiu mężczyzna. Gdy mama dowiedziała się, iż idę na randkę, od razu zaczęła narzekać na złe samopoczucie, wymuszała, żebym została przy niej. Ta sytuacja wpłynęła na moją relację. Partner odwołał jedno spotkanie, potem drugie, trzecie. Za dziesiątym razem po prostu zrezygnował ze wszystkich naszych randek. Znalazł kogoś, kogo mama była zdrowsza i nie tak zaborcza.





