Po tym, jak mój mąż potajemnie zrobił test na ojcostwo za moimi plecami, postanowiłam go opuścić

polregion.pl 3 dni temu

Dziś wieczorem muszę wyrzucić z siebie wszystko, co od miesięcy tłumiłam w środku. Zaczynałam tę historię jako szczęśliwa kobieta trzy lata spotykałam się z Pawłem, a dwa lata temu zostaliśmy małżeństwem. Paweł był moją pierwszą i jedyną miłością. Naprawdę, nigdy choćby nie obejrzałam się za innym mężczyzną. Ale już od początku czułam, ile w nim zazdrości.

Nasza córka była planowana. Pamiętam dokładnie tamten moment, gdy zobaczyliśmy dwie kreski na teście ciążowym. Paweł zawsze marzył o synu i był przekonany, iż noszę pod sercem chłopca śmiał się, iż tylko chłopcy rodzą się w jego rodzinie, więc wszystko już z góry przesądzone. Faktycznie, miał tylko brata, a jego tata też żadnej siostry po obu stronach. Ale przecież to kobieta decyduje o płci dziecka, więc czasem miałam ochotę uderzyć go encyklopedią po biologii. I choć bardzo chciałam synka głównie dlatego, żeby nie słuchać tekstów rodziny podczas USG okazało się, iż będziemy mieć córkę.

Od tej chwili Paweł zaczął mnie podejrzewać o zdradę. Wciąż powtarzał, iż ich ród daje jedynie synów. Najpierw żartował, później dawało się odczuć, iż to nie są już żarty. Teściowie podsycali temat jakże mocno bolały mnie ich insynuacje! Najgorsze przyszło po narodzinach Maria urodziła się niepodobna do Pawła. Ja jasne włosy, jasnoniebieskie oczy, tak samo ona. A Paweł ciemnowłosy, brązowe oczy. Z dnia na dzień musiałam tłumaczyć się z tego, iż córka nie jest jego kopi.

Mijały kolejne tygodnie, cztery miesiące pełne kłótni, podejrzliwości, moich pytań i jego oskarżeń. Straciłam siły na udowadnianie czegokolwiek. Gdy nagle zmiana. Paweł zaczął zachowywać się jak kochający ojciec, bardziej przytulał Marię, częściej się uśmiechał. Pomyślałam, iż chyba w końcu dotarło do niego, iż czasem geny robią niespodzianki, a córka wcale nie musi być jego bliźniaczką.

Ale nie. Niedawno, podczas urodzin Marii, znów zaczęła się licytacja, do kogo dziecko jest bardziej podobne. Teściowie nie odpuszczali, jeszcze podkręcali atmosferę. Paweł w końcu stracił cierpliwość i głośno przy stole powiedział, iż jest całkowicie pewien swojego ojcostwa, bo zrobił… test DNA.

Wieczorem, gdy Maria zasnęła, porozmawiałam z Pawłem. Przyznał się bez cienia żenady cztery miesiące po narodzinach naszej córki poszedł do laboratorium i zrobił test na ojcostwo. Wynik bez wątpliwości, Maria jest jego dzieckiem! Ale Paweł… po prostu nic mi nie powiedział. To właśnie wtedy zorientowałam się, dlaczego zmienił swoje zachowanie o 180 stopni.

Wtedy poczułam się tak podle, jakbym została obsypana stertą śmieci. Jak on mógł mi nie ufać? Skoro w takiej chwili, gdy dopiero co urodziłam nasze dziecko, posunął się do takiego kroku, to co będzie za kilka lat, gdy znów pojawią się jakieś podejrzenia? Czy wtedy też zdecyduje się na test, zamiast ze mną porozmawiać?

Od tamtej rozmowy mój stosunek do Pawła diametralnie się zmienił. Nie mogę wyobrazić sobie wspólnej przyszłości z człowiekiem, który potrafił bez słowa skrzywdzić mnie na tak wiele sposobów. Tak Maria jest jego córką, ale czy to ma znaczenie, skoro nie potrafimy być sobie wsparciem?

Postanowiłam wnieść pozew o rozwód. Paweł był kompletnie zdziwiony, próbował tłumaczyć swoje zachowanie, ale nie chciałam już słuchać, tak jak on nie chciał wysłuchać mnie rok temu. Cała jego rodzina mówiła, iż jestem nienormalna, iż będę żałować decyzji. choćby moi rodzice nie do końca mnie rozumieli, przyjęli mnie z powrotem do siebie, ale przecież oznaczało to powrót do innego życia. Jednak wiem, jedno nie chcę tracić lat na udowadnianie swojej niewinności i życia przy mężczyźnie, który może zrobić ze mnie wariatkę.

Wolę wychować Marię sama niż spędzić życie w strachu i żalu.

Czy postąpiłam słusznie? A może powinnam wybaczyć i zostać? Czas pokaże…

Idź do oryginalnego materiału