Poezja pod napięciem

glosswidnika.pl 3 godzin temu

Kto by pomyślał, iż elektrotechnika może spotkać się z poezją? A jednak! Marcin Banach, nauczyciel przedmiotów zawodowych w Powiatowym Centrum Edukacji Zawodowej, w chwilach wolnych od mierników, schematów i przekazywania wiedzy młodzieży, zamienia cyfry na słowa i tworzy własną, elektryzującą poezję.

„Moja droga rozpoczęła się w Lubowidzu, malowniczej wsi na Mazowszu, gdzie otoczony przepięknymi krajobrazami i rzeką Wkrą, dorastałem i chłonąłem pierwsze inspiracje. To tam zakiełkowała potrzeba tworzenia wierszy. w tej chwili urokliwa Lubelszczyzna stała się moim drugim domem i stałym źródłem natchnienia…” – tak o początkach swojej poetyckiej pasji pisze Marcin Banach, który wykształcenie zawodowe zdobył w Olsztynie, z chęci poznania jak działa świat i polityka studiował też politologię, a w świdnickiej szkole pracuje 2 rok, prowadząc pracownię pomiarów elektrycznych i ucząc elektrotechniki.

Sięgnijmy nieco do przeszłości. Jak to u Pana było z językiem polskim w czasach szkolnych?

Marcin Banach: – Przyznam, iż ten przedmiot był moją słabą stroną, nie miałem zbyt imponujących ocen. Pamiętam jednak, iż w szkole podstawowej, zdaje się, iż w czwartej czy piątej klasie, trzeba było napisać list. Wymyśliłem syna, który z frontu pisze do matki. Nie dostałem wysokiej oceny, chyba tróję ze względu na błędy, ale polonistka omówiła pracę na zajęciach. Powiedziała iż wzruszyła się przy sprawdzaniu, bo zawarłem w niej dużo emocji. To były ze cztery strony o tym, iż syn został ranny, stracił swoich kolegów i bardzo mocno to przeżywał, iż bierze udział w wojnie, która dla niego nie miała żadnego sensu.

Co zatem skłoniło Pana, umysł raczej ścisły, sądząc po wykształceniu, do sięgnięcia po pióro?

M.B.: – Takim przełomem w moim życiu był rok 2012. Od czasów szkoły zawodowej interesowałem się historią, ale wtedy sięgnąłem jeszcze po filozofię. Zacząłem pisać krótkie eseje, zadawać pytania po co jesteśmy, dokąd zmierzamy, odnosić się do wartości, które wyznajemy. Powoli to ewoluowało i zabrałem się za wiersze. Pierwszy powstał chyba w 2014 roku. Na początku chowałem je do szuflady. Musiały dojrzeć, ja również, aby pokazać je światu. W 2018 roku odważyłem się i zostały opublikowane na stronie dla poetów amatorów. Kiedy przyjechałem na Lubelszczyznę, z żoną, która również pisze, nawiązaliśmy kontakt ze Stanisławem Górką, aktorem teatralnym, filmowym i telewizyjnym, prowadzącym Teatr pod Górkę w Kopkach. Interpretował moje wiersze, ostatnio 26 lutego w cyklu „Poetyckie potyczki w Kopkach z Górką”, co można obejrzeć na kanale YouTube Teatr pod Górkę autorski teatr Stanisława Górki. w tej chwili czekamy z żoną na antologię pod auspicjami profesora. Znajdą się w niej nasze utwory.

Tworzy Pan spontanicznie czy planuje strukturę utworu?

M.B.: – Na pewno jest w tym trochę spontaniczności, tak zwanej weny, ale wiersz pracuje również w głowie. jeżeli urodzi się pomysł, zapisuję go. Zanim trafi do sieci, ewoluuje. Utwór musi dojrzeć, zanim stanie się publicznie dostępny.

Zapisuje Pan wiersze odręcznie?

M.B.: – W pierwszej kolejności odręcznie, w notatniku lub zeszycie. Później zapisuję w komputerze, gdzie mam możliwość edycji i dokonywania zmian. Myślę jednak, iż zapisywanie odręczne jest taką bardzo intymną formą pisania, oddaje charakter piszącego, jest w pewnym sensie przedłużeniem jego osobowości. Nie zawsze mam też możliwość, by od razu usiąść do komputera, bo pomysł pojawił się, na przykład, gdzieś w podróży czy na wyjeździe. Zdarza się, iż jadę autobusem, rodzi się jakaś myśl i wtedy szukam kartki, aby ją gwałtownie zapisać, żeby tylko nie umknęła.

Eksperymentuje Pan z formą?

M.B.: – Na razie piszę wiersze białe i wolne. Nie stworzyłem utworu rymowanego, ale myślę o tym. Chociaż pewnie będzie trudno, bo tematyka moich utworów zahacza o filozofię, dotyka naszego bytu i wartości. Ale może forma rymowana również mogłaby być tą, w której mogę mówić o dojrzałości?

Rozumiem, iż zagadnienia filozoficzne są głównym tematem Pana utworów?

M.B.: – Tak, wydają mi się one najbardziej istotne. Filozofia uczy myślenia, poszerza horyzonty. Można poznać samego siebie i otaczający świat. Przyglądając się dzisiejszej rzeczywistości, często chce się zadawać pytanie, w jakim kierunku zmierzamy, dlaczego stawiamy na swoje „ja” a trochę mniej patrzymy na drugą osobę. Gubimy się w świecie nowych wartości, czasami stajemy na rozdrożu i nie wiemy, co ze sobą zrobić. Brakuje autorytetów, które nakreśliłyby adekwatną ścieżkę. Filozofia pozwala na rozmyślanie nad tym, co dotyczy człowieka i jego otoczenia, a także na odkrywanie tego, czego nie da się poznać dzięki innych nauk. Pozwala nadać sens życiu poprzez poszukiwanie wartości moralnych i etycznych. Moje wiersze zanurzają się w głąb sensu życia i jego metafizyki. Są swoistym rozważaniem nad naturą człowieka, jego duszą i egzystencją.

Co jest trudniejsze – zacząć wiersz czy go skończyć?

M.B.: – Na pewno łatwiej zacząć utwór, aniżeli doprowadzić go do końca. Początek rodzi się w głowie i czasami mam tak, iż chodzę z jakąś myślą dzień lub dwa. Zapisuję ją krótko, potem rozwijam, rozmawiam sam ze sobą, żeby ten wiersz ładnie się ułożył i spiął. Często jest jednak tak, iż zastanawiam się, czy zostawić czytelnikowi jakieś niedopowiedzenie, by sam spojrzał na dane zagadnienie, czy może jednak dosadnie powiedzieć prawdę? I tu bywa ta trudność z zakończeniem.

Gdzie nasi Czytelnicy mogą znaleźć Pana twórczość?

M.B.: – Regularnie publikuję swoje wiersze na Facebooku, w grupach zrzeszających autorów: Drugie życie, pierwsze słowa; Symfonia poetów, pisarzy i artystów; Kawiarenka poetycka „Else”. Prezentowano je również na antenie olsztyńskiego radia, w ramach akcji charytatywnej dla Kingi Rydz, chorej na SMA. Napisałem wiersz dla jej mamy, by wesprzeć ją w trudnych chwilach.

Ma Pan jakiś poetycki autorytet? Po jakie utwory sięga Pan najchętniej?

M.B.: – Nie wzoruję się, ale wiersze czytam. Skupiam się na polskich autorach. Ostatnio skończyłem poezje Juliana Tuwima, zajrzałem do utworów ks. Jana Twardowskiego i Wisławy Szymborskiej, planuję sięgnąć po Cypriana Kamila Norwida. Czytam również wiersze poetów amatorów, które publikowane są na różnych stronach. Czasami je komentuję albo dyskutuję o nich z innymi. To interesujące doświadczenie. Inni piszą o moich utworach, co też jest niezwykle cenne. Czasami krytyka jest potrzebna, bo trzeba rozwijać i wzbogacać swój warsztat. Czytelnikom chcę jednak polecić, chociaż to nie poezja, „Taniec mocarstw. Walka o dominację w Europie od XV do XXI wieku” autorstwa Brendana Simmsa. To książka z pogranicza socjologii i historii, opowiadająca o tym, jak europejskie kraje toczyły walkę o hegemonię na kontynencie. Jest bardzo inspirująca.

A propos krytyki… Nie boi się Pan oceny innych?

M.B.: – Nie boję się krytyki, jeżeli jest konstruktywna, dokładnie wskazuje błąd i dzięki temu mogę go poprawić, wyciągnąć wnioski. Natomiast krytyka na niskim poziomie, powierzchowna i wyrażana tylko po to, by komuś dopiec czy dokuczyć, jest dla mnie nie do przyjęcia. Sam w stosunku do siebie jestem bardzo krytyczny. Staram się zauważać swoje błędy, poprawiać je. Ogólnie jednak jestem zadowolony ze wszystkich swoich utworów. Żadnego nie wyrzuciłem. Muszę dodać, iż napisane słowa mają wielkie znaczenie i dlatego powinniśmy ich używać z jak najgłębszą refleksją, tak, aby nikomu nie wyrządziły krzywdy. Powinny nieść pozytywne wartości.

Wspomniał Pan o antologii…

M.B.: – „Antologia z Górek i Kopek – poezje wybrane” ukaże się w tym miesiącu, nakładem koszalińskiego wydawnictwa KryWaj Krystyny Wajdy. Będzie ją można zamówić na stronie wydawnictwa. Sława Gloria Kornacka, która była inicjatorką powstania publikacji, tak napisała we wstępie do niej: „Są dzieła, które powstają z nagłego zrywu natchnienia – i są te, które stanowią owoc cierpliwej, wieloletniej alchemii. Niniejsza antologia bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii. To serce zamknięte w sześciuset osiemdziesięciu stronach – owoc moich bezsennych nocy, trudnych decyzji i wiary, iż każde z tych słów zasługuje na nieśmiertelność (…) To pochód stu dwudziestu ośmiu serc, prowadzony przez mistrzowski głos Profesora. Ta księga to nasz ślad na ziemi – coś, co zostanie tu długo po nas, niczym leśne echo niosące zapach sosen z Kopek”. Natomiast profesor Stanisław Górka dodaje: „Niech ta książka, w której Wasze głosy brzmią razem, będzie dla Was świadectwem dojrzałości artystycznej i inspiracją do dalszej, nieustającej wędrówki ku Pięknu”. Cieszymy się razem z żoną, iż możemy być częścią tego niezwykłego wydawnictwa.

Nie mogę nie zapytać o Świdnik. Jak Pan się tutaj odnajduje?

M.B.: – W Świdniku czuję się naprawdę dobrze. Powiatowe Centrum Edukacji Zawodowej cały czas się rozwija, korzysta z programów unijnych, wzbogacając się o nowe rzeczy. Moja pracownia przechodzi remont, z czego bardzo się cieszę, bo będę mógł realizować swoje pomysły i w jeszcze lepszy sposób przekazywać wiedzę o elektrotechnice uczniom.

Wiedzą, iż jest Pan również poetą?

M.B.: – O tym, iż piszę, dowiedzieli się w ubiegłym roku. Pytali, kiedy ukaże się moja książka, a niektórzy mówią, iż chętni by ją przeczytali. Brakuje mi jeszcze trochę odwagi, by publicznie przed młodzieżą wystąpić, ale kto wie, może kiedyś uda się zorganizować wspólny wieczorek autorski uczniów i nauczycieli? Warto przyciągać młodych ludzi do siebie, pokazywać swoje różne strony. Warto też wskazywać im drogę. Wybór oczywiście należy zostawić im samym, bo każdy ma do niego prawo, ale zawsze można coś podpowiedzieć. Młodzież stoi przed trudnymi wyborami, nie tylko związanymi z zawodem. Są różne sprawy rodzinne, szkolne, relacje międzyludzkie, hejt, obojętność. Czasami widać, iż uczniowie mają trudności ze zrozumieniem, dlaczego dzieje się tak a nie inaczej. Nie są to łatwe emocje, więc należy postarać się im pomóc w ich identyfikowaniu i opanowaniu.

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Wójcik-Skiba, fot. Piotr Ślęp

***

Wiersz egzystencjalizm

Cóż znaczy nasz egzystencjalizm

Pośród tylu bytów

Niewiadomych

Nieodkrytej jeszcze nieskazitelnej miłości

Źródeł niepoznanych prawd

Tego co na nas czeka

Wśród wichrowych burz

Wojen które szarpią sumieniem

Kłamstw które niszczą pozszywane serca

Rodzące w bólu nowe pokolenia

Za którymi idzie adamowy grzech

Podszyty łupieżczym mieć

Znamię łotra

Wyszytego na ramieniu

Który jak nieskazitelny pierwszy rzuca kamieniem

Idąc w paradzie chocholego tańca

Przybrany za śmierć

Dla niepoznaki miłosiernego brata gra

Wyciągając sztylet pazerności

Stawiając na równi miłość i zdradę

Wybaczenie i gniew

Tworząc człowieka gnuśnego

Niezdolnego do własnej

Egzystencji

***

Iluzja

Wrosła w życie

Stała się pokarmem codziennym

Iluzja łatwego i prostego życia

Iluzja prozaicznej miłości

Prozaicznych problemów

Iluzjonistyczny człowiek się narodził

Odziany w nagą rzeczywistość

Mieszkający w przezroczystym domu

Pełnym iluzjonistycznych uczuć

Ukrytych w czarnym kapeluszu

Pokryty bez odciśniętej dłoni

Ciepłego dzień dobry

Tylko zimne śniadanie na stole

Bez wyrazu rzucony uśmiech

Iluzjonistyczna wiara

Tłumy ludzi pośród pustych grobów

Otoczone zbitym lustrem

W którym odbicie gubi się fałszywym świetle

Na wskroś przebijając utracony rozum

Co utracił zdolność pojmowania metafizyki

Odbierania uczuć wyższych

Budując domy na piaskach

Burzone przez fale nienawiści

Odarty ze wszystkiego

Tylko iluzja daję fałszywą siłę

Co do wojny prowadzi

Gdy spojrzysz w oczy rzeczywistości

Dusza ogniem zapłonie

Świat w czeluść przepadnie

Wtedy kres iluzji nadejdzie

***

Między łykiem życia a śmierci

Rozwijasz żagiel marzeń

Fruniesz po niebie jak śnieżnobiały orzeł

Kradnąc chwilę każdego dnia

Między łykiem miłości a zdrady

Liżesz swoje upadki

Podnosisz się z kolan

Całując każdą otwartą ranę

Między rozpiętymi ramionami

Tulisz to co straciłeś

Jak Ikar swą nadzieję

W rozdartym życiu

Pełnego żaru żalu i smutku

Wypalając każde posiane ziarno

W bólu zaciśniętej dłoni

Między łykiem euforii a smutku

Rodzisz życie

Które nieść będziesz przez góry

Patrzeć jak rośnie w sadzie

Pośród białych kwiatów

Zwiędłych liści jesienią

Aż oczy zgasną

Usta się zacisną

Gdy padnie ostatnie słowo

***

Wiersz zwątpienie

Gdy sens życia spotka się z zwątpieniem

I usiądą do rozmowy

Cóż to będzie

Gdy zwątpienie pytania stawiać będzie

Zasieje ziarno niepewności

Przyćmi promień prawdy

Drogę uczyni wyboistą

Co wtedy pocznie sens życia

Rozpłacze się

Utopi się w żalu

Oblecze się kirem

Kroplą alkoholu utopi smutki

Gdy zwątpienie jak boa zaciśnie duszę

Czy sen życia rozerwie kajdany niewoli

Wiarę otrzęsie z marazmu

Obmyje swój grzech pierworodny

Który zatruł serce

Cóż odpowiedzi coraz trudniejsze

W uszach brzmi adagio in g minor

Zawiłe mało zrozumiałe

Kłębią się myśli samobójcze

Rodząc ostre jak noc kroki

Sens życia jasnymi oczyma patrzy

Gdy wiara na skale stoi

Nie poddaje się wichrom złudzenia

***

Wiersz mówili Ci synku

Mówili ci synku

że w tej ziemi będzie Ci dobrze

na Twych kościach zboża porosną

kłosy mienić się będą złotem

maki kolorem krwi

ogrody pełne pachnącego bzu

lipy obfite w miód

mówili ci synku

że bronisz matki

Która gołą pięścią rozbijała grudy ziemi

Ojciec bielił dom

Gdzie mówił dziadkom dobranoc

cicho kołysząc do snu

Mówili ci synku

że bronisz ziemi dziadów

Co swymi dłońmi krzyż stawiali

Składając modły o dobrą przyszłość

A dziś śpisz samotnie

Nad pochyloną wierzbą

Która cicho melodię gra

Otulona strumieniem cienia

Twa mogiła

Pokryta jasnozielonym mchem

Tylko promień słońca odwiedza

Wypalając historię

Która nadejść może

A tego ci synku nie mówili

***

Wiersz Dialog

Gdy nastanie sądny dzień

I diabeł usiądzie obok duszy

Postawi pytanie

– jak sądzisz gdzie pójdziesz?

Dusza zamilknie na chwilę

Rachunek sumienia odpowie

Nim odpowiedź padnie

Zagubiona odpowie

– nie wiem

– nie osądzę się

Diabeł zakłopotany

Brwi zmarszczył

Księgę otworzył

– Czy świat kochałaś?

– Czy nadzieją żyłaś?

Dusza cicho westchnęła

– dawno zapomniałam co to jest miłość

– kroczyłam szczęściem, które było fałszywe

– dałam się porwać złudnym marzeniom

– które mi podsuwałeś

– nie zauważyłam cierpienia, bólu

– uwierzyłam w Ciebie!

– Boś przybrał postać Boga

Diabeł nagle się zerwał

Zaskomlał ja zbity pies

– dlaczego?

Dusza w strachu, przerażeniu

Ledwo łapiąc łyk ostatniego prawdziwego powietrza

– Boga odrzuciłam, który we mnie życie tchnął

– Tyś go zastąpił

– zabierając to co prawdziwe

W ten moment Bóg rozsądził

Duszę wybawił Diabła ukarał

Marcin Banach

Idź do oryginalnego materiału