Pomimo Wszystkiego: Siła Wytrwałości w Trudnych Czasach

twojacena.pl 4 godzin temu

17 września 2022
Czarna Wieś, pod lasem

Życie nie pyta, czy jesteśmy gotowi na jego ciosy. Nie czeka na pozwolenie, po prostu uderza bez ostrzeżenia, bez litości. Wtedy zostaje dwa: rozpaść się albo nauczyć się oddychać w bólu.

Miałam czternaście lat, kiedy nagle zostałam sama w domu. Ojciec opuścił nas, a mama zaraz po tym wzięła nowego męża i wyprowadziła się pod jego dach.

Jagodo, zostajesz tutaj i zajmujesz dom, bo Szymon nie chce, żebyś mieszkała w jego domu. Jesteś już prawie dorosła, weź sprawy w swoje ręce, powiedziała Halina.
Mamo, boję się, iż będę sama w nocy, szlochałam, czując łzy, ale matka nie zwracała na nie uwagi.
Nikt cię nie pożre, a ja nie jestem winiarka, iż twój ojciec nas zostawił

Rok później Halina urodziła jeszcze jedną córkę Zosię. Zawołała mnie potem do siebie:
Po szkole pomagasz mi z Zosią, a wieczorem wracasz do domu, tak żeby Szymon cię nie widział.

Dzień po dniu nosiłam wodę, myłam podłogi, opiekowałam się Zosią, a o szóstej po południu uciekłam do domu, bo mąż Haliny wracał z pracy o wpół do siódmej. Wieczorem odrabiałam lekcje, a rano samodzielnie pakowałam się do szkoły.

W wieku szesnastu lat zaczęłam kwitnąć. Byłam ładną dziewczyną, choć ubrałam się skromnie. Mama kupowała mi nowe ciuchy, kiedy widziała, iż wyrasta z poprzednich. Dbałam o nie starannie, prałam i prasowałam je z troską. Nauczyciele w szkole szeptali:
Jagoda mieszka sama, bez matki, a jej ubrania zawsze są czyste i wyprasowane. To naprawdę dzielna dziewczyna. Cała wioska o tym wiedziała, więc często ją litościwa.

Sąsiadka, babcia Łucja, przynosiła mi domowe konfitury i ogórki. Pomagałam jej w sklepie i w drobnych sprawach. Po skończeniu szóstej klasy powiedziałam matce:
Mamo, chcę zostać fryzjerką w okolicy, ale potrzebuję pieniędzy na dojazd. Muszę codziennie jeździć autobusem w jedną i drugą stronę.

Halina się zgodziła, wiedząc, iż szybciej zdobędę zawód, szybciej odciągnie mnie od jej problemów. Szymon narzekał, iż wydaję jego pieniądze. Do ośrodka był odległy jedynie dwunastu kilometrów, więc codziennie jeździłam, oprócz weekendów.

Pewnego dnia zauważył mnie przystojny chłopak z sąsiedniej wsi Michał. Studiował w liceum, przyjeżdżał do domu tylko na weekendy i święta. Był wyższy, przystojny, starszy ode mnie, i od jakiegoś czasu mi się podobał, choć byłam skromna i ubierałam się prosto, więc nie spodziewałam się, iż zwróci na mnie uwagę.

W klubie zaprosił mnie do tańca, odprowadził do domu i niedługo nocował u mnie. Miałam osiemnaście lat, i nic nie stało na przeszkodzie naszemu spotykaniu, kiedy przyjeżdżał do wioski. niedługo odkryłam, iż będę matką.

Michał, co teraz zrobimy? Będziemy mieli dziecko.
Porozmawiam z rodzicami, pobierzemy się. Masz już prawie osiemnaście, odpowiedział, uspokajając mnie.

Jednak matka natychmiast odrzekła:
Nie chcemy o tym słyszeć. Najpierw musimy się upewnić, czy to naprawdę twoje dziecko, bo może wpadła tu jakaś inna kobieta, kiedy ty byłeś w szkole.

Rodzice naciskali, Michał odrzucił mnie. Przez kilka miesięcy nie przyjeżdżał do wioski, a gdy przybył, przechodził obok mojego domu, nie zerkając w moją stronę.

Latem urodziłam syna Iwo, pomógł przy porodzie feldszer Radosław, po czym zostaliśmy przetransportowani karetką do szpitala. Iwo przyszedł na świat silny i spokojny. Nikt nie pomógł mi w opiece, wszystko musiałam robić sama. Michał choćby nie spojrzał w moją stronę, a jego matka roznosiła absurdalne plotki o mnie po wiosce.

Codziennie jeździłam z wózkiem do sklepu, w domu w ogrodzie Iwo także leżał w wózku. Halina nie pomagała mi i nie przyjmowała wnuka. Wioskowe kobiety podchodziły do mnie różnie niektórzy drwili, inni współczuli.

Gdy stałam w kolejce w sklepie, podeszła do mnie plotkarska Werka i szepnęła:
Jagodo, nie wiesz, iż Michał bierze ślub? Dziś ma wesele. Ja bym w twoim miejscu wzięła dziecko i podarowała mu na prezent.

Czułam się upokorzona, wzięłam dziecko z wózka i udałam się dalej.

Wierć się, Werka, usłyszałam głos Anny. Podeszła i objęła mnie. Słuchaj, Jagodo, ja też w twoim wieku urodziłam Alka, jego ojciec nas zostawił. Spójrz, jaki jest teraz. Twój Iwo też wyrośnie, wszystko będzie dobrze.

Dziękuję, ciociu Anno, dziękuję.

Tego dnia Michał naprawdę miał wesele w mieście, poślubił dziewczynę ze studiów i planował z nią mieszkać. Nie wiedziałam o tym niczego.

Czas płynął, Iwo dorastał. Sąsiadka Łucja wciąż pomagała mi przy dziecku. Zaczęłam pracować na poczcie; w weekendy do mnie przychodziły sąsiedzkie kobiety na strzyżenie. We wsi nie było salonu fryzjerskiego, więc przyjmowałam klientów w domu, a latem strzygłam na podwórku, pobierając niewielkie opłaty, które jednak pozwalały mi przetrwać.

Z czasem stałam się piękną kobietą. I wtedy stało się coś nieoczekiwanego młodszy brat Michała, Kacper, zakochał się we mnie. Próbowałam go unikać, ale nie zauważyłam, jak coraz bardziej go przyciągam. Kacper był zdeterminowany, podążał za mną po każdym zakątku wioski, aż w końcu poddałem się.

Był mechanikiem w lokalnych warsztatach, naprawiał maszyny rolnicze. Jego obecność wywołała wioskowe plotki, zwłaszcza od Werki, która rozprzestrzeniała je niczym wrona.

Wiesz, Kacper, jak zapadnie zmrok, podchodzi do Jagody, a rano już odchodzi. Myśli, iż nikt nie patrzy A ja wszystko widzę, szeptała.

Nie zwracałam uwagi na te słowa, ale powiedziałam Kacprowi:
Wszyscy w wiosce nas znają.

I co? Nie chowamy się, nie ma w tym nic złego, odpowiedział z uśmiechem.

Kacper był wesoły, dbał o Iwo, czasem kupował mu zabawki. Wszystko wydawało się w porządku, aż pewnego dnia odkryłam, iż znów jestem w ciąży. Bałam się, jak mu to powiedzieć, i co on pomyśli. W końcu zebrałam się na odwagę.

Kacprze, jestem w ciąży, będziemy mieli drugie dziecko, wyznałam, patrząc na niego z niepokojem.

Jego twarz rozpromieniła się.
Świetnie! Jedziemy do moich rodziców i wszystko ustalimy.

Nie, nie pójdę do twoich rodziców, odrzuciłam. Wiesz, iż nie pozwolili nam się pobrać, bo mój brat był przeciw.

Kacper po pracy chciał powiedzieć o tym rodzicom, a babcia Halina wściekła krzyknęła:
Znowu? Myślałam, iż cię ostrzegałam! Może to nie moje dziecko. Dopiero kiedy umrę, będziesz mogła się z nim ożenić. Niech cię nie wciąga drugi brat.

Ojciec Kacpra stanął po stronie żony:
Jeśli chcesz poślubić tę dziewczynę, wyjdź z domu. Nigdy nie zaakceptujemy jej.

Kacper kochał rodziców i nie mógł się im sprzeciwić. Ich decyzja była ostateczna. Czekałam na niego noc po noc, ale nie przychodził wyjechał do brata w miasto i tam miał mieszkać.

Całe dni płakałam, rozmawiając z babcią Łucją.
Co mam zrobić, babciu? Nie mogę się pozbyć dziecka, a jednocześnie kochałam innego brata, wiedząc, iż jego rodzice będą przeciw.

Nic nie musisz, Jagodo. Pomogę ci, mam siedemdziesiąt osiem lat, wciąż mogę żyć. Obok ciebie i twoich dzieci czuję się potrzebna. Samotna już od dawna, pocieszała mnie Łucja.

Macierzyństwo stało się dla mnie ratunkiem. Urodziłam kolejnego syna Nikodema. Babcia Łucja wspierała mnie od świtu do zmierzchu, a ja nie mogłam jej nie odwdzięczyć. Żyłyśmy we trójkę: ja, Iwo i Nikodem, przy wsparciu staruszki.

Macierzyństwo wypełniło moje serce. Kochałam chłopców, mimo bezsenności, łez i nieustannych niepokojów.

Babciu, dlaczego moje życie jest tak trudne? pytałam czasem Łucję.

Dlaczego rozczarowanie? Jagodo, to szczęście, iż los dał ci dwoje wspaniałych synów. Będą twoją podporą, a ty będziesz ich dumą. Dzieci to skarb i radość, odpowiadała.

Lata mijały, dzieci rosły. Pewnego dnia do wioski przyjechał Andrzej w delegacji, naprawiał maszyny na farmie i zauważył mnie. Długo szukał przełamania, a ja byłam zamknięta w sobie. W końcu podszedł:

Jagodo, nie przychodzę bez powodu. Chcę cię poślubić, podarować serce i rękę, powiedział, stając przed domem.

Andrzeju, mam dwóch synów, żyję dla nich, odpowiedziałam.

Kocham dzieci, choć nie mam własnych. Może dlatego moje życie nie układało się w rodzinie. Obiecuję kochać twoich chłopców tak, jak ciebie. Proszę, uwierz mi.

Zgodziłam się i wyjechałam z Andrzejem do miasta. Z czasem pomógł mi otworzyć własny salon fryzjerski, a potem całe studio piękności. Nasze małżeństwo urosło w siłę, Andrzej przyjął Iwo i Nikodema jak własnych synów, a najmłodszy nazywał go tatusiem.

Zmieniłam się, rozkwitłam, stałam się piękną kobietą, miałam samochód i pieniądze. Niedawno nasz najstarszy syn, Iwo, wziął ślub z piękną dziewczyną. Byłam szczęśliwa, iż moja synowa mi się podoba.

Życzę wam szczęścia, moi kochani, powiedziałam podczas wesela, Niech wam wszystko dobrze się układa.

Co jakiś czas z Andrzejem odwiedzamy wioskę, przychodzimy na groby babci Łucji. Matka Halina nigdy nie podjęła ze mną kontaktu; wymazła mnie ze swojego życia.

Mimo wszystko uczę się żyć dalej, zapisując te wspomnienia w sercu, by nie zatracić siebie wśród burz i plotek.

Idź do oryginalnego materiału