Prawda, która ścisnęła wszystko w środku
Wieszając wyprane ubrania na sznurku w ogrodzie, Teresa usłyszała ciche łkanie i zerknęła przez płot. Tuż pod jej parkanem siedziała sąsiadka ośmioletnia Zuzia. Mimo iż była już w drugiej klasie, wyglądała raczej jak niepozorna sześciolatka wątła, drobna, nieśmiała.
Zuzia, znowu cię skrzywdzili? Chodź do mnie powiedziała Teresa, odchylając rozklekotaną deskę. Dziewczynka nieraz uciekała do niej, szukając schronienia.
Mama mnie wyrzuciła Powiedziała wynocha i wypchnęła za drzwi. Siedzi teraz z wujkiem Krzyśkiem i śmieją się wydukała Zuzia, ocierając łzy.
Dobrze, chodź do domu, Basia z Tomkiem jedzą właśnie obiad. Nakarmię i ciebie.
Teresa wiele razy ratowała Zuzię przed szorstką matką, która nie szczędziła jej ciężkiej ręki. Ściana sąsiadów dzieliła ich domy, dlatego Teresa mogła zabierać dziewczynkę do siebie, kiedy matka Anna była w złym humorze. Zuzia wracała dopiero wtedy, gdy Anna się uspokoiła i opadły złości.
Zuzia z zazdrością patrzyła na sąsiadów Basię i Tomka. Ciocia Teresa i jej mąż bardzo kochali swoje dzieci, nigdy ich nie ganili. W ich domu panował spokój, a relacje były ciepłe, serdeczne, pełne troski. Zuzia czuła to na własnej skórze, a zazdrość ściskała jej serce, jakby ktoś położył kamień na piersiach. Uwielbiała przebywać w ich przyjaznej atmosferze, czuła się tam bezpiecznie.
W jej domu było zakazane wszystko. Matka goniła ją po wodę, do stajni, po podwórku, rozkazywała pielić grządki, myć podłogę. Anna, samotna matka, urodziła córkę bez męża i nie polubiła jej od pierwszych chwil. Wtedy jeszcze żyła babcia matka Anny. Chorowała, ale kochała wnuczkę, mieszkały z nią pod jednym dachem. Babcia opiekowała się Zuzią, bo Anna ignorowała swoje dziecko.
Dopóki żyła babcia, Zuzia miała lepiej. Babcia zmarła, gdy dziewczynka skończyła sześć lat odtąd zaczęły się najtrudniejsze czasy. Matka pełna frustracji, uwikłana w samotność, szukała męża. Pracowała jako sprzątaczka na miejskiej bazie autobusowej, gdzie kręciło się pełno mężczyzn. niedługo wpadła jej w oko nowy kierowca Krzysztof gwałtownie się związali.
Krzysztof był po rozwodzie, miał syna, na którego płacił alimenty. Anna zaproponowała mu mieszkanie u siebie, był zachwycony miał dach nad głową, bo była żona wyrzuciła go za drzwi. Anna kulała się wokół niego, dbała tylko o Krzyśka.
Szybko dostrzegł swą korzyść w życiu u Anny, jej córeczka w ogóle mu nie przeszkadzała:
Niech się kręci pod nogami Wyrośnie, może będzie służącą myślał.
Anna poświęcała Krzysztofowi całą uwagę i troskę, a Zuzię tylko rugała i wykorzystywała. Często uderzała ją w głowę lub biła.
Nie będziesz słuchać oddam cię do domu dziecka! groziła Anna.
Zuzia nie miała sił porządnie sprzątać w stajni, za to również była karana. Siadała więc pod porzeczką przy płocie Teresy i cicho płakała. jeżeli Teresa to zobaczyła, zabierała ją do siebie. Zuzia rosła cichy, nieśmiała, nieufna.
Sąsiedzi i znajomi w małej miejscowości głośno potępiali Annę za sposób traktowania córki. Teresa nie milczała, zwracała uwagę, ale Anna puszczała plotki:
Po co słuchacie tej Teresy? Pewnie chce zabrać mi Krzyśka zmyśla, iż bijemy dziecko!
Anna i Krzysztof często imprezowali pili, krzyczeli, a Zuzia uciekała wtedy z domu, nocowała u sąsiadów. Teresa rozumiała duszę Zuzi bardziej niż ktokolwiek i żałowała jej szczerze.
Czas mijał. Zuzia świetnie się uczyła, dorastała. Po podstawówce zdała egzaminy i chciała iść do liceum medycznego w dużym mieście. Matka stanowczo rzekła:
Idziesz do pracy, już jesteś dorosła dziewucha, nie będziesz mi tu siedzieć na karku! Zuzia popłakała się, wybiegła z domu przecież tam płakać nie wolno.
Gdy opanowała łzy, poszła do Teresy, zwierzyła się jej. Dzieci Teresy już studiowały w Warszawie. Teresa tym razem nie wytrzymała. Poszła do Anny:
Aniu, jesteś bez serca! Inne matki robią wszystko dla dzieci, a ty swoją skazujesz na życie w nieszczęściu! Nie kochasz jej, ale masz obowiązek! Zuzia skończyła szkołę ze świetnymi wynikami. To twój skarb! Na starość sama będziesz do niej łazić!
A co ci do tego? Pilnuj swoich, nie mojej Zuzi! wybuchła Anna ona tylko się skarży i biega do was!
Opanuj się! Twój Krzysiek swego syna też posłał do miasta, a ty męczysz własne dziecko. Obudź się, kobieto!
Anna krzyczała, tupała, ale potem osłabła, siadła na tapczanie.
Tak, jestem surowa, biję Zuzię, ale to dla jej dobra, żeby nie powtórzyła mojego losu Niech jedzie, niech studiuje, niech tam jej będzie lepiej machnęła ręką.
Zuzia lekko dostała się do liceum medycznego. Cieszyła się jak nigdy choć wstydziła się prostego ubioru, odstawała od reszty. Na szczęście były tam też dziewczyny ze wsi, nie całkiem zamożne, więc nikt na nią nie patrzył krzywo. Do domu wracała rzadko.
Nie miała ochoty jechać do matki i Krzysztofa. Ale gdy nadchodziły wakacje, musiała pojawić się w domu, w pierwszej kolejności wstępowała do Teresy. Ta zawsze pytała, częstowała obiadem, a jej mąż dawał jej dobry przykład ciepła i opieki.
Anna zajęta była swoimi problemami Krzysztof związał się z młodszą kobietą. Anna chodziła zdenerwowana, była kłótliwa, akurat gdy Zuzia przyjechała na wakacje, nie przywitała się nawet:
Po co przyjechałaś?! Nie mamy czasu w ciebie. Pracuj, skoro masz wakacje!
Któregoś dnia Krzysztof wrócił z pracy. Zaczął zbierać swoje rzeczy.
Gdzie idziesz?! Nie pozwolę ci! wrzasnęła Anna. On spojrzał na nią złośliwie.
Rita jest w ciąży, nie zostawię jej dziecka. To tobie córka jest niepotrzebna, mnie mój syn jest najważniejszy. Nie dopuszczę, by Rita ściągnęła sobie kolejnego faceta, który skrzywdzi moje dziecko. Nie pozwolę! Twoja Zuzia nie zna matczynej czułości, jakbyś ją przygarnęła spod płotu. A mój syn od zawsze będzie znał miłość i troskę spakował się i wyszedł.
Ta odpowiedź odebrała Annie głos. Nie mogła ani krzyczeć, ani płakać. Krzysztof powiedział prawdę tę, która zamknęła jej usta, oczy, ścisnęła serce. Nie miała siły choćby westchnąć.
Zuzia słyszała wszystko. Nie pospieszyła do matki. Przypomniała sobie, jak za najmniejsze szuranie podczas odpoczynku Krzysztofa dostawała od matki klapsy i słuchanie, jak ją wyrzuca z domu. Krzysztof nigdy jej nie bronił, tylko obserwował z uśmieszkiem, czując się panem.
Na ostatnim roku szkoły Zuzia zaczęła pracę w szpitalu utrzymywała się sama. W domu bywała coraz rzadziej, matka piła, podupadła, ledwo wiązała koniec z końcem. Ze stłamszonej dziewczynki Zuzia przemieniła się w piękną, sumienną pielęgniarkę, która z oddaniem opiekowała się chorymi. Szacunek współpracowników był ogromny, mówili, iż wyrosła na dobrze wychowaną osobę, chwalili Annę za wychowanie. Zuzia jednak milczała, uśmiechała się.
Kto mnie wychował myślała wszystko zawdzięczam cioci Teresie: jej obronie i sercu, jej pomocy, zrozumieniu i temu, iż zwróciła mi zawód, który kocham
Anna coraz częściej sprowadzała do domu nieznanych kompanów. Zuzia, choć wracała do domu rzadko, za każdym razem była zszokowana widokiem matki. Anna już dawno straciła pracę. Zuzia wiedziała, iż nie ma sensu tłumaczyć czy próbować przekonywać chciała wyrzucić wszystkich przyjaciół matki, odnowić dom i zacząć nowe życie, ale Anna pogrążała się coraz bardziej.
nie popłakała się z żalu
Gdy skończyła szkołę, Zuzia wróciła do domu. Anna była sama, spojrzała złością na córkę.
Po co wróciłaś? Na długo? Nie mam nic do jedzenia, lodówka odłączona. Daj mi pieniądze, boli mnie głowa.
Zuzia poczuła gulę w gardle, ale nie pozwoliła sobie na łzy.
Nie zostanę długo Skończyłam szkołę z wyróżnieniem, jadę do miasta wojewódzkiego, będę pracować tam w szpitalu. Nie będę często przyjeżdżać, trochę pieniędzy ci prześlę. Żegnaj, mamo.
Anna chyba nie rozumiała, o czym mówi córka. Liczyła tylko na alkohol i domagała się pieniędzy.
Daj trochę, no, poprawię sobie samopoczucie. Żal ci matki? Co z ciebie za córka
Zuzia wyciągnęła z kieszeni kilkadziesiąt złotych, położyła na stole, cicho zamknęła za sobą drzwi. Stała chwilę za nimi, marząc iż matka wyjdzie, obejmie. Ale się nie doczekała. Powoli przeszła przez podwórko do Teresy.
Teresa przyjęła ją entuzjastycznie, posadziła przy stole.
Chodź, Zuziu, zjemy razem obiad mąż Teresy już siedział, czekając na córkę.
Och, zapomniałam Teresa przyniosła torbę prezent dla ciebie, za czerwony dyplom. I trochę pieniędzy na start.
Zuzia podziękowała i rozpłakała się.
Ciociu Tereso Dlaczego? Dlaczego moja matka traktuje mnie jak obcą?
Już nie płacz, Zuziu Teresa objęła ją serdecznie to już poza nami. Anna po prostu taka jest Ale ty jesteś mądra, piękna dasz sobie radę i będziesz szczęśliwa.
Zuzia wyjechała do dużego miasta, została pielęgniarką na oddziale chirurgicznym. Tam spotkała swoją miłość młody lekarz Wojciech zakochał się w niej od pierwszego spojrzenia. Niedługo później się pobrali, a przy weselnym stole obok Zuzi siedziała Teresa, promieniała szczęściem.
Anna dostawała przelewy od córki, chwaliła się koleżankom:
To ja wychowałam taką córkę, teraz przysyła mi pieniądze, dziękuje mi, wykształciłam ją. Szkoda tylko, iż na ślub mnie nie zaprosiła, wnuki mam, ale choćby zięcia nie widziałam!
Wkrótce Teresa znalazła Annę martwą w domu. Ile tam leżała nikt nie wie. Zaniepokoiła się ciszą na podwórku. Zuzia z mężem pochowali Annę, sprzedali dom. Odwiedzali Teresę z mężem od czasu do czasu, nigdy nie zapomnieli, kto tak naprawdę był ich rodziną.
















