Prezent na Nowy Rok – czyli jak tata z synkiem postanowili naprawić błąd przedszkolnej Snieżynki i sprawić uśmiech smutnemu Koledze, który nie dostał upominku na uroczystości tuż przed sylwestrem

newskey24.com 2 godzin temu

PREZENT

No, synku, opowiadaj, jak Ci minął dzień, co u Ciebie słychać?
Tata, pan Michał, który właśnie wrócił z pracy, posadził swojego pięcioletniego synka, Bartusia, obok siebie na kanapie, przeczesał mu palcami jasne włosy. Gdy mama, pani Agnieszka, przygotowywała kolację w kuchni, ojciec rozmawiał z ukochanym i jak dotąd jedynym synem. W mieszkaniu panowała przytulna atmosfera, było ciepło, a w salonie, pomiędzy cicho mruczącym telewizorem a regałem z książkami, kolorowo migotała niewielka, ale bardzo urocza choinka. Do Sylwestra pozostała równo doba.

U mnie wszystko dobrze! obwieścił dziedzic. Ale u mojego kolegi, Janka, źle.
A co się stało temu Jankowi, Twojemu koledze? dopytywał Michał. To ten Janek z sąsiedniej klatki?
Tak, on. potwierdził Bartuś.
Dziś na przedszkolnym spotkaniu nie dali mu prezentu weszła do pokoju Agnieszka, otoczona zapachem pieczonego kurczaka. Biedny chłopiec… No, myjcie ręce, chłopaki, kolacja gotowa.
Jak to nie dali? zdziwił się Michał, wstając z kanapy. Wszystkim dali, a Jankowi nie? Coś tu jest nie tak.
Tak, wszystkim dali, Jankowi nie potwierdził Bartuś, ześlizgując się za ojcem z kanapy. Pani Śnieżynka i Święty Mikołaj rozdali prezenty wszystkim, tylko jemu nie. On czekał i czekał.
Co to za Śnieżynka i Mikołaj, iż dziecko pominęli? już złościł się Michał. gwałtownie przysunął sobie krzesło i usiadł do stołu.
To nie ich wina westchnęła Agnieszka. Pewnie mama Janka zapomniała wpłacić pieniądze na prezent albo po prostu ich nie miała. Tak się zdarza. Bartuś, umyłeś ręce?
Tak, umył, razem ze mną w łazience wtrącił Michał, dzieląc złocistego kurczaka i wykładając na talerze. No dobrze, powiedzmy, nie wpłaciła za prezent. Ale przecież pani dyrektor przedszkola jak ona tam, pani Anna? Jak mogła dopuścić do takiego upokorzenia dziecka na oczach wszystkich?
Pani Anna była naszą Śnieżynką dodał Bartuś. A Mikołajem był pan woźny!
To tym bardziej! nie mógł się uspokoić Michał. Przecież mogli zorganizować jeden prezent więcej dla tego malca, a później dogadać się z rodzicami. Co za brak serca!
Wyszło, iż nie mogli westchnęła Agnieszka. Ja na ich miejscu znalazłabym sposób, żeby obdarować i tego chłopca.
A rodzice Janka? Jak mogli dopuścić, iż ich syn został bez prezentu? dociekał Michał. Nie potrafię tego zrozumieć… A Ty, synu!
Michał spojrzał na Bartka, który właśnie z zapałem obgryzał kurzą pałkę.
Mam nadzieję, iż podzieliłeś się później swoim prezentem z Jankiem?
Chłopiec rzucił ojcu pełne wyrzutu spojrzenie.
Tak, tato, chciałem. I jeszcze Szymek, Zosia, Alek, kilka osób ale Janek nie chciał od nikogo nic brać.
A to dumny! zdziwił się Michał. Pewnie choćby nie płakał po tym wszystkim?
Nie wiem… Nie widziałem szczerze wyznał Bartuś.
Co za chłopak… podsumował Michał. Takie rzeczy nie powinny się mu zdarzać.
Tak, Janka naprawdę szkoda przyznała Agnieszka. Musiało mu być bardzo przykro.
Proponuję naprawić tę niesprawiedliwość! nagle zdecydowanie oznajmił Michał. Zafalował mu rumieniec na policzkach, a oczy zabłysły.
Ale jak? zapytała Agnieszka, wycierając usta serwetką. Bartuś też spojrzał na ojca wyczekująco.
Tak! odparł tajemniczo Michał. Kto z Was wie, gdzie mieszka ten Janek? Bartku, Ty wiesz?
Nie, potrząsnął głową Bartuś. Nigdy u niego nie byłem. Tylko na podwórku i w przedszkolu się spotykamy.
E, może się dowiem powiedziała po chwili Agnieszka. Mam koleżankę, która zna prawie wszystkich w naszym bloku. Zaraz zadzwonię. Ale po co?
Zadzwoń. I od razu. nalegał Michał.
Dobrze, zgodziła się Agnieszka. Ale sami posprzątacie i pozmywacie!
W trzydziestce piątce mieszkają, nazwisko Wysocka wróciła za chwilę Agnieszka z informacją. Mamę chłopca znałam pani Basia. Ojca nie ma, a może był i odszedł. Teraz mieszkają we dwójkę.
Skąd takie szczegóły? zaśmiał się Michał.
Moja Kaśka wszystko w tym bloku wie! uśmiechnęła się Agnieszka. Zasiada w radzie mieszkańców, więc wszelkie newsy trafiają do niej.
To wszystko jasne podsumował Michał. Bartku, zjadłeś już cały prezent?
Jeszcze nie westchnął chłopiec. Mama mówiła, iż za dużo słodyczy to niezdrowe.
Ma rację pochwalił ojciec. Masz w całości woreczek od prezentu?
Mam, otworzyłem go ostrożnie.
Świetnie znowu przeczesał mu włosy Michał. Przełożysz swoje słodycze do innego woreczka, a ten oddasz mi?
Po co? zaniepokoił się Bartuś, ale poszedł i wrócił z kolorowym pakunkiem, odchudzonym o połowę. Wysypał zawartość na stół cukierki, czekoladki, herbatniki w błyszczących papierkach.
Mama w milczeniu obserwowała zamieszanie, aż w końcu odezwała się:
Rozumiem, moi panowie, chcecie sprawić Jankowi prezent? A kiedy? Kto mu go przyniesie?
Najlepiej dziś zdecydował Michał. Bartku, Ty jak myślisz?
Jasne, dziś! rozpromienił się chłopiec. Dam mu trochę swoich cukierków?
Jak nie żal ci ich, to świetnie uśmiechnął się Michał.
Idziemy razem do niego? spytał Bartuś, odkładając część słodyczy do woreczka.
Przecież już próbowałeś go częstować, a nie chciał… Dumny chłopak. Zróbmy to inaczej.
Zniknął w pokoju, po chwili wrócił jako Święty Mikołaj! Prawdziwy w białych polskich filcowych kapciach, czerwonym żupanie z białym futrem i złotymi wzorami, czapce, z dużą białą brodą, laską i czerwonym workiem na prezenty. Worek był jednak pusty.
Bartuś patrzył na tatę z szeroko otwartymi oczami:
Tato, to Ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
Tak, przyznał Michał. Przepraszam, iż dopiero teraz Ci powiedziałem. W pracy mnie kiedyś poprosili, żebym był Mikołajem na Sylwestra. Udało się, wszystkim się podobało, i już od trzech lat jestem służbowym Mikołajem. I dla Was też! Podobał Ci się zeszłoroczny Mikołaj?
Bardzo! pochwalił tata Bartuś. Fajnie mieć własnego Mikołaja!
Przytulił się mocno do taty.
Agnieszka dorzuciła jeszcze trochę słodyczy, zawiązała wstążkę wokół pakunku, Michał schował go do worka na prezenty.
Poprawiając brodę powiedział:
No, zgodzicie się, żebym odwiedził poszkodowanego Janka?
Neeee! odpowiedzieli chórem mama z synkiem.
Mogę pójść z Tobą do Janka, tato?
Zamiast Śnieżynki, tak? uśmiechnął się Michał.
Jako zajączek! zaśmiał się Bartuś i pobiegł do swojego pokoju. Rodzice roześmiali się, widząc synka w kostiumie zająca, w którym dziś był w przedszkolu. Biały kombinezon, odstające uszy na głowie, puszysty ogonek z tyłu i maska z wąsikami.
Zakładaj kurtkę, Zajączku, choć zima na dworze! zażartował tata.
I obaj ruszyli do wyjścia. Agnieszka o mało nie parsknęła śmiechem, widząc, jak malutki zajączek z workiem ciągnie po podłodze tuż obok wielkiego Mikołaja.
Po dziesięciu minutach do domu wrócił Michał, ewidentnie zakłopotany.
A gdzie Bartuś? zaniepokoiła się Agnieszka.
Spokojnie, wszystko w porządku, został u Janka, bawią się. Za pół godziny go odbiorę wyjaśnił Michał, ocierając spocone czoło watą brody.
Wpadł na kanapę jeszcze w stroju Mikołaja i mruknął:
Ale sprawa!
Opowiedział żonie, co się wydarzyło. Okazało się, iż byli szóstymi już tego wieczoru, którzy przynieśli Jankowi świąteczny prezent! Przed nimi wyszła z mieszkania sama dyrektorka, pani Anna, już bez stroju Śnieżynki.
Jak ona przepraszała Janka i jego mamę, tłumaczyła się, iż to wszystko przez pomyłkę z prezentem, żegnając się… relacjonował Michał, zdejmując płaszcz i brodę. Wyobrażasz sobie, ktoś nagrał całe wydarzenie na telefon i wrzucił na nasz portal miejski. Po paru godzinach były już tysiące odsłon i mocne komentarze!
Naprawdę? zdziwiła się Agnieszka. Muszę to sprawdzić.
Ale to nie najważniejsze powiedział Michał. Po prostu mama Janka wpłaciła pieniądze odrobinę za późno
W pewnym sensie sama sobie winna wtrąciła Agnieszka. Ale przecież kobieta sama wychowuje syna, z kasą bywa krucho. Przedszkole mogło pokombinować z prezentem.
A w przedszkolu w ogóle nie dyskutowali, tylko wykreślili Janka z listy upominków wciąż nie mógł uspokoić się Michał. Niewinny chłopiec został zraniony.
Szkoda, iż nie jestem szefową tej pani Anny! żałowała Agnieszka. Zwolnić trzeba takich nieczułych kierowników!
Może zwolnią przytaknął Michał. A może zrozumie swój błąd i poprawi się Chociaż kto pracuje z dziećmi, powinien mieć serce.
Zamyślił się, gładząc brodę i podniósł wzrok na Agnieszkę:
Jeszcze jedno wpadł choćby ojciec Janka! Przyniósł prezenty i przepraszał, był bliski płaczu
Serio? ucieszyła się Agnieszka.
W tej chwili rozległ się dzwonek. Agnieszka poszła otworzyć. Wrócił Bartuś.
Dlaczego sam wróciłeś? zaskoczył się Michał. Przecież miałem odebrać Cię
Co ja, mały jestem? oburzył się Bartuś. I nudno się zrobiło.
Czemu? spytał tata.
Bo pani Janka z panem najpierw się kłócili, potem płakali. My z Jankiem z pokoju poszliśmy do nich do kuchni, a oni już się przytulali. A jak Janek do nich dołączył wszyscy troje objęci i znowu płaczą. Jacyś dziwni! choćby nie zauważyli, jak wyszedłem
Michał z Agnieszką spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem.
No dobra, kochani, robimy herbatę uśmiechnęła się Agnieszka. Potem, kto nie zaśnie, czeka na Nowy Rok. Niech będzie dla wszystkich szczęśliwy!
Oby! zawtórował Bartuś.

Idź do oryginalnego materiału