PREZENT
No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, co tam u ciebie?
Janusz wrócił z pracy, podniósł pięcioletniego Antosia i posadził go obok siebie na kanapie, przeczesał mu jasne włosy. Mama Weronika właśnie krzątała się w kuchni, gotując kolację, a tata rozmawiał z jedynym, ukochanym synkiem. W domu było ciepło i przytulnie, w salonie, między telewizorem a regałem, mieniła się kolorowymi lampkami niewielka, ale bardzo ładnie ubrana choinka. Do Sylwestra został dokładnie jeden dzień.
Wszystko dobrze! oznajmił Antoś. Ale mój kolega Bartek kiepsko się dziś czuje.
A co się stało temu Bartkowi? zapytał Janusz. Ten Bartek, co z klatki obok, tak?
Tak, to on, przytaknął chłopiec.
Na przedszkolnym spotkaniu świątecznym nie dostał prezentu, dorzuciła Weronika, wychylając się z kuchni w zapachu pieczonego kurczaka. Bidny chłopiec No, ręce umyte i siadać do stołu, panowie, bo obiad gotowy!
Jak to nie dostał? zdziwił się Janusz, wstając z kanapy. Wszyscy dostali, tylko Bartkowi nie dali? Coś tu się nie zgadza.
Tak, wszyscy dostali, a Bartkowi nie potwierdził Antoś, zeskakując z kanapy za tatą. Pani Mikołajowa i Święty Mikołaj każdemu wręczyli prezenty, a jemu nie. On cały czas czekał.
Co to za Święty Mikołaj z panią Mikołajową, co dziecko potrafią pominąć? zdenerwował się Janusz. Przysunął krzesło i usiadł przy stole.
Ale nie o nich chodzi, wzruszyła ramionami Weronika. Pewnie mama Bartka zapomniała opłacić składkę na prezent, albo po prostu nie miała. Tak się zdarza. Antoś, ręce umyłeś?
Tak, razem z tatą byliśmy w łazience, potwierdził Janusz, krojąc kurczaka i nakładając go na talerze. Załóżmy, składki nie wpłacono. Ale jak pani dyrektorka przedszkola jak ona się nazywa? Pani Anna? Jak mogła pozwolić na to, żeby na oczach wszystkich Święty Mikołaj pominął Bartka przy prezentach?
Nasza pani Anna była właśnie Mikołajową, z dumą oznajmił Antoś. A Święty Mikołaj to nasz woźny!
Tym bardziej! nie mógł uspokoić się Janusz. Przecież mogli jakoś znaleźć jeden dodatkowy prezent, żeby ten chłopak nie został pominięty! Potem rodzic by dopłacił. Co za bezduszność…
Wygląda na to, iż nie mogli, westchnęła Weronika. Gdybym to ja decydowała, na pewno znalazłabym sposób, żeby chłopiec dostał swój prezent.
A sami rodzice Bartka? Jak mogli dopuścić, żeby ich dziecko zostało bez upominku? nie popuszczał Janusz. Nie rozumiem A ty, Antoś?
Janusz zwrócił się do Antosia, który właśnie zajadał kurczaczą nóżkę.
Podzieliłeś się potem swoim prezentem z Bartkiem?
Chłopiec spojrzał z wyrzutem na tatę.
Chciałem, tato. I jeszcze Szymek, Kasia, Alan, jeszcze ktoś. Ale Bartek u nikogo nie chciał nic przyjąć.
Patrzcie, jaki dumny, zdziwił się Janusz. Tylko nie mów, iż nie płakał?
Nie wiem Nie widziałem, szczerze powiedział Antoś.
Niezły chłopak! pochwalił Janusz. Nie zasłużył na takie traktowanie.
Szkoda mi Bartka, współczująco komentowała Weronika. Musiało mu być bardzo przykro.
Więc mam pomysł, by naprawić sprawiedliwość! nagle oznajmił Janusz z błyskiem w oku i czerwonymi policzkami.
I co wymyśliłeś? dopytywała Weronika, przecierając usta serwetką. Antoś też spojrzał wyczekująco.
A tak! odpowiedział tajemniczo. Kto z was wie, gdzie Bartek mieszka? Antoś, wiesz?
Nie, pokręcił głową. U niego w domu nie byłem, tylko na podwórku i w przedszkolu.
No, może uda mi się dowiedzieć, powiedziała Weronika po chwili. Mam znajomą, co zna niemal wszystkich w tym bloku. Zaraz zadzwonię i się spytam. Ale po co?
Spytaj i to teraz, proszę, poprosił Janusz.
Dobrze, ale wtedy sami sprzątacie ze stołu i zmywacie!
Mieszkają w trzydziestce piątce, nazywają się Świtkowscy. Mama Julia, tata nie mieszka. Był, ale odszedł. Nie wiadomo, sam odszedł czy żona go wygoniła. Mieszkają tylko we dwójkę, mama i syn, oznajmiła Weronika po kilku minutach.
Skąd tyle wiadomo? uśmiechnął się Janusz.
Moja znajoma Aneta, wszystko wie. Siedzi we wspólnocie, to docierają do niej wszystkie plotki z domu, wyjaśniła Weronika.
No to już jasne, podsumował Janusz. Antoś, cały prezent już zjadłeś?
Jeszcze nie, mama mówiła, iż za dużo słodyczy nie wolno, westchnął chłopiec.
Słusznie, przyznał tata. Ale torba po prezencie została?
Tak, rozpakowałem ostrożnie, potwierdził Antoś.
To świetnie, znów pogładził go tata. Przełóż resztę słodyczy do czegoś innego i daj mi swoją torbę.
Po co? dopytywał Antoś, wyczuwając coś, ale od razu pobiegł do pokoju i wrócił z kolorową torbą, wyraźnie lżejszą. Wysypał resztę słodyczy na stół, rozsypały się cukierki i ciasteczka w błyszczących opakowaniach.
Weronika, chwilę obserwując zamieszanie, odezwała się:
Czyli, moi panowie, chcecie sprawić Bartkowi prezent? Ale kiedy i kto go przekaże?
Najlepiej zrobić to dzisiaj! powiedział Janusz. Antoś, co ty na to?
Jasne, dziś! ucieszył się chłopiec. Dam mu trochę moich słodyczy?
Jak nie żałujesz, to bardzo ładnie, uśmiechnął się tata.
A pójdę z tobą, co? pyta Antoś, upychając kilka słodyczy do torby.
Wiesz, dziś już mu coś dawałeś, ale nie chciał wziąć tata się zamyślił. To zróbmy inaczej…
Janusz poszedł do pokoju i po chwili wrócił jako Święty Mikołaj! Autentyczny w białych filcowych butach, czerwonym płaszczu obszytym futrem, w czapce, z wielką białą brodą i laską w jednej ręce, z czerwonym workiem na prezenty w drugiej. Tyle iż worek był pusty.
Antoś patrzył z niedowierzaniem, aż spytał:
Tato, czy to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I jeszcze wcześniej?
No tak, uśmiechnął się Janusz. Przepraszam, iż dopiero teraz ci mówię. Pewnego razu szef w pracy zaproponował mi, żebym był Mikołajem na firmowej imprezie. Spodobało się, więc już trzeci rok jestem “etatowym” Mikołajem, gratulując i wam, i całej rodzinie. Podobał ci się zeszłoroczny Mikołaj?
Bardzo! pochwalił tata. Fajnie, iż mamy własnego Mikołaja!
Przytulił się do taty.
Weronika dorzuciła jeszcze kilka cukierków, starannie zawiązała kokardę na torbie, Janusz wsadził całość do worka. Poprawił brodę i zapytał:
Tak więc, mogę odwiedzić Bartka z prezentem?
Jasne! mama i syn zawołali jednym głosem.
Antoś zapytał:
A mogę iść z tobą do Bartka, tato?
Co, zamiast pani Mikołajowej? żartował tata.
Zajączkiem! wyskoczył Antoś i pobiegł do swojego pokoju. Zaraz wrócił w kombinezonie białego zająca z długimi uszami na głowie i ogonkiem-pomponem. Na twarzy miał kartonową maskę z oczkami i domalowanymi wąsikami.
No dobra, idziemy, oby Bartek cię tak nie rozpoznał, zgodził się tata. Ale załóż jeszcze kurtkę, chociaż jesteś zającem, zima jest!
I wyszli z domu. Weronika z trudem powstrzymywała śmiech, patrząc, jak przy wysokim Mikołaju przemyka mały zajączek w kurtce, z workiem pełnym słodyczy. Antoś ciągnął go prawie po ziemi.
Około dziesięciu minut później wrócił do domu sam Janusz, wyraźnie zaskoczony.
A gdzie Antoś? zaniepokoiła się Weronika.
Spokojnie, wszystko gra, został u Bartka bawią się razem. Za pół godzinki go odbiorę, oznajmił Janusz, wycierając spoconą twarz przez watową brodę. W stroju Mikołaja usiadł na kanapie i opowiedział, co się stało u Bartka.
Okazało się, iż tego wieczoru oni z Antosiem byli już szóstymi osobami, które przyniosły prezenty Bartkowi! I pewnie nie ostatnimi. Przed nimi była sama dyrektorka przedszkola pani Anna, jednak bez stroju Mikołajowej.
Ale się tam nasłodziła! Przepraszała Bartka i jego mamę, iż tak wyszło z prezentem Okazuje się, ktoś nagrał całą sytuację na spotkaniu i wrzucił do internetu na naszym miejskim portalu. Po kilku godzinach filmik miał tysiące wyświetleń, a komentarze ech!
Serio? zadziwiła się Weronika. Muszę zobaczyć.
Ale najważniejsze jest to, powiedział Janusz iż mama Bartka tylko trochę spóźniła się z wpłatą na prezent…
Z jednej strony to jej błąd, przerwała rozważnie Weronika. Ale mieszka sama, nie zawsze ma pieniądze. Przedszkole mogło coś wymyślić.
No właśnie, a przedszkole nie próbowało rozwiązać sprawy, tylko po prostu wykreślili jej syna z listy obdarowywanych nie mógł się uspokoić Janusz. Przez to niewinny chłopak został skrzywdzony.
Gdybym była szefową tej pani Anny, westchnęła Weronika. Powinni zwolnić taką osobę…
Może zwolnią, zgodził się Janusz. Albo zrozumie swój błąd Ale ci, co pracują z dziećmi, powinni mieć serce.
Po chwili zamyślenia podsumował:
Wiesz, Julia, mama Bartka, choćby tata Bartka wrócił! Z prezentem, ze skruszoną miną, prawie się rozpłakał…
Nie mów! Weronika mocno się ucieszyła.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Okazało się, iż to wrócił Antoś.
Czemu przybyłeś sam? zdziwił się Janusz. Przecież miałem przyjść po ciebie
Jestem już duży, nie? obruszył się Antoś. I już mi tam było nudno.
Dlaczego? spytał tata.
Bo Bartka rodzice pokłócili się, potem płakali. Ja z Bartkiem poszliśmy do kuchni, a oni się już przytulali. Kiedy Bartek do nich podszedł, wszyscy się przytulali i znowu płakali. Jacyś dziwni! choćby nie zauważyli, iż wyszedłem
Janusz i Weronika spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem.
No dobrze, moi drodzy, chodźmy na herbatę powiedziała Weronika. A potem, kto nie zaśnie, razem powitamy Nowy Rok. Niech będzie dla wszystkich szczęśliwy!
Niech będzie! zgodził się Antoś z zadowoleniem.








