Przedszkolakom zakaże się ekranów. MEN mówi jedno, robi zupełnie co innego

mamadu.pl 2 godzin temu
W przedszkolach ma obowiązywać odgórny zakaz ekranów, choć jeszcze niedawno MEN inwestowało miliony złotych w cyfryzację placówek. Ministerstwo tłumaczy decyzję troską o rozwój dzieci i powołuje się na badania dotyczące negatywnego wpływu czasu ekranowego. Rodzice i nauczyciele pytają jednak, czy to realna zmiana, czy tylko kolejna sprzeczna deklaracja.


W przedszkolach będzie odgórny zakaz ekranów


Dzieci w wieku przedszkolnym to grupa, która powinna rozwijać się przede wszystkim poprzez zabawę oraz zajęcia aktywizujące. Kiedy Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiadało wprowadzenie nowej podstawy programowej w przedszkolach, wielu nauczycieli było oburzonych tym, iż kilkulatki miałyby być zmuszane do siedzenia przy stolikach, wykonywania ćwiczeń manualnych przygotowujących do pisania oraz nauki literek, tak aby już na starcie szkoły podstawowej wszystkie potrafiły czytać.

Pedagodzy zwracali uwagę, iż tych umiejętności można uczyć dzieci bez ślęczenia nad książkami – poprzez ruch, aktywność i kreatywne zabawy – i to właśnie na tym powinna opierać się edukacja przedszkolna.

Teraz MEN zdecydowało się na kolejny projekt, który ma wejść do przedszkoli już niebawem. Przez kilka, a choćby kilkanaście ostatnich lat systematycznie inwestowano w nowoczesne technologie: placówki otrzymywały dotacje na sprzęt cyfrowy, nauczycielom przyznawano bony na laptopy, a sale wyposażano w projektory, ekrany i inne nowoczesne pomoce dydaktyczne.

W ostatnim czasie obserwujemy jednak wyraźny zwrot w przeciwnym kierunku. Coraz częściej przywoływane są badania dotyczące negatywnych skutków nadmiernego czasu ekranowego, a eksperci ostrzegają przed wykorzystywaniem urządzeń cyfrowych w edukacji najmłodszych, wskazując na ich niekorzystny wpływ na rozwój mózgu i sposób przyswajania wiedzy. MEN zdecydował więc, iż zakaz ekranów obejmie również przedszkola.

Już jakiś czas temu mówiła o tym Katarzyna Lubnauer, która oficjalnie ogłosiła start programu "Przedszkole bez ekranów". Równolegle jednak szkoły i przedszkola w mediach społecznościowych chwalą się zakupami sprzętu sfinansowanego z dotacji programu "Cyfrowy uczeń". W tych działaniach, prowadzonych jednocześnie, trudno nie dostrzec pewnej sprzeczności, a choćby hipokryzji.

Jak znaleźć złoty środek?


Z jednej strony MEN głośno podkreśla, iż ekrany są zagrożeniem, a dzieci w przedszkolach powinny bawić się i uczyć wyłącznie w sposób analogowy. Pojawiają się głosy, iż bajek, gier i filmów z YouTube'a i tak nie brakuje w domach, bo rodzice nie zawsze dbają o higienę cyfrową i nie zawsze mają świadomość skutków nadmiaru technologii.

Z drugiej strony, podczas dyżurów w ferie czy wakacje, kilkulatki w placówkach i tak oglądają animacje, bo nauczycielki nie mają zorganizowanego programu zajęć na czas przerw. W rozmowie z "Newsweekiem" mama 5-latka z Warszawy komentuje to następująco:

– Przedszkolanki twierdzą, iż tylko programy edukacyjne i iż bardzo rzadko. Moim zdaniem jednak kilka razy w tygodniu [...] Program nauki w przedszkolu jest jawny, ale używanie technologii już nie. Nic nie wiem z wyprzedzeniem, to od dziecka się dowiaduję, iż coś oglądali. Martwi mnie, iż nie wiem dokładnie, co i jak długo.

Rodzice przyznają, iż choćby jeżeli w domu rygorystycznie pilnują limitów czasu ekranowego, zdarza się, iż w przedszkolu dzieciom pozwala się oglądać bajki. Nikt nie wie dokładnie, ile minut – a czasem godzin – kilkulatki spędzają przed ekranem. Zdarza się jednak, iż wracają do domu zmęczone, rozdrażnione i przebodźcowane, co może świadczyć o negatywnym wpływie ekranów na ich samopoczucie i zachowanie.

Eksperci zwracają uwagę, iż im wcześniej dzieci otrzymują swobodny dostęp do urządzeń cyfrowych, tym trudniej w późniejszych latach wyegzekwować rozsądne ograniczenia korzystania ze telefona czy komputera. Często prowadzi to do uzależnień – również od mediów społecznościowych – a stąd już prosta droga do problemów zdrowotnych, osłabienia kondycji psychicznej, kryzysów psychicznych i chorób.

Zbierając te obserwacje, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) już kilka lat temu alarmowała w tej sprawie. Rekomendowała rygorystyczne limity czasu ekranowego dla małych dzieci, a w przypadku dzieci do drugiego roku życia całkowity zakaz kontaktu z technologią. MEN próbuje nadążyć za tymi zaleceniami, stąd zapowiedzi zakazu ekranów w przedszkolach i powrotu do analogowych form zabawy i nauki.

Edukacja o higienie cyfrowej to podstawa


Trzeba jednak jasno powiedzieć, iż żyjemy w świecie, w którym technologii nie da się całkowicie wyeliminować. Całkowite zakazy budzą wątpliwości także dlatego, iż nauczyciele i tak muszą prowadzić dokumentację czy obserwacje rozwojowe dzieci na komputerach. Tu traktuje się ich tak, jakby w rpacy z dziecmi nic nie robili, tylko sadzali je przed ekranami w salach dla świętego spokoju.

Obecność sprzętu w sali przedszkolnej nie oznacza automatycznie, iż jest on wykorzystywany w pracy z dziećmi. Czy w takich przypadkach ekrany również będą zakazane? Znacznie lepszym rozwiązaniem wydaje się edukacja cyfrowa od najmłodszych lat: uczenie zasad higieny cyfrowej i tłumaczenie, iż nadmiar technologii może przynosić negatywne skutki.

Wypieranie faktu, iż technologie są obecne i często bywają realnym ułatwieniem, oraz izolowanie od nich dzieci, może w dłuższej perspektywie przynieść więcej szkody niż pożytku. We wspomnianym artykule "Newsweeka" wypowiada się również dr Aleksandra Lewandowska, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, która mówi wprost:

– Całkowity zakaz? To się nie uda. Ekrany są częścią naszego życia i tak już będzie.

Nowa podstawa programowa dla przedszkoli, w której pojawia się zapis dotyczący ekranów, ma planowo zacząć obowiązywać od września 2026 roku, jeżeli rozporządzenie uzyska pozytywne opinie w konsultacjach społecznych. MEN zapowiada jej wdrażanie w podobnym trybie jak reformy dotyczące szkół.

Ministerstwo Edukacji Narodowej najpierw inwestuje setki milionów złotych w cyfryzację przedszkoli, żeby teraz zapowiadać niemal całkowity zakaz korzystania z ekranów. Ta niespójność rodzi pytania nie tylko o sens takich decyzji, ale przede wszystkim o ich wykonalność.

Specjaliści podkreślają, iż technologia stała się nieodłącznym elementem codzienności i edukacji, a próby całkowitego jej wyeliminowania mogą okazać się ideologicznym bełkotem. Być może zamiast kolejnych zakazów potrzebujemy wreszcie uczciwej, konsekwentnej polityki, która nie udaje, iż ekrany znikną, tylko pokaże, jak korzystać z nich mądrze i z umiarem.

Źródło: newsweek.pl


Idź do oryginalnego materiału