12 listopada 2025
Dziś znowu odwiedziłem Babcię Zofię, znaną w naszej okolicy jako baba Żaneta. Dom jej przy ulicy Kwiatowej w Łodzi był zawsze pełen zapachów suszonych ziół i szeleszczących kart. Kiedy wszedłem, zobaczyłem, jak wpatruje się w mnie swoimi czarnymi jak węgiel oczami i rozkłada talię kart na starym stole.
Co tam, młodzieńcze? rzuciła wesoło, nie przerywając układania kart. Co cię tak trapi, iż przychodzisz po prognozy?
Usiadłem na krześle, czując, jak zimny dreszcz przebiega po plecach. Spojrzałem w jej oczy, które były głębokie niczym noc nad Wisłą.
Przypomina mi się moja babcia, Jadwiga, co miała szyję i klatkę piersiową niczym łabędź. Była mądra, choć skończyła dopiero cztery klasy, bo wojna wstrzymała jej naukę. Tęskniłam za jej radą pomyślałem.
Babcia Zofia nagle zamilkła, po czym podniosła głos:
A jak byłaś kiedyś dziewczyną ognistą, jak nasza Zosia z Podkarpacia! Ludzie się przed nią bali, bo potrafiła wymierzyć spojrzeniem każdego nieśmiało. Ale i ona, choć zamężna, potrafiła rzucić okiem, który od razu sprawił, iż mąż znikał w popłochu. A twój dziadek? roześmiała się, ocierając ręką potargane włosy. On zawsze wierny był, a patrzenie na chłopaków to tylko zabawa.
Zapytałem, czy zna moją babcię. Babcia Zofia rozbawiła się, mówiąc, iż były jak nitka z igłą zawsze razem, zawsze w krzakach młodzieńczych figlów. Jej oczy zabłysły jak iskierki.
A wiesz, kto mnie nauczył czytać karty? spytała, przyciskając spojrzenie.
To nie babcia Nura? odparłem, podnosząc brew.
Tak! potwierdziła z dumą.
Zaczęła przesuwać palcami po wachlarzu kart, a ja patrzyłem, jak rozkłada je przed sobą. Na pierwszy rzut oka to tylko kartki, ale Nura potrafi spojrzeć i od razu zobaczyć, co było i co będzie mówiła, a ja poczułem, iż sama mądrość zaczyna mi się wdzierać w serce.
Z uśmiechem pośmiała się, gdy zobaczyła moje włosy splecione w siwe kosmyki, niczym rogi kozy.
Nie śmiej się, chłopcze! zadrwiła, a ja poczułem, iż jej spojrzenie przybija mnie jak kolczasty sztylet.
Wtedy podeszła do mnie i, łagodząc ton, rzekła:
Nie gniewaj się, żartowałam! Przebacz, iż się rozśmieszyłam.
Z westchnieniem przyznała, iż nie każdy wierzy w magię, ale iż warto pamiętać: Nie przejdziesz obok przeznaczenia z koniem w zębach!.
Zapytałem, czy mam już wybranego mężczyznę, którego będę mogła wybrać. Babcia Zofia przyznała się, iż widzi we mnie wiele pytań i obiecała, iż jeżeli chcę, może dowiedzieć się, co przyniesie przyszłość.
Co, piękna? Chcesz zajrzeć w przyszłość? uśmiechnęła się, zdradzając, iż w jej starożytnych kartach nie ma granic. Złotymi kartami królami, damami i waletami zaczęła wyciągać swoje przewidywania.
Zobaczyłem w kartach młodą dziewczynę, Irkę, która drży przed wyjściem na drogę. Babcia Zofia wskazała na króla w czerwonym stroju i rzekła:
To twój przyszły mąż, ale będzie uparty jak osioł. Nie wchodź w jego sprawy, bo skończysz płakać.
Potem podała mi inną kartę, krzyż, i twierdziła:
Ten mężczyzna będzie spokojny, ale nie przyjdzie od razu. Cierpliwość to twój sprzymierzeniec.
Zanim wyszła, podzieliła się z mną ciastem z jajkiem i koperkiem, które piecze zawsze, gdy goście przychodzą. Nie pobierała za to żadnych pieniędzy, ale chętnie przyjmowała drobne kilka złotych, które wystarczyły na kawę i bułkę.
Po powrocie do domu, położyłem się przy stole, wciąż trzymając w ręku jedną z kart. Zastanawiałem się, czy naprawdę mogę przewidzieć swój los. Głos babci Zofii rozbrzmiał w pamięci:
Przyjdź jutro, jeżeli jeszcze się nie poddałaś! Nauczę cię, co z tego wynika.
Czas mijał nieubłaganie, a ja wciąż wspominałem dzieciństwo, kiedy biegałem po podwórkach Krakowa, skakałem przez skakankę, puszczałem latawce nad Wisłą i kończyłem szkołę podstawową z samymi piątkami. Po powrocie do domu zobaczyłem matkę płaczącą przy otwartym liście od ciotki Neli, w którym prosiła mnie o przyjazd na wieś.
Ojciec zawsze powtarzał: Mamy dom, kury, gęsi, krowę i rzekę pod domem! Co nam tu brak? Matka natomiast lamentowała, iż nie widziała kwitnących jabłoni i nie smakowała wiśni. Ich oczy błyszczały, gdy patrzyły na mnie, prosząc o powrót do Polski.
Kiedy nadszedł pierwszy wrzesień, cała szkoła patrzyła na nas, dziewczyny, w pięknych sukniach i kokardach. Na lekcji poznaliśmy Verę dziewczynę o imieniu Wioletta, z którą zawiązała się przyjaźń, a później całe życie. W przedszkolu, podczas przerwy, chłopiec o imieniu Tomek wziął gitarę i zaśpiewał tak smutną melodię, iż serce moje drżało jak fale Bałtyku.
Tomek, który miał zgrabne policzki i włosy w kędzierzawkach, stał się bohaterem naszej klasy, ale ja przysięgałem sobie, iż nie poddam się jego urokom. Również Antek, chłopak o oczach jak złote liście, przyciągał uwagę, ale byłem ostrożny, bo wiedziałem, iż nie każdy urok prowadzi do szczęścia.
Jesienią przyszła zima, a my szykowaliśmy się do balu maskowego w szkole. Zosia i ja wybraliśmy stroje w stylu Larii i Olgi. Nasze włosy upięto w złote loki, a cała sala zamieniła się w krainę baśni, w której Królowa Jadwiga, Książę Jan i Baba Jaga tańczyli razem. W pewnym momencie podszedł do mnie Antek i zapytał:
Wiole, zatańczysz ze mną?
Zgodziłem się, a nasz taniec wypełnił się uczuciem niczym lot wiatru nad Tatrą. Ten moment zostanie ze mną na zawsze.
Po balu wróciła do mnie myśl o Verze, jej pierwszym pocałunku i słowach: Kocham cię, Irkusia! W noc po balu, wróciłem do domu i zapytałem karty, co przyniesie jutro. Karty ukazały królową pik, której zimny wzrok przeszył mnie jak mróz w górach. Przewidziały smutek, ale i nadzieję. Rano, kiedy zobaczyłem Antekowe oczy, zrozumiałem, iż lęk zniknął.
W kolejnych latach przyjść do mnie w szkole nowa praktykantka Pani Marta, o kręconych czarnych włosach i dużych oczach. Jej lekcje były pełne pasji, a my, uczniowie, podziwialiśmy ją niczym gwiazdę na niebie.
Kilka miesięcy później, po wielu nieudanych spotkaniach z Tomkiem, wreszcie udało mi się zobaczyć go z nową dziewczyną, Nadią. Ich spojrzenia spotkały się, a ja poczułem, iż los znalazł dla nas obu swoje miejsce.
Babcia Zofia, kiedyś odeszła, zostawiła po sobie jedynie wspomnienia i talie kart, które spaliłem, bo rozpoznałem w nich pułapki ciemności. Po tym, jak przestałem ich używać, życie stało się lżejsze.
Dziś, mając ponad sześćdziesiąt lat, mogę powiedzieć, iż los nie potrzebuje kart, a jedynie serca gotowego przyjąć prawdę. Nauczyłem się, iż szukanie odpowiedzi w prognozach jest jak gonienie za cieniem nie przynosi nic, poza zmęczeniem. Najważniejsze jest żyć tu i teraz, cieszyć się prostymi chwilami przy herbacie i zrozumieć, iż każdy dzień to dar, który możemy przyjąć z pokorą.
**Lekcja:** Nie szukaj odpowiedzi w kartach, ale w swoim własnym sercu, bo to ono prowadzi do prawdziwego spokoju.









![Kultura nie uratuje życia, ale może je ubarwić. Zuzanna Stańska Superbohaterką "WO" [RELACJA Z GALI]](https://bi.im-g.pl/im/ec/26/1f/z32665580IH,Zuzanna-Stanska.jpg)

