Przerwa świąteczna z dziećmi. "Modlę się, by córka poszła do szkoły. Mam dość"

gazeta.pl 2 godzin temu
- Może to okrutne, ale nie mogę się doczekać, kiedy ich do tych placówek odwiozę. Wreszcie złapię oddech. Bo póki co żyję jak chomik w kołowrotku - opowiada nasza czytelniczka, która ma dość tak długiej przerwy świątecznej.Dzieci kochają przerwę świąteczną. Zero budzika, zero lekcji, zero obowiązków. Najlepiej, żeby nigdy się nie skończyła. Rodzice mają to samo zdanie? Cóż, wielu odlicza dni, godziny, a czasem choćby minuty do momentu, gdy wszystko wreszcie wróci do normy. Faktem jest, iż coraz częściej matki czy ojcowie przestają lukrować rzeczywistość i mówią wprost, iż wolne od szkoły potrafi dać w kość.
REKLAMA




Rodzice na ostatnich oparach Patrząc z perspektywy dzieci, przerwa świąteczna jest jak wakacje. Jednak wielu rodziców nie mogło sobie pozwolić na urlop tak długi, jak szkolne wolne, które w tym roku trwa aż 18 dni. Funkcjonują w trybie ciągłej gotowości - animator czasu wolnego, kucharz, mediator w kłótniach i kierownik logistyki w jednym. - Święta świętami, ale ile można. W tym roku to z wolnym naprawdę przesadzili. Te dni dyrektorskie, zblokowane wolne i zaraz ferie. Jest trudno - mówi pani Elwira, mama 8-letniej córki, która pracuje zdanie. - W domu jedno dziecko, ale momentami czuję się, jakbym prowadziła hotel z pełnym serwisem.Pani Elwira nie kryje zmęczenia i frustracji, choć - jak sama przyznaje - kocha córkę nad życie. - Wiadomo, to nasze oczko w głowie. Ale ile można? Sama nie zrobi nic, za to życzeń ma milion. Frytki, placuszki z jabłkami, kanapka "ale nie taka", herbatka "ale w innym kubku". A do tego: "Nudzi mi się, chodźmy na spacer, pobaw się ze mną". Człowiek choćby nie zdąży usiąść. Modlę się, by córka poszła do szkoły, mam już dość - opowiada."Żyję jak chomik w kołowrotku"Podobne odczucia ma pani Ewa, mama przedszkolaka i pierwszoklasistki, kóra łączy pracę zdalną z opieką nad dziećmi - Córka ma wolne aż do 7 stycznia, no to wiadomo, iż i syna do przedszkola nie poślę. Siedzą razem w domu. Ze mną. Dogadać się nie mogą w ogóle. Kłótnie są co chwilę, o wszystko. Do pomocy też niespecjalnie chętni - mówi. Po czym dodaje: Może to okrutne, ale nie mogę się doczekać, kiedy ich do tych placówek odwiozę. Wreszcie złapię oddech. Bo póki co żyję jak chomik w kołowrotku. I jeszcze ta presjaDo zmęczenia dochodzi jeszcze jedno: presja. Żeby było rodzinnie, kreatywnie, ciepło, z uśmiechem. Żeby dzieci nie spędziły połowy dnia przed telewizorem, nie jadły "śmieciowego jedzenia", były uśmiechnięte i szczęśliwe. Tymczasem prawda jest taka, iż przerwa świąteczna to dla wielu rodzin logistyczne i emocjonalne wyzwanie, zwłaszcza gdy dorośli pracują zdalnie albo próbują pogodzić obowiązki domowe z opieką nad dziećmi.


Niektórzy łapią oddechNie wszyscy jednak odliczają dni do końca wolnego. Są rodzice, którzy naprawdę czerpią z tego czasu garściami. - Święta spędziliśmy na wyjeździe w górach. Było magicznie. Teraz oboje z mężem mamy wolne i jesteśmy razem z dziećmi w domy. Gramy w planszówki, dużo spacerujemy. Super, iż spadł śnieg, dzieci są zachwycone - opowiada pani Magda.Jak podkreśla, ten czas pozwala jej zwolnić. - Doceniam to, bo na co dzień wszystko jest w pędzie i biegu. Tu naprawdę możemy być razem - dodaje. I jak to w życiu bywa, jedni i drudzy rodzice mają rację. Przerwa świąteczna może być piękna, ale może też być zwyczajnie męcząca (i nie ma w tym niczego złego).A jak to wyglada z Twojej perspektywy? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału