Ojej, no więc wyobraź sobie… Zaczęło się od tego, iż Piotr powiedział do Ewy tym swoim zimnym tonem:
— Zupełnie się zaniedbałaś. Przytyłaś. Nie chce mi się szukać innej, przysięgam, nikogo nie mam.
— Ale tak dalej być nie może. Chcę podziwiać swoją kobietę. A tobą… no cóż, nie mogę.
Nudzisz mnie.
Ewa mrugała szybko, żeby nie puścić łez. I to były jego podziękowania za prawie piętnaście lat razem!
— I co proponujesz? Rozwód? — spytała.
— Myślę, iż to najlepsze wyjście…
— A dzieci?
— Będę im pomagać. Przyjeżdżać w weekendy.
— Tak po prostu! — warknęła Ewa, ścierając łzy. — Znudziła ci się żona i jesteś gotów rzucić dzieci! Zostać niedzielnym tatusiem! Ani wstydu, ani sumienia…
* * *
Poznali się na weselu. Daleka kuzynka Ewy wychodziła za mąż, a wśród gości ze strony pana młodego był Piotr. Mimo iż dzieliła ich dziesięcioletnia różnica, Ewa od razu wiedziała — to przeznaczenie. Inteligentny, elegancki, wykształcony, wyglądał jak książę z bajki.
— Tfu, gdzie tobie do takiego, Ewka! — mówiła matka. — Głupiutka jesteś. I wygląd masz taki sobie. A Piotrek to przystojniak.
Ewa wtedy dąsała się i odwracała, żeby nie patrzeć mamie w oczy. Dopiero później, gdy dorosła, zrozumiała, iż to właśnie przez takie słowa i podejście matki wszystko poszło bokiem. Od dziecka łamały jej poczucie wartości.
Ale wtedy Ewa nie myślała o tym. Miała motyle w brzuchu na samą myśl o Piotrze. Poznali się, pół roku później wzięli ślub. Ewa ledwo skończyła dwadzieścia lat.
— No, porzuci cię, nie ma co! — powtarzała matka. — Szkoda twojego czasu. On to ptaszek wysokiego lotu, a ty ledwo szkołę krawiecką skończyłaś. choćby nie prawdziwy zawód!
— Dziękuję, mamo, za wsparcie — jadowicie odpowiadała Ewa. — Ale jestem dorosła i sama decyduję.
Pierwsze lata były jak nieustające wakacje — wyjazdy, teatry, spacery po mieście. Ewa czasem szyła dla przyjemności, bo Piotr dobrze zarabiał. Potem urodziła się Kinga, a Ewę pochłonęło macierzyństwo. Uwielbiała być mamą — zajęcia rozwojowe, potem łyżwy. Nie posyłała córki do przedszkola, sama ją uczyła. Znajdowała jednak czas na bieganie, żeby trzymać formę.
— No, Piotrek, masz szczęście! — mówili krewni na rodzinnych imprezach. — Jaką żonę złapałeś! Piękna, dom prowadzi, z córką zajęta. Pełnia szczęścia. Teraz tylko za drugim się rozejrzyjcie.
— Oczywiście! — uśmiechał się Piotr, patrząc na żonę.
Ale z drugim dzieckiem nie szło łatwo.
— No widzisz, jaka jesteś! — mówiła matka przez telefon. — choćby syna dać nie potrafisz.
— Dziękuję za życzliwość! I tak już jestem przygnębiona.
Po kilku latach starania pogodzili się — los chciał, żeby mieli tylko Kingę. Córka gwałtownie osiągała sukcesy w łyżwiarstwie, a Ewa znalazła w tym ukojenie. Jeździła na zawody, sama szyła stroje. Kinga nie miała jeszcze dziesięciu lat, a trener już mówił o wielkiej przyszłości.
Piotr też uwielbiał córkę. Żona i dziecko były jego dumą. Ewa z roku na rok wyglądała lepiej, bo nauczyła się podkreślać urodę. Pieniądze męża starczały na zabiegi — oczywiście po opłaceniu domu i Kingi.
Wszystko zmieniło się, gdy Ewa zaszła w ciążę. euforia była ogromna — tyle lat, a tu nagle, niespodziewanie. Oboje byli wniebowzięci.
Ale ciąża była trudna — mdłości, zagrożenia, ostatnie miesiące w szpitalu. Poród też był ciężki. Ewa niemal pożegnała się z życiem. Na szczęście wszystko się udało. Synek — długo wyczekiwany, ukochany Kacper — urodził się zdrowy. Ewa jednak długo dochodziła do siebie. Piotr początkowo krzątał się wokół niej, ale potem zajął się Kingą i synkiem. Proponował pomoc teściowej, ale Ewa odmawiała.
— Nie, dziękuję. Mama nigdy nie powiedziała mi dobrego słowa. Nie chcę, żeby Kingi też nauczyła czegoś złego.
Minęły prawie dwa lata, zanim Ewa wróciła do formy. Samopoczucie się poprawiło, ale szczupła sylwetka już nie. Co nie robiła — waga nie spadała. W wieku trzydziestu paru lat czuła się jak przed emeryturą. A w głowie słyszała szyderczy głos matki: *Teraz to już na pewno cię rzuci*.
Ale dziwnym trafem Piotr wciąż nazywał ją najpiękniejszą kobietą, jaką zna. Ewa jeszcze bardziej skupiła się na dzieciach — Kacper poszedł na pływanie i robotykę, Kinga jeździła na zawody i zdobywała medale.
Córka stawała się lokalną gwiazdą, więc trzeba było inwestować w jej karierę. Ewa dźwigała to wszystko, zajmując się też synem. Nie miała czasu ani siły na siebie. Powoli przytyła, przestała dbać o ubrania i zabiegi. Ale jej wysiłek przynosił efekty — Kinga coraz częściej wracała ze złotem. Ewa sama projektowała i szyła jej stroje, marząc, iż kiedyś uszyje coś na zawody.
Pewnego dnia Piotr obrzucił ją wzrokiem i rzucił:
— Coś się zaniedbałaś. Z piętnaście kilo pewnie u ciebie przybyło.
— A może i dwadzieścia! — prychnęła Ewa. — Nic dziwnego. Nie mam już dwudziestu lat i czasu w siebie.
— To sobie znajdź. Chcę mieć ładną żonę.
— Ty też nie wyglądasz jak przed laty — wskazała na jego łysinę i brzuch. Piotr tłumaczył, iż jako szef musi wyglądać poważnie.
Najpierw się złościła, potem żartowała, ale gdy mąż coraz częściej narzekał, iż jest zaniedbana — zaczęło jej to doskwierać.
* * *
Aż w końcu padły te okropne słowa — iż chce podziwiać swoją kobietę, a Ewa już nie spełnia wymagań.
— To nie powód, żeby niszczyć rodEwa westchnęła głęboko, spojrzała na swoje ręce, które potrafiły stworzyć coś pięknego z kawałka materiału, i postanowiła, iż od dzisiaj będzie szyć suknie nie tylko dla córki, ale i dla siebie — bo w końcu zasługuje na to, by czuć się jak królowa.