Przez cały rok dawać dzieciom pieniądze, żeby spłacać kredyt! Więcej już nie dam ani grosza!

twojacena.pl 23 godzin temu

Warszawa, 12 lutego 2025 r.

Dziś znowu przeglądam stare notatki z lat PRL-u, kiedy dorastałem na blokowiskach przy ul. Marszałkowskiej. Wtedy, w wieku trzydziestu lat, po latach samotności, wziąłem ślub z Marią. Ludzie wówczas uważali mnie za wiecznego kawalarza człowieka, który wciąż nie miał potomstwa. W tamtych czasach brak dzieci był równy stygmatowi, jakbyśmy nosili na sobie chorobę dżumy.

W końcu udało nam się doczekać syna Piotra. Zdecydowaliśmy, iż jedno dziecko wystarczy, bo wychowanie i wykształcenie jednego potomka pochłaniają fortunę, a w naszej walucie złotych każde kolejne dziecko to dodatkowy wydatek. Z takim rozumowaniem zapewniliśmy Piotrowi dobrą szkołę, studia i mieszkanie, a potem sami mogliśmy spokojnie odetchnąć.

Piotr miał inny pogląd. Po naszym ślubie jego żona, Ania, niedługo spodziewała się pierwszego dziecka, więc nasz wnuk, mały Kacper, przyszedł na świat. Młoda para nie miała własnego lokum, więc wzięli kredyt mieszkaniowy. My, jako dziadkowie, pomagaliśmy im co miesiąc spłacać raty, myśląc, iż to jedynie tymczasowa przysługa. Po kilku miesiącach Ania znów zaszła w ciążę. Zapytałem, jak zamierzają wyżywić czworo dzieci i jeszcze spłacić kredyt. Odpowiedziała, iż da się to zrobić, i odejść nie mogłem.

Przez pewien czas radzili sobie naprawdę dobrze. Niestety, Ania straciła pracę, a Piotr został zwolniony z zakładu, w którym pracował od lat. Zdesperowani, wprowadzili się do naszego wynajmowanego mieszkania, a ja i Maria postanowiliśmy przejąć ich zobowiązania. Przez cały rok spłacaliśmy ich kredyt hipoteczny, wierząc, iż tym samym odciążymy ich los.

Wczoraj dowiedziałem się, iż kredyt wciąż jest zaległy sześć miesięcy opóźnienia. Gdzie podziała się nasza pomoc? Maria jest wściekła, twierdzi, iż nie ma już siły dalej walczyć. Ja czuję się przytłoczony, nie wiem, co powiedzieć ani co zrobić. Nasze wsparcie zamieniło się w ciężar, a my sami stoimy w miejscu.

Patrząc wstecz, rozumiem, iż dobro serca nie zawsze równa się dobrą radą. Dziś wiem, iż pomaganie musi iść w parze z edukacją o odpowiedzialności, bo choćby najpiękniejsze intencje mogą skończyć się pułapką. Lekcją, którą wyniosłem, jest to, iż prawdziwe wsparcie to nie tylko pieniądze, ale i umiejętność pokierowania ludźmi ku samodzielności.

Idź do oryginalnego materiału