Przyjaciółka zapomniała się rozłączyć po rozmowie telefonicznej, a Zosia przypadkiem podsłuchała, co jej najbliżsi znajomi naprawdę myślą o niej i jej rodzinie – to wydarzenie zmieniło ich relacje na zawsze

twojacena.pl 4 godzin temu

27 marca 2023, poniedziałek

Od pewnego czasu nie mogę przestać myśleć o sytuacji, jaka przytrafiła się mojej znajomej, Dorocie, i jej mężowi. Po tym wszystkim ja sam, jak i moja żona, Agnieszka, podeszliśmy do sprawy bliskich kontaktów z innymi dużo ostrożniej. Wcześniej często spędzaliśmy wolny czas z przyjaciółmi, dzieliliśmy się naszymi radościami i troskami, a teraz Tak jakby ktoś nam opadł mgłę z oczu. przez cały czas się spotykamy, ale nasze prywatne życie trzymamy bardziej dla siebie.

Dorota i jej mąż, Krzysztof, byli od lat bardzo zżyci z inną parą Justyną i Łukaszem. Krzysiek oraz Łukasz razem pracowali w jednej z warszawskich firm, kobiety studiowały polonistykę na UW. Przyjaźń rozwijała się prężnie Justyna wyszła za mąż, niedługo potem urodził się im syn. To Justyna kiedyś poznała Dorotę z Łukaszem i wtedy wszystko zaczęło się układać wieczne imprezy, grille, wyjazdy nad jeziora na Mazury.

Z czasem Krzysztof zmienił pracę. Znalazł posadę jako inżynier w międzynarodowej firmie, znacznie lepiej płatną, choć wymagającą częstych delegacji do Wrocławia i za granicę. Dorota także dostała ciekawą propozycję zaczęła pracować jako nauczycielka języka polskiego w liceum na Ursynowie. Ich relacje z Justyną i Łukaszem stały się rzadsze. Dorota, gdy urodziły się bliźniaki i potem jeszcze córka, musiała korzystać ze zwolnień lekarskich pracodawcy nie byli zachwyceni i w końcu jej nie przedłużono umowy.

Krzysiek dwoił się i troił, by Dorocie i czwórce dzieci niczego nie brakowało. Kupili domek pod Piasecznem, mieli własny ogródek żyli skromnie, choć nie biednie. Serce i czas poświęcali rodzinie, wieczorami wspólnie czytali książki. Natomiast Justyna z Łukaszem wiedli życie bezdzietnych yuppies podróżowali, korzystali z city breaków po Europie, a każdy długi weekend był okazją do wyjazdu.

Któregoś cieplejszego majowego dnia, Dorota postanowiła zaprosić Justynę i Łukasza do siebie na działkę w okolicy Magdalenki. Rzeka Jeziorka niedaleko, las pachniał świeżymi liśćmi, a pogoda wyjątkowo sprzyjała grillom i kąpielom w rzece. Dorota zadzwoniła z entuzjazmem do Justyny, która bardzo ucieszyła się z propozycji, ale powiedziała, iż musi zapytać męża i oddzwoni.

Dorota po zakończeniu rozmowy odłożyła telefon na stół, nieświadomie nie kończąc połączenia. I właśnie wtedy, przez przypadek, usłyszała całą rozmowę małżeństwa o sobie i swojej rodzinie. Te słowa powaliły ją na kolana.

Justyna z Łukaszem wyśmiewali Dorotę i Krzysztofa, nazywali ich naiwniakami, którzy nie widzieli świata poza dziećmi. Sugerowali, iż żyją od pierwszego do pierwszego, dom pod Piasecznem jest zaniedbany, a wychowanie dzieci pozostawia wiele do życzenia. choćby śmiali się, iż połowę dzieci mogłyby oddać do domu dziecka. Według nich Dorota była nudną kobietą, gadającą ciągle tylko o dzieciach, a Krzysztof typowym gburem, z którym lepiej nie zaczynać dyskusji.

Połączenie niespodziewanie się urwało. Dorota i Krzysiek siedzieli w osłupieniu. Krążyli po domu, myśląc, czy pojechać do rzekomych przyjaciół i wygarnąć im prawdę w twarz. Wtedy zadzwonił Łukasz, oznajmiając, iż przyjadą w weekend. Krzysztof przyjął to obojętnie i odłożył słuchawkę.

Dorota i Krzysiek zdecydowali, iż wysłuchają, co goście mają im do powiedzenia. W sobotę Łukasz i Justyna przyjechali z kilkoma słoikami ogórków i pudełkiem taniej czekolady dla dzieci. Po krótkim przywitaniu, Łukasz z ironią rzucił:

Co, małe zarobki, iż na porządne rzeczy nie stać? Bez obaw, u nas stół zawsze zastawiony. Najedzcie się, a potem pomożecie przy ogrodzie roboty nie brakuje.

Krzysiek i Dorota wymienili spojrzenia, nie rozumiejąc, skąd ta złośliwość. Gwoździem do trumny była uwaga Justyny:
A wy to kiedy dzieci zamierzacie mieć?

Justyna odpowiedziała:
Narazie chcemy jeszcze poczekać.

Na to Dorota rzuciła z przekąsem:
Tylko prostacy się rozmnażają, inteligencja woli inwestować w siebie.

To już było ponad miarę. Łukasz i Justyna wymyślili nagłą wizytę u znajomych i szybciutko się ulotnili.

Dziś, gdy wracam myślami do tej historii, utwierdzam się tylko w przekonaniu, żeby nigdy nie dopuszczać ludzi zbyt blisko swojego świata. Zaufanie jest cenne, ale choćby najbliżsi mogą zawieść, ukrywać prawdziwe uczucia czy żywić do nas niechęć. Trzeba słuchać intuicji i cenić ludzi naprawdę oddanych a reszcie pozwolić zachować dystans. Dzięki temu śpimy spokojniej i szanujemy siebie nawzajem.

Idź do oryginalnego materiału