Na początku roku w wielu parafiach rozpoczęły się wizyty duszpasterskie. Niektóre spotkania są pełne patosu, z białym obrusem, modlitwą, skrępowaniem domowników, jednak coraz częściej jest zupełnie inaczej. Duchowni pokazują swoją ludzką twarz, żartują, rozmawiają i dają dzieciom obrazki ze świętymi oraz cukierki. Niekiedy dzięki tym najmłodszym może dojść do zabawnych sytuacji.
REKLAMA
Zobacz wideo "Ludzie nie przyjmują księdza". Rozmówczyni mówi, jak wygląda to u niej w bloku
Mój syn miał na religii poruszony temat wizyty duszpasterskiej. Ma sześć lat i bardzo przeżywał przyjście księdza. Myślę, iż wynikało to właśnie z tych lekcji. Przygotował choćby swój zeszyt, żeby pokazać, 'bo katechetka mówiła, iż trzeba'. Co prawda myślałam, iż ten zwyczaj pokazywania zeszytów z religi już zaniknął, ale może się mylę
- powiedziała Katarzyna, mama sześcioletniego Miłosza. - W tym roku kolęda była u nas w drugim tygodniu stycznia. Zaczynała się o 16.00. Liczyliśmy, iż duchowny pewnie przyjdzie do nas około godz. 19.00, więc gdy się wszystko opóźniało, przyznam, iż poczułam lekką frustrację. Nic konkretnego nie mogłam zrobić, bo nie chciałam potem przerywać, albo narobić bałaganu. Jednak wyniosłam z domu, iż jak chodzi ksiądz, to ma być porządek itp. - dodała.
Stół przygotowany na wizytę duszpasterskąFot. istockphoto.com/ autor Pawel_B
Syn zadał pytanie. Ksiądz się przyłączył do prośby
Duchowny zjawił się w domu pani Katarzyny chwilę przed dwudziestą. Jej syn był już zmęczony czekaniem, poza tym zwykle o tej godzinie szykował się do spania, a nie biegał po domu w jeansach i koszuli. - Ksiądz był młody, kilka miesięcy wcześniej zaczął posługę w naszej parafii. Miły, ale widać, iż nieco skrępowany i wstydliwy. Myślę, iż chodzenie po domach obcych ludzi było dla niego bardzo trudne.
W trakcie tej kolędy tuż po modlitwie ksiądz nie zdążył nic powiedzieć, bo nagle syn zadał pytanie: Mamo kiedy kolacja, bo nie wytrzymam, zrób mi kanapeczkę! Przyznam, iż zaniemówiłam, a mąż zaczął się śmiać. Najlepsze jednak było przed nami, bo ksiądz popatrzył na syna, potem na mnie dodał: Ja też bym mógł?
- opowiadała rozbawiona Katarzyna. - Oczywiście zrobiłam im te kanapki, a ksiądz zajadał, aż mu się uszy trzęsły - dodała.
Okazało się, iż duchowny, który odwiedził naszą czytelniczkę, wcześniej był w niewielkiej, wiejskiej parafii. Tam był zwyczaj, iż wszyscy częstowali go kanapkami, ciastami i różnymi smakołykami. Dlatego zwykle przed wizytami duszpasterskimi nie jadł obiadu. W parafii, w której jest w tej chwili (miejskiej), nie ma zwyczaju goszczenia kapłana w taki sposób.
Przyznał, iż od godziny myślał tylko o jedzeniu. Gdyby obok był jakiś sklep spożywczy, to kupiłby chociaż batonika. Biedny nie miał odwagi poprosić ludzi, chociaż o szklankę wody. Był nam bardzo wdzięczny, iż go nakarmiliśmy i ta rozmowa przy tym była taka zupełnie inna, bardziej ludzka, szczera. Przyznam, iż to była najlepsza kolęda w moim prawie czterdziestoletnim życiu
- powiedziała nasza czytelniczka. - A syn był z siebie bardzo dumny, bo ksiądz, wychodząc, nazwał go małym bohaterem (powinien dodać "bohaterem głodnych księży"). A zeszytem z religii się nie interesował, chociaż nikomu to nie przeszkadzało. Myślę, iż gdyby tak wyglądały wizyty duszpasterskie, o więcej osób przyjmowałoby w domach księży - podsumowała.
Czy miałeś/aś jakieś zabawne/ciekawe historie związane z wizytą duszpasterską? Napisz do nas: justyna.fiedoruk@grupagazeta.pl. Zapewniamy anonimowość.










