Przyszła teściowa odwołała nasz ślub, oskarżając moją chorobę o zdradę

newsempire24.com 2 dni temu

Przez długi czas moje życie przypominało bajkę. Miałam kochającego narzeczonego, czułam, iż niedługo zostanę mamą i z euforią przygotowywałam się do ślubu. Jednak jedna wizyta w szpitalu zniszczyła wszystko, co było dla mnie ważne, pozostawiając mnie w pustce i rozpaczy.

Razem z moim narzeczonym, Mateuszem, snuliśmy plany na przyszłość: wynajęliśmy przytulne mieszkanie w Krakowie, marzyliśmy o ślubie. Wieczory spędzaliśmy razem, ciesząc się ciszą i swoim towarzystwem. Na miesiąc przed naszym świętem zaczęły mnie męczyć poranne nudności. Serce podpowiadało: to jest to, o czym marzyłam. Nie spieszyłam się, aby podzielić się tym z Mateuszem — chciałam zrobić mu niespodziankę, podarować mu moment szczęścia. Tego dnia pojechałam do rodziców, by podzielić się euforią z mamą.

W taksówce zakręciło mi się w głowie, ale zbagatelizowałam to — może to tylko zmęczenie. Domowy rumianek od mamy trochę mi pomógł, ale w nocy gorączka opanowała moje ciało, jakby wewnętrzny ogień mnie trawił. Opierałam się, ale mama, nie słuchając sprzeciwów, wezwała pogotowie. Lekarz, po przebadaniu mnie, pobladł i wydał werdykt:

— Natychmiast do szpitala. Podejrzenie ciąży pozamacicznej.

Te słowa uderzyły mnie jak grom z jasnego nieba. Tak pragnęłam dać Mateuszowi dziecko, a teraz ta marzenie rozsypało się w pył, pozostawiając jedynie strach i ból.

Obudziłam się po operacji na oddziale, gdzie zmęczony lekarz patrzył na mnie ze współczuciem.

— Przepraszam, dziewczyno. Ledwo cię uratowaliśmy.

Dopiero przy wypisie zrozumiałam, za co przepraszał. Uratowali mi życie, ale pozbawili mnie szansy na macierzyństwo na zawsze. Nie mogłam powiedzieć Mateuszowi prawdy — strach przed jego utratą dusił mnie, obawiając się, iż gdy dowie się, iż nie dam mu dzieci, odwróci się ode mnie. On tak kocha dzieci! W domu skłamałam, iż byłam na rutynowym badaniu. Nie wiem, czy mi uwierzył, ale jego matka, pani Wanda, niewątpliwie coś podejrzewała.

Na tydzień przed ślubem chcieliśmy z Mateuszem wziąć urlop, aby odpocząć przed uroczystością. Jednak praca mnie wciągnęła — kończyłam istotny projekt, podczas gdy Mateusz gospodarował w domu. W końcu, gdy miałam wolne wcześniej, wróciłam do domu, oczekując jego uśmiechu. Ale przekraczając próg, usłyszałam fragment rozmowy, który zamroził mi krew w żyłach. Głos pani Wandy brzmiał:

— Mówiłam przecież, iż ona dalej biega do tego Staszka! Tydzień spędziła na oddziale ginekologicznym, a tobie nic?!

— Mamo, to tylko badanie… — próbował protestować Mateusz.

— Obudź się! Ona miała aborcję! I to chyba nieudaną. Jestem kobietą, wiem, po co leżą w szpitalu. A ty jesteś ślepo zakochany głupiec! Ślub trzeba odwołać. To nie będzie uroczystość, a wstyd!

Świat zawirował przed oczami i upadłam bez zmysłów. Gdy się ocknęłam, zobaczyłam Mateusza i jego matkę. Pani Wanda uśmiechnęła się sztucznie:

— Obudziłaś się, kochana? Napij się słodkiej herbatki. Musisz porozmawiać z Mateuszem. Ja pójdę.

Oniemiałam z przerażenia, a Mateusz od razu zaczął mówić:

— Ola, jak się czujesz? Musimy porozmawiać. Ślub będziemy musieli odłożyć. Jesteś zbyt słaba. Wylecz się, a potem się pobierzemy.

— Mateusz, mówisz poważnie? Nie o moje zdrowie ci chodzi…

— O co ci chodzi?

— Słyszałam waszą rozmowę! Ty też myślisz, iż miałam aborcję z powodu zdrady?

Odwrócił wzrok, co było gorsze niż jakiekolwiek słowa.

— Kocham cię, dlatego jestem gotów wybaczyć. Wszyscy popełniają błędy. Ale potrzebuję czasu.

— Wybaczyć?! Ja nigdy cię nie zdradziłam! Miałam ciążę pozamaciczną, prawie umarłam! Ukryłam to, żeby cię nie zranić. A ty mnie opuszczasz z powodu bzdur opowiedzianych przez twoją matkę?!

— Wiem, iż Staszek przez cały czas cię kocha. Sam mi to powiedział. Może dałaś się ponieść starym uczuciom…

— Nic takiego się nie wydarzyło!

— Dlaczego więc milczałaś o diagnozie?

— Bałam się cię stracić! Teraz nie będę mogła urodzić ci dziecka!

— Ola, przepraszam, ale nie wierzę ci. Muszę to przemyśleć. Ślub odłożymy, a ja pomieszkam u rodziców.

Zebrał się i wyszedł, choćby na mnie nie spojrzawszy. Moja ból, moje zdrowie — nie obchodziło go to. Pochłonęły go wyimaginowane podejrzenia. To koniec. Mój świat runął w jednej chwili.

Podczas gdy on przebywa u rodziców, pani Wanda do końca zatruje mu umysł. Zostałam sama — bez narzeczonego, bez dziecka, bez nadziei. Jak żyć dalej, gdy wszystko, co kochałam, zamieniło się w popiół? Nie wiem.

Idź do oryginalnego materiału