Rodzice chcą dzieciom "przychylić nieba", ale... przesadzają. "Niech zabiorą zjeżdżalnię, jest za mała"

gazeta.pl 1 godzina temu
"Moja sąsiadka codziennie odprowadza syna do szkoły i nosi jego plecak. A synuś jest w ósmej klasie" - pisze jedna z kobiet, która nie może uwierzyć, do czego są w stanie posunąć się rodzice. Ale taką nadopiekuńczość widać (niestety) na każdym kroku.
Rodziców można dziś podzielić na dwie wyraźne grupy. Pierwsi to ci, którzy pozwalają dzieciom uczyć się na błędach, poczuć, czym jest upadek czy porażka. Wiedzą, iż to naturalna część dorastania. Drudzy z kolei trzymają je pod szczelnym kloszem. Jak pług śnieżny usuwają z ich drogi każdą przeszkodę, by przypadkiem nie spotkało ich nic trudnego. I tak naprawdę ilu rodziców, tyle wniosków i spostrzeżeń.

REKLAMA







Zobacz wideo Mateusza Damięckiego po "Drugiej Furiozie" ogarnął mrok. Odczuła to jego żona Paulina



Absurdalnych historii nie ma końca
Swoją historią podzieliła się użytkowniczka mediów społecznościowych @tusienkowa.polecajka, która zwykle rekomenduje książki, filmy i seriale. Tym razem przeniosła się na salę zabaw. Na krótkim, kilkunastosekundowym nagraniu pojawiają się słowa rodziców, które tam usłyszała: "Paweł, idź do obsługi, niech usuną zjeżdżalnię, bo Kasia jest na nią za mała, a chce jeździć".
Pod filmikiem zaroiło się od komentarzy, a wiele historii brzmi wręcz nieprawdopodobnie. "Moja sąsiadka codziennie odprowadza syna do szkoły i nosi jego plecak. A synuś jest w ósmej klasie. Rowerem może jeździć tylko po podwórku…" - pisze jedna z internautek.






Inna dodaje: Na warsztatach z pedagogiki wymienialiśmy się absurdami. Niech pani nie używa zielonych piłek, bo moja córka nie lubi tego koloru.
Kolejna z kobiet porusza temat nastolatków: Wystarczy zapisać się do jakiejkolwiek grupy dla matek nastolatków. Kółko wzajemnej adoracji. Mamuśki robią za nie wszystko. Nie wolno podnieść głosu, ukarać, zero obowiązków domowych. Po prostu życie w różowej bańce. To właśnie te "madki".



Rodzicielstwo pługu śnieżnego
Powyższe przykłady doskonale obrazują czym jest "rodzicielstwo pługu śnieżnego". To nic innego jak usuwanie z drogi dziecka wszystkich trudności, zanim ono w ogóle zdąży je zauważyć. Problem w tym, iż dziecko nie ma kiedy nauczyć się radzenia sobie z emocjami, stresem, przegraną. Nie wie też, czym jest podejmowanie samodzielnych decyzji.
Nasi rodzice i dziadkowie powtarzali, iż "jak się nie przewróci, to się nie nauczy" i mieli rację. Dziecko, które nigdy nie musi się wysilić, nie musi walczyć, nie doświadcza porażek ani ich konsekwencji, wyrasta na dorosłego, który nie potrafi sobie poradzić choćby z drobnym problemem.
Ciekawi jesteśmy, co o tym sądzisz? Masz ochotę podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału