Samotność – Wędrówka przez Zawirowania Życia

twojacena.pl 20 godzin temu

Pustka

Mieszkały przy podwórzu dwie starsze panie jedna była wdową od lat, druga wciąż trzymała się dawnej miłości, a ta ostatnia odrzuciła go. Lepiej niż darmowa pomoc w starości, mawiała.

Co cię trapi, Grażyno? zagadnął Jan, przysiadłszy się przy stole. Mężczyzna nie powinien być sam, a kobieta zawsze przy nim. Inaczej to po prostu nie tak A wtedy nikt nie spojrzy na ciebie. Samotność, wiesz, co to?

Co to? rozśmieszyła się zniechęcająco Grałyna, znużona własnymi marzeniami, które niczym chmury nie dawały deszczu.

Samotność jest straszna! wykrzyknęła z rozbawieniem Marta, nie zauważając, iż jej słowa nie mają konkretnego sensu. To wtedy woda chce się podać komuś innemu. Dzieci twoje, gdzie się podziały?

Gdzie? nie mogąc nadążyć, wykrzyknęła Grażyna.

Gdzie, gdzie w Karczmie! w końcu zrozumiała, iż Marta nie śmieje się z niej, ale z żalu, który dręczył ją od lat. Powinnaś wszystko odpuścić, a ja będę cię podtrzymywać. Jedno jest ciężkie. A dusza pusta, jak szuflada. Pozwól, iż cię poznam, co? Jan to dobry człowiek. A kto nie przyciąga, ten gwałtownie znajdzie inną.

Grażyna była w rozpadzie już od dziesięciu lat. Jej były ukochany, z którym spędziła ostatnie dziesięć lat, odwiedził ją pewnego zimowego wieczoru. Zniknął nagle, pozostawiając jedynie wspomnienie. Grażyna, słysząc o tym, skierowała się do przyjaciela, a potem do swej drugiej przyjaciółki. Choć przyjaciółka próbowała dowieść, iż jeden raz można, a nic strasznego się nie zdarzy, jeżeli nie będzie przy tym, grając w dłoniach i wyciskając skromne męskie łzy, Grażyna nie mogła już wytrzymać. Rozpad wylęgł się.

Mąż z szacunkiem zostawił dom, zostawiając kwiaty byłej żony i dwoje dzieci pod opieką sąsiada. Dzieci wyrosły i rozproszyły się po kraju. Starszy syn zamieszkał i pracował w Poznaniu. Córka gwałtownie wyszła za mąż i zamieszkała w Gdańsku przy mężu. Grażyna została sama w małym, dwupokojowym mieszkaniu w centrum Warszawy.

Samotne życie nie zawstydzało jej. Znalazła pracę jako recepcjonistka w firmie budowlanej, a zarobki pozwalały jej żyć przyzwoicie, gościć dzieci i Martę przy herbacie. Choć nie była najbystrzejsza, zawsze znajdowała zajęcie i nie nudziła się. Czytała, pływała, chodziła na jogę, kochała podróże, od czasu do czasu odwiedzała rodzinny dom w okolicach Krynicy, gdzie pomagała przy sadzeniu jabłoni. Żyła według własnych zasad.

Dopóki matka Marta nie zdecydowała, iż musi uregulować swoją przyszłość

Posłuchaj mnie, Grażyno. Dobra mężczyzna, choć nieco niezdarny, ma sześćdziesiąt jeden lat. Mamy siedem lat różnicy. Dom przytulny, dobra posiadłość. Krowy, kozy, świnie, kury niczego nie brakuje! To zdrowe jedzenie, mleko, jajka, mięso. Przez sto lat przeżyjesz, a co dopiero dwa! A mężczyzna jest sympatyczny, wykształcony, wszystkie książki zna na pamięć Grażyno, spróbuj. jęczała Marta, patrząc, jak Grażyna się cofa.

Dobrze, Marta, poznam swojego sąsiadagospodarza, odparła.

Sprawy nie zmieniają się łatwo, jak mówią. Tak i Marta nie chciała odłożyć sprawy w szufladę, więc gwałtownie zorganizowała spotkanie z kawalerem.

Kawaler okazał się zupełnie niczym inny. Wysoki, umięśniony, ubrany schludnie, z zadbanymi paznokciami. Pracuje w warszawskim biurze, mówi powściągliwie, ale z przekąsem. Żartuje, zdradzając się z córką do kilku lat. Imię jego Jerzy.

Po pierwszym spotkaniu Jerzy zbliżył się do Grażyny, patrząc w jej oczy. Wiesz, może i matka ma rację, potrzebuję kogoś stałego, kto pomoże w gospodarstwie. Pracownicy są dobrzy, ale potrzebuję ręki i serca w domu. Chcesz spróbować? rzekł.

Grażyna napisała Jerzemu wiadomość, prosząc o spotkanie, ale jednocześnie zaznaczyła, iż nie ma ochoty na małżeństwo ani na wielkie plany. Jerzy po kilku dniach odebrał telefon, ale nie odpowiedział dłużej niż trzy dni. Po chwili milczenia zrozumiał, iż nie jest już zainteresowany.

W południe, o ósmej rano, Grażyna wstała, zrobiła porządek, wypiła kawę z croissantem i spojrzała w okno. Myślała o dzieciach, które nie widziała od lat. Musiała odwiedzić syna, wezwać córkę na urodziny. Trzeba było kupić nową torebkę i elegancki płaszcz. Trzeba było zadzwonić do lekarzyni i umówić wizytę.

Myślała, iż wszystko musi być w porządku, iż nie musi być egoistką. Zdrowy egoizm kobiet jest potrzebny.

Nagle zadzwonił telefon. To Jerzy. Widzisz, Grażyno, mam dużo spraw. Gospodarstwo potrzebuje pomocy, krowy, kozy, jajka, kurzysko. Dom jest pusty, a ja potrzebuję rąk. jeżeli chcesz, przyjdź. A jeżeli nie, nie musisz się martwić.

Grażyna wróciła do domu, zamyślona. Czy naprawdę chce podjąć tę walkę? Czy może zostanie przy swojej samotności, przy swojej małej kawalerce, przy swoich marzeniach?

Maso, nie obrażaj się, powiedziała cicho do Masy, przytulając się do poduszki. Zrezygnuję z propozycji Jerzego. On szuka siły, a ja szukam spokoju. Może kiedyś znajdę kogoś, kto naprawdę mnie zrozumie, ale nie teraz.

Marta westchnęła, patrząc na pusty stolik. Kiedyś była jedyną, a teraz była zbyt zmęczona, by walczyć o kolejną przysięgę. W ciemnym świetle lampy, grał już ostatni akord samotności, a Grażyna wiedziała, iż ​​to dopiero początek jej własnej drogi.

Idź do oryginalnego materiału