Sąsiadce przeszkadza hałas z rana. "Przychodziła codziennie i kazała kupić dywan dzieciom do pokoju"

gazeta.pl 2 godzin temu
Dzieci są głośne, żywiołowe i pełne energii. Jednak w blokach, gdzie ściany bywają cienkie, a mieszkania są położone jedno nad drugim, dziecięca spontaniczność potrafi stać się źródłem konfliktów sąsiedzkich.
Zachowanie sąsiadów, którym przeszkadza hałas, doskonale znają nasze czytelniczki, które regularnie mierzą się z uwagami na ten temat. Swoją historią podzieliła się z naszą redakcją pani Natalia, mama pięcioletniego chłopca. Kobieta razem z dzieckiem mieszka w jednym z dużych bloków w Warszawie.

REKLAMA







Zobacz wideo Lektury szkolne nie powinny być tematem debat o edukacji



"Mieszkamy w bloku, nie w willi pod miastem"
- Pod nami mieszka starsze małżeństwo, które czepia się dosłownie wszystkiego. Kiedyś upominali sąsiadów, iż nie zamknęli drzwi na klatce, teraz uczepili się mojego syna. Od jakiegoś czasu sąsiadka z dołu przychodzi niemal codziennie i pretensjonalnym tonem głosu informuje, iż nie może w spokoju oglądać telewizji, bo słyszy, jak mój syn biega - opowiada nasza czytelniczka.
Jak dodaje, sąsiadka posunęła się choćby do konkretnych sugestii: Ostatnio powiedziała mi, iż powinnam kupić dywany, bo wtedy mieszkanie będzie lepiej wygłuszone. Oczywiście nie mam zamiaru spełniać jej zachcianek. Mój syn zachowuje się jak normalne dziecko, nie hałasuje jakoś szczególnie. I nie zapominajmy, iż mieszkamy w bloku, a nie w willi pod miastem.


Poranne wizyty i karteczki pod drzwiami
Podobnych historii jest znacznie więcej. Część naszych czytelniczek wspomina także o porannych wizytach sąsiadów, złośliwych docinkach, a choćby pisemnych "upomnieniach". Niedawno odezwała się do nas pani Zofia, mama dwójki dzieci w wieku 4 i 6 lat (imię kobiety na jej prośbę zostało zmienione).
Nic nie poradzę na to, iż moje dzieci wstają przed szóstą i zaczynają poranną zabawę. Często jeszcze przed wyjściem do przedszkola coś tam wykombinują w swoim pokoju. Pod nami mieszka niezwykle wrażliwa pani, która za każdym razem, gdy mnie spotka, nie omieszka wspomnieć, iż znów przez moje dzieci się nie wyspała. Ostatnio choćby zostawiła mi pod drzwiami karteczkę, iż dzieci obudziły ją o 5:30
- wyznaje kobieta.



Jeszcze dalej posunęli się sąsiedzi pani Małgorzaty, którzy zamiast rozmowy wybierają bardziej dosadne formy komunikacji. - Nigdy nie zapukali, nie poprosili, tylko walą albo w podłogę, albo w grzejnik, zawsze gdy dzieci zaczynają biegać czy po prostu się wygłupiać. Mam wrażenie, iż niektórzy powinni mieszkać na bezludnej wyspie - przyznaje.
"Rozumiem obie strony"
Głos zabrała także kobieta, która choć sama jest mamą, potrafi spojrzeć na problem z dwóch perspektyw. Jak twierdzi: Mam dzieci i doskonale wiem, iż bywają głośne. Ale szczerze? Czasem też nie rozumiem dzieci sąsiadów. Potrafią tak hałasować, iż trudno zebrać myśli, a ja pracuję z domu. Staram się być wyrozumiała, bo pamiętam, jak moje były małe, ale uważam, iż rodzice też powinni reagować. Da się znaleźć złoty środek między dziecięcą swobodą a szacunkiem dla innych.
Sąsiedzi się czepiają, dzieci bawią
Podobny problem opisano na facebookowym profilu #Czy przesadzam. Autorka zamieszczonej tam historii skarży się, iż sąsiedzi utrudniają jej życie i skarżą się na hałasy. "Uciszam synków, proponuję spokojne zabawy, ale to nie pomaga" - żali się kobieta i dodaje, iż problemy zaczęły się, gdy poprosiła sąsiadów, żeby nie remontowali mieszkania wieczorami.



Internauci stwierdzili, iż tolerancja na sąsiedzkie działania powinna działać w obie strony. "Czyli dzieci mogą hałasować, kiedy chcą. Sąsiedzi za to remontu w swoim własnym mieszkaniu przed 22, a po 20 robić nie mogą? Chyba coś nie tak z pani myśleniem"; "Pewnie dzieciaki im przeszkadzały, więc w złości robili remonty do późna. To twoje zadanie, by wybiegać dzieci poza domem. Nie skazuj innych na swoje dzieci, bo to twój problem". Pojawiły się jednak głosy twierdzące, iż dzieci mają prawo do swobodnej zabawy we własnym mieszkaniu. "Nie mam dzieci, ale sąsiedzi mają, no i kiedy wychodzę latem na ogródek, to je słychać i trudno, to dzieci w swoim ogródku w piękny dzień, gdzie mają się bawić? Możemy mieć swoje zdanie i czegoś nie lubić, ale musimy zaakceptować fakt, iż nie jesteśmy jedynymi ludźmi na planecie"; "To jakiś obłęd. Ludzie zapominają, iż sami byli dziećmi i też hałasowali. Żyjmy i dajmy żyć innym".



A Ty, jak to postrzegasz? Przeszkadzają Ci biegające dzieci sąsiadów? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału