Sąsiedzi z kamienicy postanowili pokazać nam, kto tu rządzi – bez żadnego powodu rozpętali wojnę, a …

newsempire24.com 2 godzin temu

Sąsiedzi postanowili nam pokazać, kto tu rządzi. I to zupełnie bez powodu.

Stało się to pięć lat temu. Z żoną mieliśmy wtedy już dwoje dzieci, a cała nasza czwórka mieszkała w maleńkim pokoiku w starej kamienicy na Mokotowie. Wiadomo było, iż jak na taką rodzinę, to miejsca zdecydowanie nam brakowało. Rozmawialiśmy o tym od dawna, ale ciągle brakowało nam konkretów.

Kiedy dowiedzieliśmy się, iż na świat przyjdzie nasze trzecie dziecko, nie było już wyjścia po prostu musieliśmy znaleźć większe lokum. Jedyną rozsądną opcją było sprzedać nasze obecne mieszkanie i dołożyć trochę oszczędności, by kupić trzypokojowe mieszkanie choćby i na obrzeżach Warszawy.

Dokładnie tak zrobiliśmy. Po dość nerwowej sprzedaży udało nam się kupić wymarzone trzy pokoje w starej kamienicy na Pradze. Mieszkanie było świeżo po remoncie wystarczyło tylko je umeblować.

Na początku byliśmy naprawdę szczęśliwi. Niestety, gwałtownie się okazało, iż mieszkańcy pięter powyżej utworzyli przeciw nam nieformalny front i bardzo chcieli nam udowodnić, iż to oni tu mają najwięcej do powiedzenia.

Nie było tygodnia bez jakiejś uwagi albo pretensji.

Czemu tak długo drzwi wejściowe były otwarte?
Nosiliśmy meble, trudno je było co chwilę zamykać.

Czemu samochód stoi pod moimi oknami?
Parkuję pod swoimi oknami, bo mieszkam na pierwszym piętrze, a Pani okna są nade mną

Następna skarga kompletnie mnie zbiła z tropu.
Jak Wasze dzieci wracają z przedszkola, to hałasują i za głośno puszczacie im bajki. Przeszkadza mi to!
Jak mogą przeszkadzać, skoro mieszkacie piętro wyżej?

Ostatecznie miarka się przebrała, gdy sąsiadki postanowiły zrobić żonie awanturę. Jak na złość, żona była wtedy sama, a do porodu zostało jej ledwie kilka tygodni. Przyszły dwie starsze panie i nie zważając na stan żony, zaczęły krzyczeć.

Przyszłyśmy porozmawiać.
Ale o czym?
Pani mąż podczas wychodzenia na papierosa wpuścił jakiegoś podejrzanego mężczyznę do klatki. Ten chodził później po mieszkaniach i proponował dorobienie kluczy do domofonu.
Ale mój mąż nie pali… (naprawdę w życiu nie miałem papierosa w ustach). Zasugerowały jeszcze, iż jeżeli ten mężczyzna dorobi sobie klucze, będzie mógł wchodzić do klatki, kiedy tylko zechce.

Jak wróciłem do domu i usłyszałem, co się wydarzyło, poszedłem do tych pań i w dość dosadny sposób poprosiłem, żeby dały nam już spokój.

Po tej historii atmosfera się uspokoiła. Żyjemy już normalnie tylko tyle, iż sąsiedzi już choćby dzień dobry nam nie mówią.

Idź do oryginalnego materiału