Podobną sytuację opisała jedna z mam na portalu Reddit. Kobieta wybrała się ze swoim 4-letnim synem na plac zabaw. Chłopiec zabrał kilka ulubionych zabawek, w tym wóz strażacki. Z czasem inne dzieci zaczęły się nimi bawić, a on sam pobiegł na zjeżdżalnię i huśtawki.
REKLAMA
Zobacz wideo Wendzikowska dorastała w domu pełnym alkoholu. "Często bierzemy winę na siebie"
Doszło do nieprzyjemnej wymiany zdań
Gdy mama postanowiła wracać do domu, zauważyła, iż jednej zabawki, a dokładniej samochodu strażackiego, brakuje. Okazało się, iż bawi się nim inny chłopiec i wcale nie zamierza go oddać. Najgorsze w tym wszystkim było to, iż mama chłopca nie widziała w tym większego problemu.
Między kobietami doszło do niezbyt przyjemnej wymiany zdań. Sytuację dodatkowo zaogniły słowa jednej z mam skierowane do jej własnego dziecka: "To nauczycielka, musisz oddać zabawkę, kiedy nauczycielka poprosi".
To właśnie wtedy autorka wpisu dolała oliwy do ognia. Najpierw spokojnie wyjaśniła, iż nie jest nauczycielką, tylko matką dziecka i iż przyszła jedynie odebrać własność syna. W odpowiedzi usłyszała zarzut, iż próbuje zrobić z drugiej kobiety kłamczuchę i iż siłą odbiera im zabawkę.
"Zabawki znikają nam w magiczny sposób"
Takie sytuacje wcale nie są rzadkością. Nasze czytelniczki już kilka razy dzieliły się z nami podobnymi historiami, a my przytoczymy dziś trzy z nich.
Pani Ola w rozmowie z portalem eDziecko.pl przyznała, iż jej córeczka przyniosła kiedyś na plac zabaw kredę do rysowania, lalki i kilka drobiazgów. Inne dzieci bez pytania zaczęły z nich korzystać, a kreda została zużyta niemal w całości. - Najgorsze było to, iż nikt choćby nie pofatygował się i nie zapytał czy może wziąć. Te maluchy przychodziły jak po swoje, a rodzice choćby okiem nie mrugnęli, tylko patrzyli w te telefony i cieszyli się, iż mają spokój - wyznaje.
Z kolei pani Natalia, mama pięcioletniego Mateusza, dodaje: Zabraliśmy kiedyś na plac zabaw piłkę. Kiedy poszliśmy budować z piasku, zostawiliśmy ją pod ławką. Po kilku minutach podszedł inny chłopiec i ją po prostu zabrał. Kiedy grzecznie poprosiłam, by zostawił, usłyszałam od jego matki, iż samoluba wychowuję. Ale ja już dmucham na zimne, bo jedna piłka i kilka resoraków już nam w jakiś magiczny sposób z placu zabaw zniknęło.
Pani Gosia, mama dwójki chłopców, opowiedziała nam z kolei, jak radzi sobie z zabieraniem zabawek przez inne maluchy. - Mam na to najlepszy sposób, od jakiegoś czasu żadnych koparek, dźwigów czy hulajnóg nie zabieramy ze sobą. Mam dość tych krzywych spojrzeń rodziców i tych dzieciaków, które od razu lecą do nas jak muchy do lepu. Nie mamy zabawek, ale mamy święty spokój - wyznaje w krótkiej rozmowie.
Chcesz dodać coś od siebie? A może masz ochotę podzielić się z nami inną historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.











