Starsza kobieta przez wiele godzin wyczekiwała syna na dworcu PKP, ale ten nie pojawił się ani na peronie, ani w poczekalni!

polregion.pl 15 godzin temu

7 czerwca 2023
Dziś jeszcze raz, siedząc przy oknie i patrząc na szarą ulicę mojego osiedla w Krakowie, powracam myślami do tamtego dnia, gdy z ciężkimi torbami z mojej rodzinnej wioski pod Tarnowem, stanęłam na peronie Dworca Głównego. Przeznaczyłam ostatnie oszczędności 350 złotych, które pieczołowicie odkładałam przez całą zimę na prezenty dla dzieci i wnuków: domowe powidła, haftowane obrusy oraz miód z własnej pasieki. Przecież nigdy nie przyjeżdżam z pustymi rękami, a tym razem każda torba ważyła dobre dziesięć kilo. Bolały mnie dłonie, ale cieszyłam się na myśl, iż zaraz zobaczę rodzinę, bo Bogdan, mój syn, obiecał, iż po mnie przyjedzie.
Czekałam długo. Torby miałam ustawione przy ławce. Ludzie mijali mnie, zanurzając się w swoich sprawach, a ja wciąż rozglądałam się za znajomą sylwetką. W końcu nie wytrzymałam zadzwoniłam do Bogdana.
Telefon dzwonił zbyt długo. Już myślałam, iż nie odbierze. W końcu, po kolejnej próbie, usłyszałam w słuchawce jego rozkojarzony głos.
Mamo ach, przepraszam, zupełnie zapomniałem, iż dziś przyjeżdżasz zaczął niepewnie. Zdecydowaliśmy się z Lucyną pojechać do jej rodziców do Opola. Nie będzie nas cały tydzień. No, wychodzi na to, iż zupełnie niepotrzebnie się fatygowałaś Proszę, wróć do domu. Wiesz, tak wyszło spontanicznie i nie zdążyłem zadzwonić
Patrzyłam na swoje czerwone, obolałe ręce, a w oczach stanęły mi łzy. Nie powiedziałam mu nawet, jak bardzo mnie to zabolało. Tylko cicho odpowiedziałam:
Dobrze. i rozłączyłam się.
Nie miałam siły targać tych toreb z powrotem do autobusu. Dostrzegłam na ławce dwie starsze kobiety w zniszczonych płaszczach i oddałam im wszystko, co miałam. Po raz pierwszy w życiu wracałam do siebie z pustymi rękami i pustym sercem.
Bogdan nigdy nie zapytał, jak się czuję. Jakby nie zauważył, ile wysiłku i troski włożyłam w jego wychowanie i ile dla niego poświęciłam. Dopiero miesiąc później, gdy Lucyna zadzwoniła, pytając, czy nie mogłabym zająć się wnuczkami na kilka dni, bo wybierają się na wesele do przyjaciół, odpowiedziałam spokojnie, ale stanowczo, iż nie mogę im pomóc. Pomyślałam, iż mam już dość bycia potrzebną tylko wtedy, gdy inni nie radzą sobie sami.
Po tej rozmowie poczułam ciężar, który przez lata nosiłam na sercu, ale także ulgę. Chyba czas zacząć myśleć trochę o sobie.

Idź do oryginalnego materiału