Mieszkała staruszka, Zofia Kowalska, na skraju zapomnianej wsi w sercu Bieszczadów. Jej dom był stary okna zakurzone, ogród dziki i cisza, która wypełniała wnętrze. Po śmierci męża i wyjeździe dzieci do miasta, jej dni płynęły w rytmie herbaty, robienia na drutach, pielęgnacji rabat i wieczornych audycji radia.
Pewnej jesieni, gdy niebo przybrało szary odcień, a liście spadały jak spalone listy, zauważyła wzdłuż płotu cień. To był pies chudy, brudny, z wyraźnie wystającymi żebrami i oczami pełnymi ludzkiego smutku. Nie szczekał, nie warczał po prostu patrzył.
Zofia podniosła mu trochę zimnego jedzenia i plaster kiełbasy. Pies podszedł ostrożnie, zjadł wszystko i odszedł. Następnego dnia powrócił. I tak kolejny raz, i jeszcze raz.
Nazwała go Bartek, choć bardziej przypominał wędrowca niż szlachetnego pana. Dzień po dniu zwierzak zaczynał jej ufać merdał ogonem, ocierał się o jej rękę i choćby towarzyszył jej przy studni.
Pewnej nocy usłyszała głośny szczek. Wyszła na podwórze Bartek biegł szalony wokół szopy. Gdy podeszła bliżej, usłyszała szelest. Ktoś był w środku. Wzięła latarkę, otworzyła drzwi i prawie straciła przytomność. W środku stał chudy chłopiec, brudny, w podartych kurtkach, z przerażonymi oczami.
Proszę, nie bijcie mnie wyszeptał.
Okazało się, iż uciekł z domu dziecka, gdzie miał okrutnego opiekuna. Bartek znalazł go w lesie, nakarmił tym, co miał, ogrzał swoim ciałem i przywiózł do osoby, którą wyczuł jako dobrą.
Zofia nie zastanawiała się długo schowała chłopca. Kiedy przyjechała policja (sąsiedzi wezwali ją po hałasie i świetle), nie oddała go od razu. Po rozmowie z jedynym miejscowym policjantem dowiedziała się, iż chłopca szukano od dawna, a jego opiekun już nie pracuje w domu dziecka. Dziecko trafiło do nowej rodziny adopcyjnej, a przed wyjściem szepnął:
Teraz jesteś moją babcią Czy mogę do ciebie pisać?
Bartek pozostał. Już nie był bez właściciela stał się prawdziwym panem podwórka.
Od tego czasu Zofia Kowalska znów miała rodzinę wiernego psa, listy od wnuka co tydzień i przekonanie, iż życie, niczym ogon psa, może niespodziewanie zawrócić i przynieść radość.













