Synowa cierpiała w milczeniu, aż w końcu wybuchła

newsempire24.com 6 dni temu

Kasia wyszorowała gąbkę i zaczęła szorować zaschnięte plamy z kuchenki. Teściowa znów coś gotowała i, jak zawsze, zapomniała po sobie posprzątać. Mleko wykipiało, kasza się przypaliła, a teraz wszystko to zaschło na emalii jak skamieniałe.

“Kasiu!” — rozległ się z pokoju głos Heleny Pawłowskiej. — “Długo jeszcze tam będziesz się bawić? Chcę herbaty!”

Kasia westchnęła, wypłukała gąbkę i postawiła czajnik. Już dziewiąta wieczorem, ledwo wróciła z pracy, a teściowa cały dzień siedziała w domu, ale herbaty sobie zrobić nie potrafiła.

“Niosę, Helena Pawłowska!” — odpowiedziała, starając się, by w głosie nie było słychać irytacji.

Tymczasem Szymon oglądał telewizję w sąsiednim pokoju, choćby głowy nie podniósł, gdy żona przechodziła obok z tacą. Tak było codziennie. Wracał z pracy, jadł kolację i siadał przed telewizorem. A wszystko inne — dom, matka, gospodarstwo — to były obowiązki Kasi.

“Zapomniałaś cukru!” — burknęła niechętnie Helena Pawłowska, gdy Kasia postawiła przed nią filiżankę. — “I ciastek nie ma. Jak pić herbatę bez ciastek?”

“Ciastka skończyły się wczoraj” — cicho odpowiedziała Kasia. — “Jutro kupię.”

“Widzisz, nie pilnujesz! A za moich czasów gospodyni zawsze wiedziała, co w domu jest, a czego nie. Ja Szymona sama wychowałam, i dom w porządku trzymałam, i w pracy dawałam radę. A wy, młodzi, tylko po sklepach się włóczycie i w telefonach gaworzycie.”

Kasia milczała. Kłócić się nie miało sensu, już to zrozumiała. Helena Pawłowska zawsze znajdzie powód do narzekania. Albo zupa za słona, albo kurz gdzieś niedoczyszczony, albo telewizor za głośno włączony, albo za cicho. Czasem Kasi wydawało się, iż teściowa specjalnie szuka pretekstów, by zrobić uwagę.

“A swoją Anię znowu nie odebrałaś z przedszkola” — ciągnęła Helena Pawłowska, popijając herbatę. — “Wychowawczyni dzwoniła, pytała, gdzie mama. Wstyd mi było, słowo honoru.”

“Prosiłam, żebyście ją odebrali, miałam zebranie do siódmej” — próbowała wytłumaczyć Kasia.

“A ja co, nianią jestem? Mam swoje sprawy. Dawniej kobiety i pracowały, i dzieci same wychowywały, bez żadnych niań i babć.”

Kasia wyszła do kuchni i zabrała się za zmywanie naczyń. Ręce trzęsły się z bezsilności. Ania siedziała w świetlicy do wpół do ósmej, płakała, bo wszystkie dzieci już poszły. A Helena Pawłowska cały dzień w domu była, telewizję oglądała, ale wnuczki odebrać nie mogła.

W sypialni na stole leżał stos rysunków. Ania każdego dnia przynosiła coś z przedszkola — raz rysunek, raz laurkę. Pokazywała mamie, opowiadała, jak to robiła. A potem pytała:

“Mamo, a dlaczego babcia na mnie nie patrzy? Pokazuję jej rysunek, a ona się odwraca.”

Jak wytłumaczyć sześciolatce, iż babcia uważa ją za przeszkodę? Że odkąd zamieszkali u Heleny Pawłowskiej, starsza kobieta ciągle narzeka, iż w domu hałas, iż dziecko wszystko dotyka, wszystko psuje.

A przecież zaczęło się dobrze. Gdy Szymon przyprowadził Kasię na zapoznanie, Helena Pawłowska była uprzejma, wypytywała o pracę, o rodzinę. choćby powiedziała:

“Dobra dziewczyna, Szymek. Widać, iż wychowana. Żeń się, już czas.”

Wesele było skromne, ale wesołe. Helena Pawłowska pomagała z poczęstunkiem, krzątała się, cieszyła. Kasia myślała, iż mają szczęście do rodziny, iż teściowa będzie jak druga mama.

Gdy urodziła się Ania, Helena Pawłowska początkowo była zachwycona. Wnuczka, ślicznotka, mądrala! Pomagała z dzieckiem, gotowała zupy, prasowała pieluszki. Kasia pracowała na pół etatu, dawała radę i z domem, i z maluchem.

Ale powoli coś się zaczęło psuć. Najpierw drobne uwagi: pielucha nie tak założona, kaszka za rzadka. Potem zaczęły się poważniejsze.

“Ty w ogóle nie rozumiesz dzieci?” — oburzała się Helena Pawłowska. — “Szymon w jej wieku już sam jadł, a twoja choćby łyżką trafić do buzi nie potrafi!”

“Ma dopiero rok i trzy miesiące” — nieśmiało odpowiadała Kasia.

“Właśnie! Rozpieszczasz! Ja Szymona surowo wychowywałam, i jakoś człowiek wyrósł.”

Szymon zwykle w takich rozmowach nie uczestniczył. Wracał zmęczony z pracy, jadł kolację i siadał do telewizora. Na uwagi matki tylko kiwał głową albo machał ręką.

“Mamo, nie czepiaj się” — czasem mówił. — “Kasia dobrze sobie radzi.”

Ale częściej milczał. A gdy Kasia próbowała z nim rozmawiać, skarżyła się na ciągłą krytykę, Szymon wzruszał ramionami.

“Nie przejmuj się. Mama taka jest, przyzwyczajona wszystko kontrolować. Poczekaj, niedługo się przyzwyczai.”

Tyle iż Helena Pawłowska się nie przyzwyczaiła. Wręcz przeciwnie — z każdym rokiem stawała się bardziej wymagająca i kapryśna. Zwłaszcza po tym, jak wprowadzili się do jej mieszkania. Ich kawalerka była za ciasna dla rodziny z dzieckiem, a u Heleny Pawłowskiej było dwupokojowe, w dobrej dzielnicy.

“Przeprowadźcie się” — zaproponowała. — “Po co wam dodatkowe wydatki? I mnie raźniej będzie.”

Na początku rzeczywiście było wygodnie. Ania dostała własny pokój, nie trzeba było płacić czynszu. Ale niedługo Kasia zrozumiała, iż wpadła w pułapkę.

“To mój dom” — przypominała przy każdej okazji Helena Pawłowska. — “I tu moje zasady. Nie podoba się — możecie się wyprowadzić.”

A wyprowadzić się nie było gdzie. Na wynajem brakowało pieniędzy, na własne mieszkanie trzeba było długo oszczędzać. Szymon na rozmowy o wyprowadzce odpowiadał:

“Co ty, po co dodatkowe wydatki? Mama ma rację, tu jest wygodnie.”

Wygodnie było tylko jemu. Żył z matką przed ślubem i dalej żył. Mama gotowała, prała, sprzątała. Tyle iż teraz robiła to Kasia.

“Helena Pawłowska, może pójdziecie po chleb?” — poprosiła raz Kasia. — “Ania ma gorączkę, nie chcę jej na dwór ciągnąć.”

“A ja co, służąca jestem?” — obraziła się teściowa. — “Chleb to twój obowiązek. Ja swoje już odrobiłam.”

A przy tym codziennie znajdowała czas, by p

Idź do oryginalnego materiału