Synowa poprosiła mnie o odbiór wnuka z przedszkola: Co usłyszałam od nauczycielki, sprawiło, iż nogi mi się ugięły

twojacena.pl 6 godzin temu

Synowa poprosiła, żebym odebrała wnuka z przedszkola: To, co usłyszałam od wychowawczyni, sprawiło, iż nogi mnie załamały
Kiedy weszłam do przedszkola, myślałam o zwykłym popołudniu. Synowa zadzwoniła rano, prosząc, żebym przywiozła Antosia, bo została w biurze.
Dla mnie to była czysta przyjemność uwielbiałam te chwile, gdy mały przytulał się do mnie, pachniał kredkami i ciepłym mlekiem, a ja czułam się potrzebna. Jednak tego dnia pani Marta, jego wychowawczyni, spojrzała na mnie inaczej.
Nie z typowym, uprzejmym uśmiechem, ale z nutą niepokoju w oczach. Czy mogłaby pani zostać na chwilę? zapytała, gdy Antoś pobiegł po kurtkę do szatni. Muszę pani coś powiedzieć.
Serce przyspieszyło mi w piersiach. Nie wiedziałam, czego się spodziewać może chłopiec kłócił się z kolegą, może coś rozbił. ale słowa, które usłyszałam, sprawiły, iż przestałam stać na nogach.
Pani Marta mówiła powoli, patrząc mi prosto w oczy: Antoś w ostatnich dniach kilka razy wypowiadał rzeczy, które mnie zaniepokoiły. Mówił, iż wieczorami czasem boi się swojego pokoju, bo tata krzyczy bardzo głośno, a mama płacze.
Dodawał jeszcze, iż chciałby kiedyś zamieszkać u pani. Wstrzymałam oddech. Próbowałam poukładać myśli, ale w żołądku rosło nieprzyjemne uciskanie.
W drodze do domu Antoś był jak zwykle gadatliwy. Opowiadał o rysunku, nowej zabawie w sali i o naklejce, którą dostał w nagrodę. Ja słuchałam jego głosu i czułam, jak echo rozmowy z wychowawczynią rozbrzmiewa we mnie.
Z jednej strony może ona przesadza? Dzieci czasem wyolbrzymiają, wymyślają. Z drugiej jeżeli mówi prawdę, co tak naprawdę dzieje się w domu, kiedy drzwi się zamykają?
Wieczorem, siedząc w fotelu, starałam się wymyślić plan. Mogłam od razu zadzwonić do syna i zapytać wprost, ale wiedziałam, iż w napiętej sytuacji taki telefon mógłby tylko dolać oliwy do ognia.
Mogłam porozmawiać z synową, ale czy otworzy się przed mną? Mogła poczuć się oceniana. A jednak coś trzeba było zrobić myśl, iż mój wnuk może się bać we własnym domu, była nie do zniesienia.
Następnego dnia zaproponowałam, iż przyjmę Antosia na noc. Synowa zgodziła się, tłumacząc, iż ma dużo pracy. Wieczorem, układając puzzle w salonie, zapytałam go delikatnie: Wiesz, kochanie, pani w przedszkolu mówiła, iż czasem się boisz w swoim pokoju. Dlaczego?
Antoś spojrzał na mnie poważnie, jak na dorosłego. Bo tata krzyczy na mamę. Bardzo. A czasem trzaska drzwiami i wychodzi. A mama wtedy płacze i mówi, iż jest jej smutno. To uderzyło mnie w gardło. To nie były wymysły dziecka, a rzeczywistość, którą przeżywał i nie potrafił pojąć.
W kolejnych dniach zaczęłam uważniej przyglądać się rodzinie. Zauważyłam, iż synowa stała się bardziej zamknięta, a mój syn spięty. Rozmowy były krótkie, często chłodne. Zyskałam pewność, iż coś się dzieje i iż Antoś nie jest jedynym ofiarą. Ale co mogłam zrobić, by pomóc, nie wtrącając się w sposób, który zniszczy relacje?
Pewnego popołudnia zaprosiłam synową na kawę. Rozmowa najpierw kręciła się wokół drobiazgów, a potem powiedziałam: Martwię się. Nie o siebie, ale o was, o Antosia. Chciała zaprzeczyć, ale w jej oczach pojawiły się łzy.
To trudny czas wyszeptała. Dużo się kłócimy. Czasem przy Antosiu wiem, iż to źle. Ale nie wiem już, co robić. To była pierwsza szczera odpowiedź, jaką usłyszałam.
Nagle zapadła cisza, przerywana jedynie stukotem łyżeczki o filiżankę. Widziałam, iż jej dłonie lekko drżą, a wzrok przyklejony jest do pary unoszącej się nad kawą, jakby szukała w niej odpowiedzi na wszystkie pytania.
Wiesz zaczęła po chwili, niemal szeptem czasem myślę, iż gdyby nie Antoś, już dawno bym odeszła. Ale kiedy patrzę, jak zasypia, boję się, iż zrujnę mu życie. I wtedy zostaję.
Czułam, jak coś ściska mi gardło. Chciałam powiedzieć, iż ciągłe napięcie może też zniszczyć dziecko, ale widziałam, iż ona sama to rozumie po prostu nie ma jeszcze siły, by spojrzeć prawdzie w oczy.
Wyciągnęłam rękę i położyłam swoją dłoń na jej. Słuchaj, nie wiem, jakie podejmiecie decyzje, ale chcę, żebyś wiedziała, iż możesz liczyć na mnie. Antoś zawsze może przyjść do mnie choćby w środku nocy.
Jej oczy napełniły się łzami, ale tym razem nie były to tylko łzy bólu. Była w nich ulga, jakby po raz pierwszy od dawna ktoś powiedział jej, iż nie jest sama.
Wracając do domu, miałam ciężkie serce, ale i poczucie, iż zrobiłam coś ważnego. Wiedziałam, iż nie naprawię ich małżeństwa, nie uciszę wszystkich krzyków i nie powstrzymam wszystkich łez.
Mogę jednak być dla Antosia bezpiecznym portem. Miejscem, do którego wróci, gdzie nie słychać krzyków, gdzie pachnie świeżym ciastem, a wieczorami czyta się bajki na dobranoc.
I może właśnie taką jest teraz moja rola nie ratować dorosłych za wszelką cenę, ale ocalić w tym małym chłopcu najcenniejsze: poczucie, iż istnieje dom, w którym zawsze czeka ktoś, kto kocha go bezwarunkowo.

Idź do oryginalnego materiału