Szkolna dieta ląduje w koszu

beskidzka24.pl 1 godzina temu

Wprowadzenia diety planetarnej w szkołach staje się tematem kolejnych sesji rad gmin. Ostatnio szkolnym jadłospisem zajęli się radni z Budzowa.

Przed tygodniem pisaliśmy, iż podczas obrad Rady Gminy Węgierska Górka część radnych mocno krytykowała pomysł minister edukacji narodowej Barbary Nowackiej. Nowa szkolna dieta ogranicza spożycie mięsa i produktów smażonych, a wprowadza znacznie więcej warzyw. Niedawno temat diety poruszono na sesji Rady Gminy Budzów. Dyskusję rozpoczął radny Piotr Graczyk, który dopytywał obecnych na sali dyrektorów szkół, czy słynną już dietę wprowadzono i jaki jest do niej stosunek dzieci?

– Wprowadziliśmy dietę. Mamy dużo przypadków, iż dzieci tych pokarmów nie jedzą i wyrzucają mówiąc, iż im nie smakuje, bo na przykład jest niedosolone. Dwa razy w tygodniu jest mięso i dwa razy w tygodniu coś pieczonego. W takim przypadku w trzecim dniu nie można już zrobić naleśników, bo są one smażone – przyznała Jadwiga Wrzodek, pełniąca obowiązki dyrektora w Szkole Podstawowej w Bieńkówce.

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Budzowie Jacenty Głuc powiedział, iż w tej placówce posiłki są jednodaniowe w formie kateringu dostarczanego przez firmę zewnętrzną, a korzysta z nich średnio około 80 uczniów.

– Ktoś sobie coś wymyślił, ale najpierw powinna być jakaś próba wśród osób dorosłych, które mierzą się z problemami zdrowotnymi. Jak obserwuję nasze dzieci, to widzę, iż w koszu ląduje połowa normalnego jedzenia typu ryż, kasza, sos czy surówka. jeżeli dalej będziemy tak matkować swoim dzieciom, iż będą jadły tylko bułeczkę pieczoną z kotletem przez siedem dni w tygodniu, to dziecko nigdy nie będzie miało tego ryżu. I gdzie się ma nauczyć tego jeść? No tylko w szkole. A jak się mu da soczewicy i innych takich ciekawych rzeczy, typu fasola czy ciecierzyca, to z całym szacunkiem – jak to dziecko ma wtedy sobie z tym poradzić? Moim zdaniem tak troszkę dorośli ludzie nie myślą racjonalnie – stwierdził dyrektor Jacenty Głuc.

W Szkole Podstawowej w Zachełmnej uczniowie otrzymują żywienie w formie drugich śniadań, które przygotowywane są w szkole, a w przypadku obiadów placówka korzysta z kateringu dostarczanego przez jedną z firm.

– To obiady jednodaniowe, rodzice płacą 8 zł jako tak zwany wsad do kotła, a 5 zł dopłacane jest z budżetu gminy. Trzymamy się diety planetarnej, bo takie są przepisy i musimy to realizować. W szkole mamy taką możliwość, iż z ciepłych posiłków mogą korzystać nie tylko uczniowie, którzy są zapisani na obiady przez cały miesiąc. Na pojedynczy obiad mogą się zgłosić także uczniowie niezapisani, ale pod warunkiem, iż powiedzą o tym kucharce przed godziną 8.00. Nie ukrywam, iż wtedy, gdy jest mięso, to z obiadów korzysta bardzo dużo dzieci. Natomiast, gdy są wprowadzane nowości, to dzieci wypisują się z obiadów albo zdarzało się nawet, iż ile było wydanych posiłków, to tyle było wyrzuconych, bo to po prostu im nie smakuje. Trzeba czasu i nawyku, aby dzieci się przyzwyczaiły – podkreśliła Krystyna Stypuła, dyrektor szkoły w Zachełmnej.

Przysłuchujący się wypowiedziom dyrektorów radny Paweł Jopek przyznał, iż dieta planetarna jest nieprzemyślana.

Z kolei wiceprzewodniczący Tadeusz Goryl przyznał, iż podoba mu się to, w jakiej formie można zamówić obiad w szkole w Zachełmnej.

– Dzięki temu dzieci widzą co będzie w danym dniu na obiad i nie muszą tego kupować i wyrzucać, na co przecież ich rodzice wydają pieniądze – powiedział wiceprzewodniczący.

Idź do oryginalnego materiału