Dzisiaj siedzę przy biurku w swoim mieszkaniu w Krakowie i piszę kolejną stronę mojego dziennika. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, gdy Zosia przekroczyła próg dorosłości. Odkąd pamiętam, była zwykłą dziewczyną z małego osiedla pod Wawelem. Dorastała w ciepłym domu, gdzie opiekę nad nią sprawowała mama i ojczym Janusz, który przejął po ojcu jej wychowanie z ogromnym zaangażowaniem. Zosia zawsze powtarzała, iż może na nich liczyć, a w rodzinnym domu czuła się kochana i bezpieczna.
Skończyła liceum i udało jej się zdać maturę, choć miała problem z angielskim to właśnie ten język blokował ją przed dostaniem się na wymarzone studia na Uniwersytet Jagielloński. W końcu zdecydowała się na prywatne lekcje; po krótkim poszukiwaniu znalazła nauczyciela Kamila, który przyjechał z Gdańska i już kilka lat pomagał studentom opanować języki obce. Z początku te lekcje nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, ale z czasem między Zosią a Kamilem zawiązała się nić sympatii. gwałtownie zbliżyli się do siebie tak bardzo, iż już nie wyobrażali sobie życia osobno.
Wszystko zmieniło się pewnego majowego wieczora, gdy Zosia dowiedziała się, iż zostanie mamą. Pamiętam jej przerażenie, kiedy zadzwoniła do mnie z tą nowiną. Nasza rodzina była oszołomiona nie spodobał im się pomysł, iż Zosia wiąże przyszłość z kimś, kogo uznali za “przelotnego”. Widzieli przed oczami samotną córkę z dzieckiem, muszącą radzić sobie z opinią innych, bo przecież dzieci z nieślubnego związku wciąż wzbudzają emocje w naszym kręgu.
Kamil po obronie pracy magisterskiej dostał atrakcyjną propozycję pracy w Warszawie wyjechał, ale nie przestali być ze sobą w kontakcie. Regularnie rozmawiali przez telefon i komunikatory internetowe. W końcu, po kilku miesiącach, na świat przyszła ich córka, Helena. Niestety, reakcja rodziny była tak chłodna, iż Zosia rozważała wyjazd do Kamilowej rodziny na Pomorzu.
Próbowali, ale życie poza Krakowem okazało się trudne brakowało nam tam klimatu rodzinnego miasta, bliskości przyjaciół, starych ulic i zapachu obwarzanków o poranku. Po kilku miesiącach wrócili z powrotem na południe kraju. Niedługo potem urodziła się ich druga córka Jagoda. Mimo upływu czasu, naszych prób rozmów i pojednania, rodzina odwróciła się od Zosi. Ale ona nie dała się złamać nie zamierza porzucać Kamila, by uszczęśliwić innych.
Teraz rozważają przeprowadzkę do Kanady, wierząc, iż tam ludzie nie będą ich oceniać przez pryzmat konwenansów, a ich córeczki będą mogły dorastać w otoczeniu bardziej otwartym i wyrozumiałym.
Dziś już wiem, iż prawdziwa miłość i rodzina to nie jest to, na co patrzą inni czy jak ocenia świat. Liczy się wsparcie, zaufanie i szczęście tych, których kocham najbardziej. Każdego dnia uczę się od Zosi odwagi w walce o własne życie i wybory.








