Tajemnica z Mazowieckiej Wsi: Niezwykłe Losy Pięknej Larysy, Trzech Synów o Nieznanym Ojcu i Spełniona Przepowiednia Wiejskiej Wróżki

newskey24.com 21 godzin temu

Tajemnica

W małym miasteczku przypominającym raczej wieś mieszka dziewczyna o imieniu Bogusława. Pewnego razu jej mama, zafascynowana wszelaką magią, zabiera córkę do miejscowej wróżki.

Wróżka rozkłada karty i mówi:
Twoja Bogusława będzie szczęśliwa. Wszystko u niej się ułoży. Ale męża przy niej nie widzę.

Wtedy Bogusława miała może dziesięć lat. Słowa starej kobiety zapadły jej głęboko w pamięć, mimo iż adekwatnie nie rozumiała ich sensu.

Z czasem Bogusława wyrosła na wysoką, piękną dziewczynę. Chłopcy z okolicy tracili dla niej głowę. Jednak ona nie wiązała się na stałe z żadnym raz spotykała się z jednym, raz z drugim.

Po szkole, mimo dobrych wyników, nie wyjechała na studia do Krakowa ani Warszawy. Została na miejscu i podjęła pracę w miejscowej mleczarni. Krążyły pogłoski, iż ma romans z którymś z kierowników, ale nikt ich nigdy razem nie widział.

Kobiety z produkcji mawiały nowym:
Uważaj, Bogusława, żebyś tu nie utknęła na zawsze. choćby się nie obejrzysz, jak życie ci przeleci. Lepiej jedź do miasta, z twoimi warunkami tam wszyscy by się o ciebie zabijali.

Bogusława słuchała, uśmiechała się, ale nie komentowała.

Aż tu pewnego dnia po miasteczku rozchodzi się wieść: Bogusia jest w ciąży!

Rozpoczęły się domysły: kto i kiedy miał okazję „uszczęśliwić” najładniejszą pannę w okolicy? Chociaż długo analizowano, ojciec dziecka pozostał nieznany.

Matka dziewczyny nie kryła złości:
No to się doczekałam! Zrobiłaś wstyd. Teraz radź sobie sama. Na mnie nie liczysz. Skoro zrobiłaś, to sama wychowaj. I pomyśl, gdzie będziesz mieszkać u mnie nie masz czego szukać. Daję ci miesiąc.

W porządku, mamo odpowiedziała spokojnie Bogusława odejdę. Tylko potem mnie nie szukaj.

Dwa tygodnie później Bogusława kupuje mały domek z całym wyposażeniem. Sąsiedzi uznali, iż miała szczęście: dzieci poprzedniej właścicielki zabrały ją do miasta, a dom sprzedali za grosze. Skąd młodziutka, ciężarna dziewczyna zebrała choćby te niewielkie pieniądze, pozostało tajemnicą.

Potem zaczęły dziać się rzeczy niecodzienne. Domek w mgnieniu oka wyremontowany, wyglądał nowocześnie. Dookoła pojawił się nowy płot, w podwórku własna studnia. Przychodzili jacyś ludzie, gwałtownie i sprawnie wykonywali robotę.

Wkrótce sąsiedzi widzieli, jak jedzie dostawa, przynosząc Bogusławie nowe sprzęty AGD i meble. Ona sama promieniała, zawsze uśmiechnięta i szczęśliwa. Kompletnie nie wyglądała na kogoś porzuconego.

Jesienią urodził się jej synek Jaś. Na podwórku pojawił się nowiutki, błękitny wózek. Bogusława gwałtownie wróciła do formy po porodzie. Była jeszcze piękniejsza, zawsze zadbana, szła przez wieś pewnym krokiem, z głową wysoko uniesioną.

W domu miała mnóstwo obowiązków: malutkie dziecko, działka, palenie w piecu, zakupy, pranie. Ale nie narzekała do pracy przywykła od dziecka, więc wszystko ogarniała bez skarg.

Sąsiadki, widząc jaką jest pracowitą i dobrą osobą, stopniowo zaczęły się z nią zaprzyjaźniać. Czasem popilnowały Jasia, gdy musiała coś załatwić. Pomagały jej trochę przy ogródku: raz mąż przekopał grządki, innym razem razem wypleniły chwasty. Jednak Bogusława większość rzeczy robiła sama.

Kiedy Jaś miał niespełna dwa lata, jedna z sąsiadek wpada do drugiej, aż jej oczy wychodzą z orbit:
Widzisz?!
Co takiego?
Nasza Bogusia znów w ciąży!
Eee, wydaje ci się!
Nic mi się nie wydaje. Sama zobacz!

I znowu miasteczko huczało od plotek. Każdy miał własną teorię, kto tym razem uszczęśliwił dziewczynę. Ale nikt nie miał żadnych dowodów – nie widziano jej z żadnym mężczyzną.

Bogusława nie przejmowała się gadaniem. Żyła po swojemu. Na podwórku wyrosła nowa saunę, przyjechali gazownicy i zrobili jej przyłącze gazowe, a w ogródku pojawiła się nowoczesna szklarnia z poliwęglanu. A to wcale tani wydatek.

No i pytaj się, skąd samotna babka ma takie pieniądze? komentowano w miasteczku musi mieć jakiegoś adoratora, pewnie ktoś ze świecznika. Jednak tajemnica Bogusławy i tym razem nie została rozwiązana.

Wkrótce na podwórzu znów stał ten sam błękitny wózek. Jaś dostał braciszka Wojtusia.

Po dwóch latach na świat przyszedł jeszcze mały Staś.

Bogusława urodziła trzech synów, a nikt nie wiedział, kto był ojcem.

Jedni się z niej jawnie naśmiewali, mieli ją za dziwaczkę. Inni widząc, iż dzieci zadbane, zdrowe, a ona sama nie pije, haruje dzień i noc podziwiali jej odwagę. Niektórzy wytykali ją palcami, nazywali najgorszymi słowami, stawiając jej los jako przestrogę dla swoich córek.

Matka Bogusławy nie rozumiała córki, wstydziła się, nie próbowała choćby poznać wnuków.

A Bogusława przez cały czas chodziła dumna, pogodna, nie zważając na zawiść wokół.

Mija czas. Pewnego dnia pod dom Bogusławy podjeżdża elegancki samochód. Wysiada z niego dyrektor mleczarni, pan Zbigniew Majewski, bardzo szanowany w okolicy, z bukietem pięknych kwiatów. Wchodzi do domu Bogusławy, a pod domem momentalnie zbierają się sąsiedzi, ciekawi co się dzieje.

Wszyscy wiedzieli, iż pan Zbigniew rok wcześniej pochował żonę. Kobieta przez lata była ciężko chora, a on sam się nią opiekował. Zatrudniał opiekunki, ale nigdy nie zostawił żony samej do końca jej dni.

Gdy Bogusława odprowadzała gościa, zgromadził się tłum ciekawskich. Pan Zbigniew przyciągnął ją do siebie i, nie zważając na gapiów, pocałował. Następnie, głośno, by wszyscy słyszeli, oświadczył:
Bogusława zgodziła się zostać moją żoną. Nasza rodzina ja, ona i synowie zapraszamy was wszystkich na wesele!

Zapadła cisza wszyscy patrzyli z niedowierzaniem na szczęśliwą parę. I dopiero wtedy każdy zrozumiał, do kogo podobni byli synowie Bogusławy

Ze wszystkich stron posypały się gratulacje.

Po hucznym, wielkim weselu Zbigniew przeprowadził Bogusławę z dziećmi do swojego domu. Przy przeprowadzce pomagała cała okolica.

A rok później na świat przyszła wymarzona córeczka…

I kto tu teraz będzie wierzył wróżkom?

Idź do oryginalnego materiału