Tajemnicza korespondencja męża Poranek Olgi i Sergiusza rozpoczął się od pośpiechu. Zaspali na budzik, więc wszyscy w domu – Olga, Sergiusz i ich syn Wituś – biegali w popłochu, żeby jednocześnie zdążyć do pracy i przedszkola. — Kochanie! Odbierzesz dziś Witusia, dobrze? — zawołała Olga z sypialni, próbując jednocześnie wciągnąć spodnie i zapakować synowi rzeczy do plecaka. — Jasne! — odparł Sergiusz — Gdzie są moje klucze? — Nie widziałam! — rzuciła poirytowana Olga, przeszukując pokój w poszukiwaniu telefonu. Wreszcie udało jej się go znaleźć i zabrała się za ubieranie Witusia, który zupełnie nie przejmował się porannym chaosem i spokojnie bawił się samochodzikami. Do przedszkola Olga i Wituś dotarli w pięć minut. Olga próbowała rozpiąć synowi kurtkę, ale zamek się zaciął. Nagle spojrzała na Witusia i zobaczyła, iż zaczyna płakać. — Mamo, nie chcę do przedszkola… — Wituś zaczął marudzić, marszcząc czoło i zaciskając piąstki. — Synku, nie zaczynaj… Spieszymy się! — Olga starała się zachować spokój, choć jej głos lekko drżał. Pogłaskała chłopca po głowie, przykucnęła przy nim i próbowała uspokoić: — W przedszkolu będzie fajnie. Spotkasz kolegów, pobawisz się… Ale syn nie dawał się przekonać. Stawał się coraz bardziej marudny. Z szatni wyszła nauczycielka, uśmiechnęła się łagodnie do Olgi i wzięła Witusia za rękę. — Proszę się nie martwić, pani Olgo — powiedziała. — Zaraz sobie poradzimy. Wituś, chodź, dzieci już czekają. Olga westchnęła z ulgą, ale niemal od razu poczuła kolejną falę stresu. — Jezu, znowu jestem spóźniona… — wymamrotała pod nosem, zerkając na zegarek. Wychodząc, postanowiła zadzwonić do klientki, żeby uprzedzić o spóźnieniu. Wyjęła z torebki telefon, szukając w kontaktach odpowiedniego numeru, ale nic znajomego nie mogła znaleźć. Olga przyjrzała się dokładniej – to nie był jej telefon. W porannym zamieszaniu ze Sergiuszem zamienili się pokrowcami. Przeklęte pasujące etui, przeklęte te same hasła. — No świetnie… — mruknęła zirytowana, próbując wymyślić, jak skontaktować się z klientką. Musiała zadzwonić do męża, by przesłał jej adekwatny numer. Gdy o tym myślała, telefon w jej dłoniach zawibrował i pojawiło się powiadomienie o SMS-ie. Olga zerknęła pobieżnie: Dymek: „No i jak z tą laską z siłowni? Dała ci numer?” Olga zamarła. Przeczytała powiadomienie raz, potem jeszcze raz. Otworzyła rozmowę i zaczęła czytać. Dymek: „No to co, zdobyłeś jej zaufanie?” Sergiusz: „Tak, dała numer. Umówiliśmy się na ten weekend. U mnie.” Olga z przerażeniem czytała te słowa w kółko. W ten weekend? Przecież miała wywieźć Witusia do mamy i zostać tam na noc… — Boże… — wyszeptała, czując jak ściska jej się serce. — Lepiej bym tego nie wiedziała. Te przeklęte pary pokrowców… Ogromnym wysiłkiem udawało jej się zachowywać jak zwykle. Każdy dzień, każde spojrzenie na Sergiusza było teraz próbą nerwów. Do soboty zostały trzy dni, ale Olga już zapętlała w głowie rozważania, co powinna zrobić. Próbowała sobie tłumaczyć, iż to może jakieś nieporozumienie, iż może źle zrozumiała. Ale ilekroć patrzyła na męża, słyszała w głowie jego słowa z rozmowy: „w ten weekend. U mnie.” Sergiusz zdawał się niczego nie zauważać. Był jak zwykle troskliwy, miły, pomocny. Wieczorem pytał, jak jej minął dzień, pomagał przy kolacji, usypiał Witusia. Olga wpatrywała mu się w oczy, szukając odpowiedzi na pytania, których nie potrafiła zadać. Ani śladu winy – to przerażało ją jeszcze bardziej. W środę wieczorem oglądali razem film. Sergiusz objął ją ramieniem, jak dawniej, a Olgę musiała przygryźć wargi, by nie rozpłakać się na jego ramieniu. W jego uścisku czuła się bezbronna, jakby cały jej świat zaraz miał runąć. Każdy jego gest wydawał się fałszywy, jakby coś przed nią ukrywał. W piątek wieczorem położyli Witusia spać. Olga stała przy zlewie, zamyślona, bawiła się wodą. Sergiusz podszedł i objął ją w talii, szepcząc: — Jesteś dziś jakaś smutna. Wszystko w porządku? Olga zamarła, poczuła lodowaty dreszcz wzdłuż kręgosłupa. — Tak, wszystko okej — odpowiedziała, zmuszając się do uśmiechu. — Po prostu zmęczona. — Rozumiem — odparł czule, całując ją w czubek głowy. W nocy z piątku na sobotę, gdy Sergiusz spał, Olga po cichu wymknęła się do łazienki. Zamknęła się na klucz, puściła wodę i przysiadła na brzegu wanny. Wtedy wszystkie uczucia wylały się z niej. — Dlaczego? — szeptała przez łzy. — Dlaczego mi to robisz? Opętana pytaniami, znów i znów wracała do tego samego. Żadnej odpowiedzi. Co on zrobił? Co ja mam teraz zrobić? Powiedzieć mu czy odejść? W środku wszystko ją bolało, rozum szalał między strachem, żalem i próbą pogodzenia się z rzeczywistością. Jedno wiedziała — do rana musi znów założyć maskę. Jutro dzień, gdy prawda wyjdzie na jaw. W sobotę rano Olga zawiozła Witusia do swojej mamy. Działała niemal automatycznie – każdy ruch kosztował ją wysiłek. Mama od razu zauważyła, iż coś jest nie tak. — Olu, wszystko w porządku? — zapytała, witając córkę. Olga nerwowo się uśmiechnęła, starając się ukryć zdenerwowanie. Jej głos zabrzmiał nienaturalnie: — Tak, mamo, wszystko dobrze. Spieszę się… Chcę zrobić Sergiuszowi niespodziankę. — Całowała syna w czoło i poszła do auta, choćby nie oglądając się za siebie. Przez całą drogę do domu trzęsły jej się ręce. Naprzemiennie myślała: „A może on naprawdę idzie tylko do kolegi? A jeżeli ona nie przyjdzie? Może źle zrozumiałam?” Chciała przyłapać męża na kłamstwie i jednocześnie mieć nadzieję, iż wszystko okaże się pomyłką. Chciała zamknąć oczy, zapomnieć o wszystkim i znów być rodziną jak dawniej. Gdy dotarła na parking pod domem, długo nie mogła wysiąść z auta. Przed oczami stanęły obrazy szczęśliwych chwil: Sergiusz śmiejący się z nią w kuchni, wspólne spacery z Witusiem, wieczory przed telewizorem. Rodzina wydawała się tak silna, a teraz, siedząc w aucie, Olga miała wrażenie, iż każda minuta odwlekania przed domem przedłuża trochę jej szczęście. Chwila spokoju, zanim rzeczywistość zawali się jak domek z kart. W końcu odważyła się wejść na klatkę, zatrzymała się przy drzwiach, ściskając w drżącej dłoni klucz. Przekręciła go powoli, jakby nie chciała wchodzić do tej rzeczywistości za progiem. W mieszkaniu panował mrok, tylko na kuchni świeciła się lampka. Od razu usłyszała śmiechy, przyciszone głosy. W środku wszystko jej ścisnęło. „To on”, pomyślała. „Wszystko się spełniło.” Przez chwilę zakręciło jej się w głowie. Każdy kolejny krok w stronę kuchni był jak chodzenie we śnie. Czuła, jakby wszystko działo się poza nią, była zbyt przerażona, by się zatrzymać. W końcu weszła na kuchnię. — Sergiusz? — wyszeptała, a jej głos brzmiał, jakby należał do kogoś innego. Powtórzyła głośniej: — Sergiusz?!? Nie doczekawszy się odpowiedzi, weszła. Zobaczyła dwie osoby – mężczyznę i kobietę. Mężczyzna to nie był jej mąż. To był Dymek, najlepszy przyjaciel Sergiusza. Olga zamarła. Dymek odwrócił się gwałtownie, wyraźnie zaskoczony. — Olga! To nie tak, jak myślisz… Ja tylko… Olga! No wiesz przecież, co u nas w domu? Olu! Przecież nie pójdę z nią do swojej mamy… — zaczął się tłumaczyć. Olga nie słuchała, tylko stała oszołomiona, nie rozumiejąc, co się dzieje. W głowie dudniło jej okropnie. Rozum i serce rwały się na strzępy. Łzy zaczęły cicho spływać po policzkach, ale uświadomiła sobie, że… uśmiecha się. — Rozumiem, Dymek… — szepnęła w końcu. — Idę już. Wyszła za próg. Chłodne powietrze szczypało ją w twarz. Wyjęła telefon, drżącymi rękami wykręciła numer męża. — Halo… — jego głos zabrzmiał w słuchawce, ale ona nie potrafiła złożyć zdania. Wyrwało się z niej tylko nerwowe wyznanie: — Kocham cię… Bardzo cię kocham… Łkała i jednocześnie śmiała się trochę nerwowo, próbując zebrać myśli i cokolwiek jeszcze powiedzieć. Wszystkie podejrzenia, strach i napięcie nagle pękły. W głowie był chaos. — Byłam w domu… Tam był Dymek… — wyszeptała. — Wiem… Przepraszam, nie gniewaj się. Błagam. Ja jestem w biurze. Przyjedziesz? Nie gniewaj się, kochanie… Przecież znasz Dymka. Przyjedziesz? — Już jadę… Olga wybiegła do auta, pragnęła tylko jak najszybciej przytulić męża. Olga i Sergiusz siedzieli na podłodze w salce konferencyjnej, przed nimi stała butelka wina. Olga opierała głowę na ramieniu męża i ściskała w dłoni kieliszek. — Przepraszam, nie chciałam zaglądać w wasze wiadomości. Nigdy tego nie robiłam…©Stella Kiarri — To ja przepraszam, iż dałem się wciągnąć w tę historię. Powinienem ci od razu wszystko powiedzieć. — Dlaczego on cię prosił? — Bo jestem jego kumplem. Dzień wcześniej skompromitował się przed tą dziewczyną… — Jak? — Wpadł na nią z pełnym pędem i oblał energetykiem… Zepsuł jej biały garnitur, cała była niebieska… Potem, jak zwykle, zdziecinniał. „Nie dam rady! Boję się! Sergiusz, pomóż!”. Mówiłem do niego jak do czternastolatka. Sergiusz zaczął naśladować głos kolegi. Olga roześmiała się. — To mój najlepszy przyjaciel… Żal mi go czasem. Wziąłem od niej numer, przedstawiłem Dymka w najlepszym świetle, dodałem trochę humoru i… gotowe. — A czemu do nas ją zaprosił? Przecież mógł iść do hotelu… — A nie pamiętasz, dlaczego przez cały czas mieszka z mamą? — Żeby nie wydawać na wynajem… I żeby mama mu kotleciki smażyła… I prała oraz prasowała skarpetki. — No właśnie — Sergiusz spojrzał na żonę wymownie. — Skąpiec z niego! — Olga wybuchnęła śmiechem. — Kumpel od podstawówki, to pewnie jedyny przed kim mu nie wstyd pokazać tej swojej strony… — Serio… Jesteś idealnym przyjacielem, Sergiusz! Szanuję! Olga pokręciła głową. — Stop. A jeżeli oni dalej tam są? Nie możemy nocować w twoim biurze… Do domu na razie nie chcę… Niech tam posprzątają. Sergiusz pocałował żonę. — Ja nie jestem skąpy jak on. Zasłużyliśmy na romantyczny wieczór. — Naprawdę?! Jedziemy do hotelu?! Sergiusz przytaknął, błyskawicznie podniósł żonę na ręce i zarzucił ją sobie na ramię. Olga śmiała się, próbując się wyrywać, ale mąż trzymał ją mocno. — Dostarczę cię tam całą i zdrową! Olga śmiała się na całe gardło, nie mogąc uwierzyć, iż jeszcze parę godzin wcześniej w duszy żegnała się ze swoim małżeństwem.

naszkraj.online 11 godzin temu
Tajemnicza korespondencja męża Rano u Małgosi i Krzysztofa zaczęło się od poślizgu w czasie, jakby budzik zgubił swój dźwięk pośród mgły. Obłędne bieganie, Małgosia próbowała jednocześnie ubrać spodnie i wrzucać do plecaka rzeczy dla przedszkolaka, a Krzysztof gubił klucze między snem a jawą. Krzysiu, odbierzesz dzisiaj Antka, dobrze? krzyknęła z sypialni, zsuwając przez ciało gładkie […]
Idź do oryginalnego materiału