Tajemnicza korespondencja męża – poranek pełen chaosu, zamiana telefonów i przypadkowe odkrycie wiadomości, które mogą zburzyć rodzinne szczęście Olgi i Serka. Co kryje się za SMS-em o dziewczynie z siłowni, czy podejrzenia Olgi okażą się prawdziwe i jak zakończy się ten pełen emocji weekend w polskiej rzeczywistości?

twojacena.pl 18 godzin temu

Tajemnicza wiadomość męża

Dzień w mieszkaniu Małgorzaty i Michała w Warszawie zaczął się totalnym chaosem. Zaspali, przegapili budzik, więc oboje biegali po mieszkaniu, próbując jednocześnie ubrać się do pracy i wyszykować swojego synka, Stasia, do przedszkola.

Kochanie! Odbierzesz dziś Stasia, dobrze? zawołała Małgorzata z sypialni, chwytając spodnie i próbując upchnąć do plecaka syna rzeczy na zajęcia.

Jasne! odparł Michał. Ale gdzie są moje klucze?

Nie widziałam! odkrzyknęła, zirytowana, przeszukując pokój w poszukiwaniu telefonu. W końcu go znalazła i od razu zaczęła opatulać Stasia, który zupełnie nie przejmował się cisnącą atmosferą i spokojnie bawił się autkami.

W pięć minut była już pod przedszkolem. Małgorzata próbowała zdjąć synkowi kurtkę, ale zamek się zaciął. Wtem spojrzała na Stasia, który nagle zaczął zanosić się płaczem.

Mamusiu, nie chcę dziś iść do przedszkola Stasiu zaczął łkać, marszcząc czoło i ściskając piąstki.

Synku, przestań, kochanie Spieszymy się bardzo! Małgorzata starała się zachować spokój, ale głos nieco jej się łamał. Przyklękła przy synku i pogładziła go po głowie, usiłując go uspokoić. Zobaczysz, iż w przedszkolu będzie fajnie. Pobawisz się z dziećmi, spotkasz kolegów

Ale prośby i tłumaczenia nie przyniosły efektu. Staś stał w miejscu, coraz bardziej marudząc. Na pomoc wyszła jedna z opiekunek, uśmiechnęła się łagodnie do Małgosi i wzięła Stasia za rękę.

Proszę się nie martwić, Małgosiu powiedziała ciepło. Zaraz zajmiemy się Stasiem. No, Stasiu, chodź do dzieci, czekają już na ciebie.

Małgorzata miała ochotę odetchnąć z ulgą, ale od razu poczuła, jak kolejna fala stresu ją zalewa.

O matko, straszliwie się spieszę pomyślała gorączkowo, zerkając na zegarek. Wybiegła z przedszkola i już miała dzwonić do swojej klientki, by uprzedzić o spóźnieniu, gdy zorientowała się, iż coś jest nie tak. Telefon, który wyjęła z torby, nie był jej. Okazało się, iż w porannym rozgardiaszu zamieniła się z mężem telefonami. Cholernie podobne etui, niemal identyczne hasła.

Świetnie… mruknęła do siebie z frustracją, próbując wymyślić, jak skontaktować się z klientką. Musiała teraz dzwonić na swój własny numer i prosić Michała, żeby jej podesłał kontakt.

Nagle telefon w jej dłoni zawibrował. Spojrzała odruchowo na ekran:

Darek: Co z tą laską z siłki? Dała ci telefon?

Małgorzata momentalnie zesztywniała. Kilka razy przeczytała powiadomienie, potem w jakimś amoku weszła w wiadomość i zaczęła czytać dalej.

Darek: No i co, zakumplowałeś się z nią?

Michał: Tak, dała mi numer. Ustaliliśmy, iż w ten weekend. U mnie.

Przeczytała to jeszcze raz i poczuła, jak robi jej się niedobrze. W ten weekend? Miała wtedy zawieźć Stasia do swojej mamy i zostać tam na noc

Boże wyszeptała, z trudem łapiąc oddech. Wolałabym tego nie wiedzieć. Przeklęte identyczne telefony

Kosztowało ją to wiele wysiłku, by nie dać niczego po sobie poznać. Każdy dzień, każdy kontakt z Michałem był dla niej próbą. Do soboty zostały trzy dni, a Małgorzata nie mogła przestać o tym myśleć. Im bardziej przekonywała siebie, iż to może tylko głupie nieporozumienie, tym częściej w głowie szumiały jej te słowa: W ten weekend. U mnie.

Michał zachowywał się jak zwykle: czuły, pomocny, zawsze uśmiechnięty. Wieczorami pytał, jak minął jej dzień, pomagał przy kolacji, czytał Stasiowi bajki na dobranoc. Małgorzata patrzyła mu w oczy, szukając odpowiedzi na niewypowiedziane pytania. Nie widziała w nim choćby grama winy. To przerażało ją jeszcze bardziej.

W środę zasiedli razem do filmu. Michał objął ją ramieniem tak jak dawniej, a Małgosia musiała zagryźć wargi, żeby się nie rozpłakać. W tych objęciach nie czuła już tej samej bliskości zamiast tego narastał w niej strach, iż świat, który znała, właśnie się rozpada. Każde jego słowo wydawało jej się teraz wyreżyserowane, jakby udawał i coś przed nią ukrywał.

W piątkowy wieczór położyli Stasia spać. Małgorzata stała nad zlewem, mocząc dłonie pod bieżącą wodą i zamyślając się. Michał podszedł od tyłu, objął ją w pasie i wyszeptał czule:

Jakaś taka smutna dziś jesteś. Wszystko w porządku?

Stała jak sparaliżowana, czując jak lodowaty dreszcz przechodzi jej po plecach.

Tak, po prostu jestem zmęczona odpowiedziała, próbując się uśmiechnąć.

Rozumiem mruknął łagodnie, całując ją w głowę.

W nocy z piątku na sobotę, gdy Michał już spał, Małgorzata cicho podniosła się z łóżka i weszła do łazienki. Zamknęła się na zamek, odkręciła wodę i usiadła na brzegu wanny. Wtedy wszystko to, co tłumiła w sobie przez dni, wypłynęło na zewnątrz.

Dlaczego? szeptała, szlochając. Co ja mam teraz zrobić?

Myśli kotłowały jej się w głowie. Nie wiedziała, co zrobić, czy rozmawiać z nim, czy po prostu odejść. Strach, ból, poczucie bezradności mieszały się w niej z chęcią zaakceptowania tego, co się stało.

Jedno wiedziała na pewno z rana znów musi założyć maskę i zagrać przed wszystkimi, iż wszystko gra. Jutro prawda wyjdzie na jaw.

W sobotę przewiozła Stasia do mamy na Pradze. Całą drogę była jak przytłoczona ciężarem. Mama Małgosi od razu poczuła, iż coś jest nie tak.

Gosiu, wszystko w porządku? zapytała, przytulając córkę.

Małgorzata wymusiła lekki uśmiech i odpowiedziała nienaturalnie spokojnym głosem:

Tak, mamo, wszystko okej. Po prostu się spieszę Chcę Michałowi zrobić niespodziankę.

Szybko pocałowała Stasia w czoło i wróciła do samochodu, żeby nie zostać dłużej.

W czasie jazdy do domu dygotała z nerwów. Myślała: A może on naprawdę pójdzie na piwo z kolegą? Może wcale nie przyjdzie żadna kobieta? Może źle przeczytałam?

Chciała jednocześnie zobaczyć go na gorącym uczynku i mieć nadzieję, iż to tylko kolejne nieporozumienie. Marzyła, by zamknąć oczy i wrócić do dawnych beztroskich dni.

Pod klatką długo siedziała w aucie, patrząc przez szybę. W myślach pojawiały się obrazy wspólnie spędzonych chwil: zabawne wieczory, spacery całą rodziną nad Wisłą, rodzinne obiady. Serce ściskał żal, bo wiedziała, iż każda minuta, którą przeciąga tutaj, to ostatnie chwile dawnego szczęścia. To była cisza przed burzą.

W końcu zebrała się w sobie, weszła na piętro z kluczem drżącym w dłoni. Wsunęła go w zamek jak najwolniej, nie chcąc wejść do rzeczywistości, która czekała za drzwiami. W mieszkaniu panował półmrok, tylko w kuchni paliła się lampka. Słychać było ciche głosy, śmiechy, szepty. W niej wszystko ściskało się ze strachu.

To się dzieje przebiegło jej przez myśl. To koniec.

Na sekundę zakręciło jej się w głowie. Krocząc przez korytarz, miała wrażenie, iż traci kontakt z rzeczywistością. Serce waliło jak szalone.

Michał? szepnęła, a jej głos zabrzmiał obco.

Powtórzyła głośniej:

Michał?!

Nie słysząc odpowiedzi, weszła do kuchni. W środku zobaczyła dwie postacie mężczyznę i kobietę. Mężczyzna nie był jej mężem. To był Darek, najlepszy przyjaciel Michała. Małgorzata przystanęła zaskoczona. Darek gwałtownie się odwrócił, lekko przestraszony.

Małgosiu! To nie to, o czym myślisz No bo u nas w domu Gosiu, przecież nie pójdę z nią do mamy zaczął się tłumaczyć chaotycznie.

Małgorzata niczego już nie słyszała. Stała i patrzyła na nich nie wiedząc, co myśleć. W głowie huczało. Czuła łzy na policzkach, ale w tym samym czasie zaskoczyła siebie lekkim uśmiechem.

Rozumiem, Darek wyszeptała cicho, z trudem panując nad emocjami. Ja już pójdę.

Odwróciła się i wyszła z mieszkania. Chłodne powietrze na klatce schodowej uderzyło ją w twarz. Wciąż była zamotana. Drżącymi rękami wyciągnęła telefon i wybrała numer męża.

Halo odezwał się Michał po drugiej stronie, ale Małgorzata nie mogła złożyć myśli. Wyrwało jej się jedynie dziwaczne, rozpaczliwe wyznanie:

Kocham cię Bardzo cię kocham

Przez łzy i przez nerwowy śmiech próbowała powiedzieć coś sensownego, ale emocje ją zalewały. Wszystkie obawy, napięcie i niepewność naraz pękły.

Byłam w domu Tam jest Darek wyszeptała do słuchawki.

Wiem Przepraszam, nie denerwuj się. Jestem teraz w biurze, przyjedź do mnie proszę, dobrze? Nie gniewaj się, Kochanie Przecież znasz Darka. Przyjedziesz?

Już jadę

Błyskawicznie pobiegła do auta, nie mogła się doczekać, żeby go zobaczyć.

Niedługo potem siedzieli razem w sali konferencyjnej firmy. Obok nich stała butelka wina. Małgosia oparła głowę o ramię męża, powoli obracając kieliszek w dłoni.

Przepraszam, nie chciałam podglądać twoich wiadomości. Nigdy nikogo nie śledziłam wyszeptała.

To ja przepraszam, iż wciągnąłem cię w takie zamieszanie. Powinienem był wszystko od razu wyjaśnić.

Czemu go poprosiłeś?

Bo jestem Darka przyjacielem. A dzień wcześniej narobił sobie wstydu przed tą dziewczyną.

W jaki sposób?

Wpadł na nią z rozbiegu i wylał na nią napój energetyczny Cały jej biały garnitur był w plamach, do tego on, jak na nastolatka, totalnie się nie umiał odezwać: Nie dam rady, boję się! Michał, ratuj!. No to umówiłem spotkanie, załatwiłem numer i trochę mu pomogłem.

Małgorzata zaśmiała się, wyobrażając sobie całą sytuację.

A dlaczego ją sprowadził do Ciebie, a nie do siebie?

Ty wiesz, iż on ciągle mieszka z matką?

Żeby nie wydawać na wynajem i mieć domowe schabowe, wyprane skarpetki i wszystko podane pod nos

Otóż to Michał spojrzał na żonę z szerokim uśmiechem.

On jest taki oszczędny, iż aż głowa boli! Małgosia roześmiała się.

Znamy się od dwudziestu lat, pewnie jestem jedyną osobą, przed którą nie wstydzi się być sobą

Tak, masz rację. Jesteś prawdziwym przyjacielem, Michał!

Po chwili Małgosia zastanowiła się głośno:

Ale jak długo jeszcze będą tam siedzieć? Nie zostaniemy przecież w twoim biurze na noc. Do domu tymczasem nie mam ochoty wracać Niech posprząta dobrze po sobie.

Michał ucałował żonę.

Ja nie jestem takim dusigroszem jak Darek. Zasługujemy na romantyczny wieczór.

Mówisz serio? Jedziemy do hotelu?

Michał skinął głową. gwałtownie wstał, wziął żonę na ręce i zaniósł ją do wyjścia. Małgosia śmiała się szczerze, nie mogąc uwierzyć, iż kilka godzin wcześniej myślała, iż świat jej się zawalił.

Wtedy Małgorzata zrozumiała, iż czasem nasze lęki i wyobrażenia są gorsze niż prawda, a szczera rozmowa i zaufanie są kluczem do prawdziwego spokoju w związku. Czasem warto obdarzyć drugą osobę zaufaniem, zamiast dać się ponieść podejrzeniom, które mogą wszystko popsuć. Wszystko, co najcenniejsze, rodzi się z rozmowy i wspólnego zrozumienia.

Idź do oryginalnego materiału