Dziecko to dziś luksus
Jeszcze kilkanaście lat temu wśród młodych ludzi przewyższało przeświadczenie, iż dzieci "kosztują dużo nerwów, ale pieniędzy nie aż tak wiele". Młode pary i małżeństwa gwałtownie więc decydowały się na potomstwo.
Dziś takie stwierdzenie brzmi jak żart, o czym dobitnie napisała moja redakcyjna koleżanka Anna Borkowska w tekście "Dziecko to nowy symbol luksusu – mało kogo na nie stać. "Jak torebka Birkin, nie dla Kowalskiego'".
Rodzicielstwo stało się luksusem, na który coraz mniej osób może sobie pozwolić. Coraz powszechniejsze staje się przekonanie, iż więcej niż 2 dzieci mają tylko wyjątkowo majętne pary albo ci, którzy, ze względu na liczbę dzieci, ledwo wiążą koniec z końcem (i nierzadko są przez to oceniani, a choćby określani mianem "patologii").
Samo wychowanie i opieka nad dzieckiem to ogromne wyzwanie finansowe, a jeżeli doliczymy edukację – rachunek rośnie do kwot, które przyprawiają o zawrót głowy. Według raportu "Polaków portfel własny: Edukacja w portfelu" przygotowanego przez Santander Consumer Bank, choćby 1500 zł miesięcznie trzeba przeznaczyć na edukację jednego dziecka.
To kwota, która dla wielu rodzin jest porównywalna z ratą kredytu hipotecznego. Wydatki obejmują nie tylko czesne czy podręczniki, ale też korepetycje, zajęcia dodatkowe, wycieczki i kieszonkowe.
Trzeba pamiętać, iż to średnie wartości. Największa grupa rodziców wydaje od 200 do 500 zł miesięcznie, ale 7 proc. badanych przyznaje, iż wydaje ponad 1500 zł na edukację swojego dziecka.
To oznacza, iż mając dwójkę albo trójkę dzieci, miesięczny budżet na szkołę i zajęcia dodatkowe sięga 3-4,5 tys. zł. A przecież trzeba jeszcze zapłacić czynsz, rachunki, kredyt i zrobić codzienne zakupy.
Dwie pensje to za mało
Na papierze może się wydawać, iż dwie przeciętne pensje w domu to wystarczająco, by utrzymać rodzinę. W praktyce coraz częściej okazuje się, iż nie. Zwłaszcza w dużych miastach, gdzie edukacja i życie są po prostu droższe.
Według wspomnianego badania 13 proc. rodziców z dużych miast wydaje na szkołę ponad 1000 zł miesięcznie, podczas gdy w mniejszych miejscowościach odsetek ten spada do 5 proc. Warto wspomnieć, iż w mniejszym mieście jest on niższy, ale też i zarobki są wprost proporcjonalnie mniejsze.
Różnice widać też między szkołami publicznymi i niepublicznymi – w tych drugich koszty przekraczające 1500 zł to już niemal norma. Do tego dochodzą drobne, ale stałe wydatki. Aż 66 proc. rodziców daje dzieciom kieszonkowe – i choć kwoty nie są ogromne, w skali miesiąca to kolejny wydatek, który trzeba doliczyć do budżetu domowego, choć pensje rodziców nie rozciągają się jak z gumy.
Źródła finansowania są różne: pensje rodziców, wsparcie dziadków, świadczenia socjalne. Coraz częściej jednak trzeba sięgać po oszczędności.
Szkoła drożeje szybciej niż inne wydatki
Na rosnące koszty edukacji wskazują też inne raporty. Według analiz UCE Research, Hiper‑Com Poland i Shopfully, artykuły szkolne w 2025 roku podrożały średnio o 2,9 proc.
To mniej niż rok wcześniej (wtedy wzrost wyniósł 7,5 proc.), ale i tak obciążenie dla domowego budżetu jest coraz większe, a rzadko idzie to w parze z wprost proporcjonalnie rosnącymi zarobkami.
Eksperci podkreślają, iż choć same sklepy starają się nie podnosić cen zbyt agresywnie, to rodzice odczuwają każdy dodatkowy wydatek. W praktyce oznacza to, iż choćby komplet podstawowych przyborów szkolnych dla ucznia to kilkaset złotych.
Nie mówiąc już o tym, iż kupno plecaka, butów, kapci, piórnika czy jesiennej kurtki to koszty, których nie da się uniknąć.
Kiedy spojrzymy na te liczby, staje się jasne, dlaczego tak wielu młodych ludzi odkłada decyzję o dzieciach, decyduje się na jedno albo w ogóle rezygnuje z pomysłu bycia rodzicem. Dziecko to dziś nie tylko radość, ale też ogromny wydatek, który potrafi pochłonąć większą część rodzinnego budżetu.
Mając dwójkę czy trójkę pociech, trzeba liczyć się z kosztami, które często przewyższają możliwości dwóch przeciętnych pensji. Rodzicielstwo zawsze wiązało się z wyrzeczeniami, ale dziś różnica polega na tym, iż choćby ciężka praca obojga rodziców nie daje gwarancji spokojnego życia.
Nie mówiąc już o tym, by z dwóch pensji móc odłożyć pieniądze na wakacje, podróże i inne przyjemności. Dlatego coraz częściej słyszymy głosy, iż posiadanie dzieci to współczesny synonim luksusu – dostępny tylko dla tych, którzy mają odpowiednio zasobny portfel i stać ich na wykładanie co miesiąc 1500-3000 zł na samą naukę pociech.