Tamtego dnia mój mąż wrócił do domu wcześniej niż zazwyczaj, usiadł na naszej kanapie i rozpłakał się jak dziecko. Gdy usłyszałam, dlaczego — zaniemówiłam ze zdumienia.

polregion.pl 4 godzin temu

Michał i ja poznaliśmy się, gdy oboje mieliśmy po dwadzieścia siedem lat. Wtedy już Michał skończył studia z wyróżnieniem i szykował się do obrony magisterki. Odnosił sukcesy w nauce. Poza tym przez ten czas zdążył już zarobić na własne dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Mokotowie oraz własny garaż. Po skończonych studiach planował kupić samochód. Rok później wzięliśmy ślub. Półtora roku później na świecie pojawiła się nasza córeczka Zuzia. Kiedy świętowaliśmy nasze trzydzieste urodziny, mała miała już dwa miesiące.
Zbliżały się urodziny Michała, więc zaproponowałam, abyśmy zorganizowali rodzinny obiad w ulubionej restauracji razem z jego rodzicami. Michał jednak stanowczo odmówił. Powiedział, iż chciałby ten dzień spędzić tylko z nami, ze swoimi dziewczynami mną i naszą córeczką.
Tak też zrobiliśmy. Spędziliśmy pięknie ten dzień w trójkę, a Michał był naprawdę szczęśliwy. Następnego dnia po pracy pojechał jednak do swoich rodziców. gwałtownie jednak wrócił do domu. Usiadł ciężko na kanapie i zaczął płakać. Zaniemówiłam dorosły mężczyzna, ojciec rodziny, załamał się jak dziecko. Starałam się go pocieszyć i uspokoić. Wtedy właśnie pękła w nim tama.
Okazało się, iż przez całe dzieciństwo Michał był bity za najdrobniejsze przewinienia za to, iż grał w piłkę, za zabrudzone ubrania, za plamę atramentu w zeszycie. Bili go zarówno ojciec, jak i matka.
Gdy dorosłem, przestali mnie bić, ale nigdy nie usłyszałem od nich dobrego słowa. Skończyłem technikum z czerwonym paskiem.
No i co z tego? To tylko technikum. Musisz iść na studia usłyszał. Poszedł na studia, choć wcale ich nie potrzebował.
Kupił mieszkanie.
Co z tego, tylko pięćdziesiąt metrów mówili. Chociaż sami mieszkali na trzydziestu. Ożenił się.
Taka chuda i niska kobieta, czy ona w ogóle będzie mogła urodzić dziecko?
Urodziłam.
Kto wie, czyje to dziecko. Nie ma w nim nic z nas!
Wreszcie zrobili mu awanturę, bo nie przygotował przyjęcia na ich rocznicę ślubu.
Niewdzięczny syn! wydali wyrok.
I wtedy Michał spojrzał na mnie z rozpaczą:
Czy naprawdę jestem tak złym człowiekiem, iż mnie nie kochają?
Odpowiedziałam, iż są ludzie, którzy po prostu nie potrafią okazywać miłości. On miał pecha urodzić się w takiej rodzinie. Jednak teraz ma mnie i naszą córkę. My bardzo go kochamy, bo jest najlepszy na świecie.
Czy nie widzisz, jaka Zuzia jest szczęśliwa, gdy wracasz po pracy do domu?
Michał przypomniał sobie wtedy, jak bardzo oczy naszej dziewczynki rozświetlają się na jego widok. Uspokoił się i pierwszy raz od dawna szczerze się uśmiechnął.
Bo czasem trzeba odpuścić swoje dzieciństwo i otworzyć się na nową miłość. Czasem prawdziwą rodzinę budujemy dopiero wtedy, gdy sami ją stworzymy.

Idź do oryginalnego materiału