Tomasz i ja poznaliśmy się, gdy oboje mieliśmy po dwadzieścia siedem lat. W tamtym okresie Tomasz właśnie ukończył studia z wyróżnieniem i przygotowywał się do obrony. Odnosił sukcesy na uczelni, a do tego zdążył już zarobić wystarczająco, by kupić sobie dwupokojowe mieszkanie i miejsce parkingowe w garażu podziemnym. Po zakończeniu studiów planował jeszcze kupić samochód. Rok później wzięliśmy ślub, a po półtora roku pojawiła się nasza córeczka Zosia. Gdy obchodziliśmy trzydzieste urodziny, nasze dziecko miało już dwa miesiące.
Jako iż zbliżały się jego urodziny, zaproponowałam, żeby świętować ten dzień w restauracji, razem z jego rodzicami. Jednak Tomasz stanowczo odmówił stwierdził, iż chce ten dzień spędzić tylko z nami, swoimi dziewczynami. Tak też zrobiliśmy. Następnego dnia po pracy pojechał jednak do rodziców, by złożyć im wizytę. Wrócił jednak bardzo szybko, usiadł na kanapie i rozpłakał się. Przez chwilę nie wiedziałam, co robić dumny, dojrzały mężczyzna, ojciec rodziny, płakał jak małe dziecko. Starałam się go uspokoić i wesprzeć.
W końcu się otworzył. Okazało się, iż w dzieciństwie był bity za najdrobniejsze przewinienie: za to, iż grał w piłkę, pobrudził ubrania czy zrobił kleksa w zeszycie. Bili go zarówno ojciec, jak i matka.
Kiedy dorosłem, przestali mnie bić, ale nigdy nie usłyszałem od nich ciepłego słowa powiedział przez łzy. Ukończyłem technikum z wyróżnieniem…
I co z tego? słyszał. To tylko technikum, idź na studia.
Tomasz poszedł na uczelnię, chociaż wcale tego nie potrzebował.
Kupił mieszkanie.
Zaledwie pięćdziesiąt metrów? kpili rodzice, choć sami mieszkali w trzydziestometrowym bloku.
Ożenił się.
Jakaś drobna i chuda kobieta. Czy ona w ogóle będzie w stanie urodzić? pytali z przekąsem.
A gdy Zosia się urodziła:
To na pewno nie nasze dziecko. Ona w ogóle nie jest podobna do nas!
Na koniec urządzili mu awanturę, bo nie zorganizował hucznej imprezy na rocznicę ich ślubu.
Niewdzięczny syn! powtarzali z goryczą.
Tomasz zapytał mnie wtedy:
Czy naprawdę jestem tak złym człowiekiem, skoro mnie nie kochają?
Odpowiedziałam mu, iż są ludzie, którzy nie potrafią kochać i on po prostu miał pecha, iż dorósł w takiej rodzinie. Ale teraz ma mnie i Zosię obie bardzo go kochamy, bo jest wyjątkowym człowiekiem.
Nie widzisz, jak bardzo twoja córka cieszy się, kiedy wracasz z pracy? powiedziałam.
Widok rozpromienionych oczu naszej córeczki, gdy ojciec pojawia się w drzwiach, sprawił, iż Tomasz odetchnął z ulgą. I wtedy uśmiechnął się przez łzy.
Czasem największą wartością w życiu jest miłość, którą dajemy i otrzymujemy tu i teraz nieważne, skąd przychodzimy, najważniejsze kto towarzyszy nam w codzienności.








