Już nie przychodź do nas, tato! Bo kiedy wychodzisz, mamusia zaczyna płakać. I płacze aż do rana.
Zasypiam, budzę się, znowu zasypiam i znowu się budzę, a ona cały czas płacze i płacze. Pytam ją: Mamusiu, czemu płaczesz? Przez tatę?..
A ona mówi, iż wcale nie płacze, tylko pociąga nosem, bo ma katar. Ja już jestem duża, wiem dobrze, iż takiego kataru, żeby głos był wilgotny od łez, po prostu nie ma.
Tata Kasi siedział z córką przy stoliku w kawiarni i mieszał łyżeczką kawę w maleńkiej białej filiżance, która już wystygła.
A Kasia choćby nie tknęła swojego deseru, choć przed nią w szklanej miseczce pysznił się artystyczny popis: kolorowe kulki lodów, przykryte zielonym listkiem mięty i wisienką, wszystko oblane czekoladą.
Każda sześciolatka nie oparłaby się takiemu cudeńku. Ale nie Kasia, bo już dawno, chyba choćby w zeszły piątek, zdecydowała, iż musi poważnie porozmawiać z tatą.
Tata milczał, długo milczał, a potem zapytał:
I co my teraz mamy zrobić, córciu? Nie widywać się wcale? Jak ja wtedy będę żył?..
Kasia zmarszczyła nosek miała taki sam, ziemniaczkowaty trochę, jak u mamy, pomyślała i odpowiedziała:
Nie, tato. Ja też nie wytrzymam bez ciebie. Ale można zrobić tak: zadzwoń do mamy i powiedz jej, iż w każdy piątek będziesz mnie odbierał z przedszkola.
Po spacerze możemy pójść tu, do kawiarni, jeżeli będziesz chciał kawy albo lodów. Będę ci opowiadać, jak żyjemy z mamą i co u mnie.
Kasia zamyśliła się jeszcze głębiej i po minucie dodała:
A jak będziesz chciał zobaczyć mamę, to codziennie będę ją fotografować telefonem i ci pokazywać zdjęcia. Dobrze?
Tata spojrzał na swoją mądrą córkę, uśmiechnął się lekko i kiwnął głową:
Dobrze, tak będziemy żyć, Kasieńko
Kasia odetchnęła z ulgą. Chwyciła się w końcu lodów, ale rozmowę musiała doprowadzić do końca. Najważniejsze przez cały czas pozostało niewypowiedziane, więc gdy od kolorowych kulek, które umoczyła w czekoladzie, zrobiły jej się wąsy, oblizała je językiem i znów spoważniała prawie dorosła.
Prawie kobieta. Taka, która musi zatroszczyć się o swojego mężczyznę, choćby jeżeli on już trochę stary przecież tata miał w zeszłym tygodniu urodziny. Kasia narysowała mu w przedszkolu kartkę z ogromną cyfrą 28.
Twarz dziewczynki znowu spoważniała, brwi się zeszły, powiedziała:
Wiesz co, musisz się ożenić
I wielkodusznie skłamała:
Przecież ty nie jesteś wcale taki stary
Tata docenił jej gest dobrej woli i zaśmiał się pod nosem:
No, nie bardzo powiesz.
Kasia podjęła z zapałem:
Nie bardzo, nie bardzo! Patrz, wujek Staszek, który już dwa razy był u mamy, jest choćby trochę łysy, tutaj
I pokazała palcem czubek głowy, głaszcząc miękkie loki. Po chwili zrozumiała, patrząc na przenikliwie napięte spojrzenie taty, iż zdradziła maminy sekret.
Więc obie dłonie przyłożyła do ust i rozszerzyła oczy oznaczało to strach i zagubienie.
Wujek Stanisław? Co to za wujek Stanisław tak często do was przychodzi? To ten, co jest szefem mamy? prawie na cały lokal, prawie głośno, wykrzyczał tata.
Tatusiu, nie wiem zupełnie się zaniepokoiła Kasia przez taką burzliwą reakcję. Może szef. Zawsze przynosi mi cukierki. I ciasto dla nas wszystkich.
I jeszcze, Kasia zastanawia się, czy podzielić się takim sekretem z tatą, tym bardziej takim dziwnym, mamie daje kwiaty.
Tata patrzył długo na splecione dłonie, które leżały na stole. I Kasia zrozumiała, iż właśnie teraz podejmuje bardzo istotną decyzję w swoim życiu.
Dlatego czekała, nie poganiając go z wnioskami. Już wiedziała, albo raczej przeczuwała, iż faceci są powolni, a do adekwatnych decyzji trzeba ich podprowadzić.
A kto, jeżeli nie kobieta, a zwłaszcza ta najważniejsza w jego życiu?
Tata długo milczał, w końcu westchnął, podniósł głowę i powiedział Gdyby Kasia była starsza, zrozumiałaby, iż mówił to tonem Otella.
Ale na razie nie znała historii Otella, ani innych wielkich miłośników. Po prostu uczyła się życia i widziała, jak ludzie cieszą się i cierpią przez drobiazgi.
I wtedy tata powiedział:
Idziemy, córeczko. Już późno, odprowadzę cię do domu i porozmawiam z mamą.
Kasia nie pytała już, o czym tata chce rozmawiać z mamą, choć rozumiała, iż to ważne i zaczęła jeść lody szybciej.
Potem uświadomiła sobie, iż to, na co zdecydował się tata, było ważniejsze niż choćby najlepszy deser, więc rzuciła łyżeczkę na stół, zsunęła się z krzesła, otarła usta ręką, pociągnęła nosem i patrząc prosto w oczy taty powiedziała:
Jestem gotowa. Chodźmy.
Do domu adekwatnie nie szli, tylko pędzili. Bardziej pędził tata. Kasia, trzymana za rękę, prawie unosiła się za nim jak chorągiewka.
Kiedy wbiegli do klatki schodowej, drzwi windy zamknęły się, wywożąc w górę kogoś z sąsiadów. Tata spojrzał niepewnie na Kasię. Ona z dołu na niego:
No i co? Na co czekamy? Przecież to tylko siódme piętro
Tata porwał ją na ręce i biegł w górę schodami.
Gdy mama na dźwięk długiego, nerwowego dzwonienia w końcu otworzyła drzwi, tata zaczął od najważniejszego:
Nie możesz tego zrobić! Jaki Stanisław? Przecież kocham ciebie. I mamy Kasię
Potem objął córkę mocno, a nie wyjmując jej z objęć, uściskał też mamę. Kasia objęła ich oboje za szyję i zamknęła oczy, bo dorośli się całowali
Tak już bywa w życiu, iż dwóch zagubionych dorosłych pocieszy mała dziewczynka, która kocha ich oboje, a oni ją oraz siebie nawzajem, mimo iż pielęgnują dumę i urazę
Napiszcie w komentarzach, co o tym myślicie. Dajcie lajka, jeżeli żal wam tej trójki.








![Wkrótce otwarcie nowej wystawy w Muzeum Armii Krajowej [ZDJĘCIA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/02/628005872_1852332922187251_9091874312598494104_n.jpg)





